Pomyślmy zawczasu, np. o świętach

To niby slogan, to niby każdy o tym wie, ale zastanówmy się chwilkę, czy nie jest to zasadne i przy innych okazjach, nie tylko przed świętami, żeby nigdy nie robić niczego za późno, tylko wszystko i zawsze na odpowiedni czas. Oto przykład; w latach 50. ubiegłego wieku uczono mnie w Soli na kursie prawa jazdy, by sygnalizować zamiar skrętu wychyleniem ręki, ale nie za wcześnie ani za późno, tylko zawczasu(!). To jedno słowo wystarczało, żeby zrozumieć ten przepis. Z takich konkretnych określeń, słowności i „solidności” znani są szczególnie Niemcy, Szwajcarzy, a my – Polacy?

Przyznajmy się, że lubimy często robić na ostatnią chwilę i nierzadko improwizując. Niektórym wydawać się nawet może, że takie z przemyśleniem zachowania mogą nawet ograniczać naszą wolność i spontaniczność jako jednostki. Chcę temu zaprzeczyć, bo to należy do osobistej kultury. Np. mnie razi brak punktualnego przybywania zaproszonych gości na imprezy, zwłaszcza rodzinne, co zauważam u niektórych dość często i nie wiem, jak mam się zachować, czy nie zauważać tego i robić dalej dobrą minę do złej gry, czy też na drugi raz nie zapraszać. Być punktualnym i słownym, a szczególnie przewidującym to nie tylko wyświechtany slogan. Ma to praktyczne znaczenie również przed zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia, co chcę specjalnie zaakcentować. Można zapytać, niby dlaczego? Odpowiedź moja jest lakoniczna; żeby się nie denerwować w ostatnich dniach przed świętami, bo tu i ówdzie pojawiają się kolejki, to po pierwsze, a po drugie – żeby zakupy bardziej przemyśleć, szczególnie prezenty, żeby one mogły przypaść do gustu osobie obdarowanej, żeby nie leżały później w przepełnionej szafie jako zbyteczne. Nie róbmy więc zakupów z przypadku, bo to kończy się na ogół tzw. odbębnieniem obowiązku, żeby tylko mieć kłopot z głowy. Zauważyłem nawet, ze niektórzy zamiast zaskakującej drobnostki wręczają pieniądze, przeważnie dzieciakom, lub bony, twierdząc, że tak jest najlepiej dla obydwóch stron. Według mnie tak robić można tylko wyjątkowo i wtedy z przeproszeniem za swoje lenistwo. Myślenie o tym zawczasu temu na ogół zapobiega. Wiec korzystajmy i ze sloganów, i porzekadeł, wszak one, ogólnie mówiąc przysłowia, są mądrością narodu, one poniekąd normują i ubarwiają nasze codzienne życie, również w naszej małej biłgorajskiej Ojczyźnie, gdzie biłgorajska tożsamość tak mocno się komplikowała w przebytym czasie i obce nam kultury próbowały przez szereg lat rozbiorowych i okupacyjnych robić nam wodę z mózgu i pozbawiać mądrych dla nas przysłów, by być tym samym bardziej poddanym i uległym, przez co też mniej dowartościowanym. Nasze miasteczko w pewnym sensie świadczy o tym. Mamy tego dowody. Nie zachowały się praktycznie żadne trwałe zabytki kultury, oprócz dwóch kościołów. To znaczy, według mnie, wszystko co w międzyczasie powstawało ulegało szybkiemu zużyciu, czyli inaczej mówiąc – jakby szybciej amortyzowało się, choć jak wiemy, pomagały w tym również liczne pożary i walki zbrojne niszczące doraźny dorobek. Pozostały tylko o tym wspomnienia i wiedza, i to tylko u światłych biłgorajczyków, jak określam trochę żartobliwie mieszkańców Biłgoraja, a więc mających trochę pejoratywną wymowę ukutą ponoć przez przedwojennych Żydów w odniesieniu do „cwanych” mieszkańców miasta Biłgoraja, którzy zdolni byli do handlowania z nimi z korzyścią dla siebie, co nie było takie łatwe. Tak mi opowiadał w dzieciństwie mój ojciec, który potrafił też z Żydami targować się i to aż do skutku. Ale te ostatnie wspomnienia nie zbudują obecnie naszej dumy, naszego prestiżu i uważam, że o tym też warto wiedzieć. Oby czasy naszej ułańskiej fantazji, beztroskie i siermiężne na zawsze minęły i były tylko lekcją smutnej historii.

Teraz myślmy już z radością o zbliżających się świętach, o ich tradycji i zwyczajach, nie dając się jednak przy tym zupełnie skomercjalizować i obałamucić reklamami handlowymi. Zakupy niech będą dodatkiem do świąt, wszak ich główny wymiar powinien być rodzinny i przyjacielski, zwłaszcza dla katolików, czyli prawie dla nas wszystkich. Frasujmy się więc Świętami Bożego Narodzenia, ale z głębszą refleksją i z wyprzedzeniem, by najpierw, czyli zawczasu zastanowić się nad nimi i by odpowiednio przygotować się do nich, w tym i do zmagań z obcą nam subkulturą, która wypiera nasz ojczysty język i narzuca nam, już bez uprzedzenia, swoje walory, ale i też, niestety, ogólny relatywizm i bezwzględny materializm. Konkretnie, zalewa nas język angielski, jakby nasz ojczysty był drugorzędny, szczególnie w handlu i reklamach, to moim zdaniem poniża naszą kulturę. Zbytecznym makaronizmom powiedzmy zawczasu STOP.

Biłgorajczyk, mail: naj-lawok@wp.pl

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.