Brawury przybywa, monitoringu brak

Widzę to na własne oczy, ale i „donosów” alarmujących o tej sytuacji w Biłgoraju mi przybywa. Niektórzy nawet mnie poniekąd „molestują”, bym apelował na swój sposób do władz w tej sprawie, bym się biernie temu nie przyglądał.

W imieniu mieszkańców apeluję więc o monitoring w newralgicznych miejscach miasta i podjęcie przez to walki z tzw. chuliganerią drogową, której wcale nie ubywa, a pojawiają się nawet nowe wybryki, o których nieco później. To, że niektórzy już zginęli i to, że przez nich zginęli przypadkowi i niewinni ludzie, wcale nie robi na tych złoczyńcach wrażenia. Oni dalej szaleją. A z tym moim apelem bywa różnie. Moje felietony, jak zauważyłem, przynoszą tylko więcej nadziei niż skutku. Władze przeważnie traktują je z przymrużeniem oka, tak jak ja władze z ich oświadczeniami majątkowymi. Dają do zrozumienia, że tylko one mają rację, a moje felietony to pohukiwania na puszczy. To naganny zwyczaj władz. Tak uważam. Władza powinna bardziej reagować na społeczne uwagi i do tego się odnosić z należną uwagą. A przecież jest jeszcze policja, która może znacznie więcej ode mnie zdziałać w tytułowej sprawie, gdyby tylko zabiegała o to z konsekwencją i uporem.

Może tym razem takim felietonem pobudzę policję do takich kroków, by stosowny wniosek do Rady Miasta tak pilotowała, jak napisałem, tzn. z pełnym zaangażowaniem. Byłby to konkretny wkład policji w nasze bezpieczeństwo i większe uzasadnienie ubiegania się o podwyżki, przynajmniej w oczach biłgorajaków. Podwyżki, owszem, ale z jednoczesnym wykazaniem się aktywną, obywatelską postawą, jak to niektórzy potrafią powiedzieć. Biłgorajscy piraci powinni to odczuć i znaleźć się na celowniku policji, by nie mogli tak bezkarnie i tak zuchwale demonstrować swoich niebezpiecznych fanaberii. A robią to na co dzień, jakby na pokaz, jakby – mówiąc kolokwialnie – grali na nosie policji. Ten apel o monitoring pasuje akurat teraz, kiedy trwa akcja protestacyjna policji, kiedy policja walczy o podwyżki. Jesteśmy wszakże ciągle narażani, m.in. na niebezpieczeństwa wynikające z brawurowych popisów młodych (ale czy tylko?), jadących jak strzała i z rykiem silników ul. T. Kościuszki. Pojawiła się nawet nowa forma takich wybryków, mianowicie jazda na tzw. zderzaku dwóch a nawet trzech samochodów, które przejeżdżają przez skrzyżowanie i przejścia dla pieszych z piskiem opon i na dużych obrotach silnika z ciągnącym się tumanem spalin. Biada tym, którzy chcieliby skorzystać wtedy z prawa pierwszeństwa przejazdu czy przejścia. Te złączone samochody są nierozłączne i jadą na oślep, nie bacząc na zagrożenia. Podobnie postępuje stado zwierząt, kiedy za pierwszym przebiegającym przez drogę pozostałe robią to bezwładnie, wpadając nierzadko pod koła pojazdów. I to dziwne – na to „pozwala” nasza policja. W każdym razie nie widziałem przemyślanych akcji zapobiegawczych, jakby policja była tu bierna. Dlatego jest konieczny monitoring przy rondach i przy przejściach dla pieszych, a także na ul. wlotowych do miasta. To zapewne pomogłoby policji złapać złoczyńców. Tak zrobiło już wiele miast i o tym są informacje przy wjeździe do miasta.

Ale czy to jest panaceum na ludzkie głupoty niektórych kierowców? Wykluczyć tego zapewne nie da się, ale próbować trzeba. Niech więc policja zawalczy o monitoring i niech wykaże się skutecznymi działaniami. My, mieszkańcy, pomożemy też wołać do Rady Miasta o monitoring. Przecież wszyscy to zjawisko widzą i słyszą, a niektórzy nawet pukają się w głowę. I nic. Kamikadze popisują się dalej, my wzdychamy, a karawan… czeka na dalsze ofiary. Jakby spełniało się powiedzonko: w Biłgoraju hulaj duszo, piekła nie ma. A zagrożenie i niebezpieczeństwo jest i rośnie, i czyha do sposobnej okazji, do nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, kiedy dojdzie do tragicznego, kolejnego wypadku. Chcę tu też podkreślić, ze lwia część kierowców zachowuje się na drogach poprawnie i kulturalnie, kiedy zwalniają przed przejściami dla pieszych i wręcz ręką zapraszają wyczekujących do przejścia. Pomagają w tym tzw. azylki, chroniące przechodzących zebrami. To dla pieszych na pewno jest korzystne, ale czy dla rowerzystów, których w tych miejscach próbuje wyprzedzić auto? Raczej nie, bo w tych miejscach nie ma możliwości zachowania odstępu minimum 1 metra z uwagi na powstałe zwężenia. I co wtedy robić? Wtedy kultura i wyobraźnia, i jeszcze raz kultura są tu konieczne i u rowerzystów, i u kierowców aut. Pierwsi powinni w miarę szybciej jechać, a drudzy z cierpliwością podążać za nimi. Tak, w mieście jest to możliwe, a np. na trasie do Frampola już są problemy, bo tam nie ma poboczy, a przewężenia ciągną się nieraz kilkaset metrów. I jak mają jechać np. TIR-y za rowerzystami? Praktyka bywa różna i o tym pamiętajmy.

Biłgorajczyk, e-mail: naj-lawok@wp.pl

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.