Noclegi – Bździuch

Zabrali mi młodość

Pochodząca z Soli Agnieszka Barabasz z domu Margol (ur. 1912 r.) przeżyła 9 lat w podbiegunowym Gułagu Noryłłag na Syberii. Pani Agnieszka zmarła w 2005 r. Każdego dnia na zesłaniu kobieta modliła się o powrót do rodzinnej miejscowości. Jedyną bezpośrednią relację pani Agnieszki o wydarzeniach na dalekiej Syberii znamy z jej wesela, na którym opowiada ona swoje dramatyczne przeżycia. Dzięki uprzejmości jej rodziny (m.in. siostry – poetki ludowej Katarzyny Strzęciwilk) udało się spisać te mało znane, jednakże niezwykle cenne, wspomnienia.

„14 czerwca 1945 r. był dniem mojej tragedii. Pamiętam go z wszelkimi szczegółami do dzisiaj. Wprowadzono mnie do pięknej sali teatralnej. Przede mną była scena, a mnie kazano usiąść w pierwszym rzędzie. Kazali mi wstać. Stanęłam i czytają, że ja się ukrywałam w lesie z bandytami i im tam jeść donosiłam. Skazana na 10 lat ciężkich robót w dalekich syberyjskich obozach. Kazali mi podpisać w tej księdze wyrok. Ja nic nie widziałam, łzy zalały mi oczy. I wywieźli mnie na Sybir, tam gdzie już są białe niedźwiedzie. Jechałam dwa tygodnie z Rygi do Krasnojarska. A z Krasnojarska kolejne dwa tygodnie płynęłam najgroźniejszą rzeką syberyjską (Jenisejem), aż do ujścia w zatokę Morza Karskiego. Był rok 1946, a mój wyrok kończył się w roku 1956. Tysiące więźniów budowało od podstaw miasto Norylsk. Jak tam trafiłam, to były tam tylko łagry. Kułam wieczną zmarzlinę na kwadracie 2 na 2 metry. Miałam kilofem wgłębić się na 10 centymetrów. Pracowaliśmy po 12 godzin i każdy musiał wyrobić normę. Za to dostało się 400 gram chleba na cały dzień. Mróz był tam do 60 stopni. Kto miał pierwszą grupę zdrowia, to mógł pracować w mrozie do 40 stopni, a kto drugą – do 30. Ja miałam zawsze pierwszą. Chciałam zachorować, ale jakoś nie mogłam. Kobietom w obozie Rosjanie podawali takie tabletki, żeby nie mogły mieć dzieci. Ich przeznaczeniem miała być tylko praca. I ja dostałam taką tabletkę. No i nie mieliśmy dzieci z mężem. Nie mieliśmy żadnych ubrań na zmianę, nie rozbieraliśmy się w ogóle, nawet do spania.

Udało mi się szczęśliwie porozumieć z tym upatrzonym przeze mnie mężczyzną. On mnie namówił, żebym po wyjściu z obozu poczekała na niego 8 miesięcy, do końca jego odsiadki, a wtedy razem powędrujemy do domu. Był na katordze, katorga to jest zesłanie na 15 lat. Nazywał Jan Barabasz i pochodził z Czortkowa na Wołyniu. Po ośmiu miesiącach mój wybraniec wyszedł. Miesiąc czasu ze mną mieszkał, do pracy nigdzie nie szedł, bo nie był zameldowany. Wzięliśmy ślub i zameldowałam go u siebie. Był rok 1956. Jechaliśmy pociągiem. Jak byliśmy na granicy polsko-radzieckiej, to strażnicy nam powiedzieli, że nic nie można przewieźć przez granicę. A mąż nazbierał jakimś cudem pieniędzy i kupił sobie w Rosji trzy motory, które chciał spieniężyć w Polsce. „Puszczacie nas z niewoli, tam siedzieliśmy za nic tyle lat, teraz wracamy do domu bez niczego. Ja to zarobiłem uczciwie!”. Wiedział jak mówić. I tak im gadał, że w końcu nas puścili, razem z motorami. Jak dojechaliśmy do Biłgoraja, to mi się w głowie poprzewracało, bo nie wiedziałam, w którą stronę iść do Soli. Zapomniałam przez tyle lat. Jak przyszliśmy do domu, to mnie nie poznali”.

*

Mieszkanka Woli Małej w swoich wspomnieniach porusza tragedię mieszkańców Zamojszczyzny, wysiedlonych „na Basarby”, czyli siłą zmuszonych do pracy w gospodarstwach kolonistów niemieckich pod Zamościem. Krystyna Kozioł (ur. 1932 r.) jako 10-letnia dziewczynka przeżyła pobyt w obozie przejściowym w Zamościu, pracę u baorów, a także ucieczkę i ukrywanie się przed Niemcami. Opowiada również o tragedii Żydów przewożonych traktem Biłgoraj – Zwierzyniec oraz o echach tragicznej bitwy pod Osuchami. Obóz przejściowy w Zamościu istniał od 27 listopada 1942 r. do 19 stycznia 1944 r. W obozie wysiedloną ludność z Zamojszczyzny segregowano i dokonywano selekcji. Zdolnych do pracy w wieku od 14. do 60. roku życia wywożono na roboty przymusowe do Niemiec, dzieci do lat 14 i osoby powyżej lat 60 osadzono w oddzielnych barakach, a osoby chore i ułomne najczęściej wywożono do obozu na Majdanku. Osobną selekcją objęte były dzieci o cechach aryjskich, które były przeznaczone do germanizacji. Część zdolnych do pracy wysłano do gospodarstw osadników niemieckich.

„Trafiliśmy do baora w miejscowości Bortatycze. Byłam tam z rodzicami i z młodszą siostrą. Mówili do nas po niemiecku, a rozumieli także trochę po rosyjsku. Pamiętam, że musiałam sama paść 11 krów, a miałam wtedy 10 lat. Dali mi tylko kromkę chleba i wygnali na pastwiska. A Niemiec mi jeszcze powiedział: „Tylko nie siadaj”. Chyba się bał, że jak usiądę, to usnę. Na szczęście udało się stamtąd zabrać siostrę. Do tego baora przyjechał leśniczy Mikulski z Woli z żoną. Leśniczy Jan Mikulski razem z żoną Melanią ukrywali przez cała wojnę w leśniczówce na Woli Dużej rodzinę żydowską. Rodzina Mikulskich została odznaczona medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Tej nocy stamtąd uciekliśmy. Wyszliśmy w nocy i piechotą przez Kosobudy poszliśmy w kierunku domu. Za Zwierzyńcem spaliśmy parę godzin w brogach z siana. Rano, jak szarówka jeszcze była, ruszyliśmy dalej. Kiedy tylko wróciliśmy do domu, schowaliśmy się w schronie pod podłogą. Wiedzieliśmy, że Niemcy będą nas szukać. Zaginął nam koń i dwie krowy, ale ziemia została.

Przez Wolę Niemcy prowadzili Żydów z Biłgoraja do Zwierzyńca. Wielu Żydów po drodze umierało, wielu Niemcy zabili. Nie grzebali ich ponad drogą, raczej chowali ich, ale nie wiadomo gdzie. Tutaj grobów nie było. Z tyłu tego pochodu jechały furmanki. Na nie rzucali ciała zmarłych i gdzieś wywozili.

Z Woli bitwę pod Osuchami przeżyło tylko dwóch albo trzech chłopaków. Tam był tragedia. Jeden z nich pochodził z Bukownicy. Pamiętam, że przyszedł któregoś dnia do mojej mamy i mówi: „Ja tu długo nie pożyję”. Nie pamiętam, jak się nazywał. Widocznie coś przeczuwał, że ktoś go ma na celowniku. No i któregoś dnia gdzieś poszedł i nie wrócił. Takie były czasy”.

 

Kazimierz Szubiak

 

Dziękuję panu Dominikowi Rogowi za udostępnienie mi pamiętników „Zabrali nam dzieciństwo”. Polecam Czytelnikom tę wspaniałą lekturę.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.