- Reklama -

- Reklama -

- Reklama -

Nr 499. Rozmowy o znanych „biłgorajczykach”

Okazję do takich rozmów miałem niedawno na spotkaniu z biłgorajskimi seniorami w Dziennym Domu Pomocy dla Seniorów, w warunkach bardzo sprzyjających i na luzie, przy stołach z krzesłami rozmieszczonymi na całej sali, bez rzędów krzeseł i bez "prezydium". Słuchacze byli też rozluźnieni, odprężeni, jakby wypoczęci i złaknieni pogadanek, bo taką formułę zaproponowałem, by w ten sposób zachęcić do szczerych i odważnych wypowiedzi, by ich pobudzić. Okazało się, że to było zbyteczne, bo zanim się przedstawiłem, już padły pytania, jakby trochę zaczepne, jakby na próbę, bo o mnie, jak na egzaminie. 

- Reklama -

Temat z tytułu ruszył nieco później, a rozmowy o znanych „biłgorajczykach”, tak jak przypuszczałem, okazały się nad wyraz interesujące, gdyż wywołały ożywione wypowiedzi, czasami nawet wymykające się spod kontroli. A więc – konkretnie – o kim rozmawiano? Na pierwszy ogień poszedł poseł J. Palikot i działacz społeczno-polityczny J. Dechnik, dalej ponad dwudziestoletni burmistrz J. Rosłan, dalej posłanka i wojewoda G. Tokarska wraz ze starostą M. Tokarskim. Należałoby tu szczególnie wyróżnić G. Tokarską jako jedyną kobietę w tym towarzystwie i określić ją przez analogię nowym terminem jako „biłgorajczankę”. Przyznam, że takiego określenia jeszcze nie spotkałem w publicystyce, a więc robię to po raz pierwszy i tylko na użytek tego felietonu i z duszą na ramieniu, i z obawą, czy tak zasłużona osoba dla Lubelszczyzny, a szczególnie dla Biłgorajszczyzny nie poczuje się dotknięta i czy nie będę posadzony przy tym o próbę spoufalenia.

Na rozmowy o innych „biłgorajczykach” nie starczyło czasu, i – prawdę mówiąc – trudno byłoby znaleźć osobę tak znaną i zasłużoną, i tak głęboko zapamiętaną w społeczności i zarazem tak zasłużoną dla biłgorajskiego środowiska. Wiem, że takie stwierdzenie u niejednego wywoła sprzeciw. Wiem, że moje kryteria są tu skażone subiektywizmem i że nie mam właściwie formalnych podstaw do takiego wyboru. Mogę tylko powiedzieć, ze kierowałem się swoim rozsądkiem i wiedzą, a także obserwacją tego, co w Biłgoraju w międzyczasie zrobiono i o kim się głośno mówiło. Ponadto godzina zegarowa przeznaczona na rozmowy dobiegła szybko końca, a to zupełnie wystarczało, żeby już nasycić ciekawością słuchaczy i nieco zmęczyć prowadzącego, jak również odebrać głos nadmiernie rozgadanym.

O szczegółach rozmów nie napiszę, bo były one w formie pogaduszek, przypominających bardziej plotkowanie niż dyskusje i niektóre zacytowane wypowiedzi mogłyby urazić naszych bohaterów, a może nawet byłyby pomówieniami. Mogę przy tej okazji jedynie zasugerować innym seniorom, żeby osobiście brali udział w takich spotkaniach i żeby w ten sposób poznawali niepublikowane ciekawostki. Trzeba po prostu korzystać z nadarzającej się okazji i być ciekawym tego świata.

- Reklama -

Do tematu nawiążę jeszcze nieco później, a teraz przynajmniej zarysuję kryteria wyboru i sylwetki bohaterów felietonu jakby incognito, gdyż nie ma tu takich kryteriów, według których wymienieni zostali tu wyróżnieni. W tym przypadku zdobyłem się na senioralną odwagę, a ponadto łączy mnie z tytułem już od dwunastu lat moja ksywa „Biłgorajczyk” i jako taki redaktor, chcąc nie chcąc, interesuję się prawie każdym wybitnym „biłgorajczykiem” i wszystkim, co tylko dobrze służy Ziemi Biłgorajskiej. Takich wybrańców „biłgorajczyków” miałem na oku już od dwunastu lat i mam nadzieję, że znajdą oni akceptację, choćby u części czytelników – bowiem tyleż lat ponownie jestem wśród biłgorajskich mieszkańców i to po 50-letniej przerwie, będąc w tym czasie na Śląsku jako gorol albo werbus, czyli trochę obcy, taki nie swój. Tak to o mnie potrafili powiedzieć tamtejsi autochtoni, ale nigdy z pogardą, ot tak ukradkiem, czyli tylko między sobą, jakby w konspiracji, żebym o tym nie słyszał i by mi tym nie dokuczyć. To tylko dygresja, czyli wrzutka, by zbliżyć się okrężną drogą do biłgorajskiego autochtona, czyli też wyjątkowego określenia, które może mieć w naszym rejonie różne konotacje.

Najpierw powołam się na Wielki słownik języka polskiego, w którym „biłgorajczykiem” jest mieszkaniec Biłgoraja, czyli ten, kto mieszka w Biłgoraju, ale przy tym jest uwaga, by to określenie stosować w grach, co dla mnie oznacza, że „biłgorajczyk”, semantycznie rzec biorąc, ma wydźwięk nieco pejoratywny, taki mniej poważny, jakby trochę z wadami i z pogranicza dobrych obyczajów, taki typ biłgorajskiego cwaniaka. To nie daje mi spokoju i bulwersuje mnie. Tym bardziej że w Poradni języka polskiego Polskiego Radia usłyszałem, że „biłgorajczyk” i biłgorajanin, a także biłgorajak to formy równoważne i równoznaczne. Jeśli tak, to mam nadzieję, że moi wyróżnieni bohaterowie tę ksywę przyjmą z pokorą i ze zrozumieniem. Mało tego, mam podstawę – tak sądzę – by „biłgorajczykiem” mógł być także mieszkaniec powiatu biłgorajskiego, a także kobieta.

Biłgorajczyk

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.