Klapa, w Biłgoraju także

Tak. Przeżywamy ostatnio klapę w najpopularniejszym sporcie w Polsce – piłce nożnej. To absolutny niewypał, biorąc pod uwagę nasze buńczuczne zapowiedzi i wręcz niebiańskie warunki, jakie mieli nasi piłkarze przed wyjazdem do Rosji na mundial. W Soczi nad Morzem Czarnym też trenowali pod specjalnym nadzorem, by przypadkiem naszych polskich geniuszy i ich ponoć genialnych tajemnic taktycznych nie podpatrzyli rywale.

I co? Blamaż na całego. Klęska. Polska po dwóch meczach przestała się liczyć. A w Biłgoraju też klapa, ale w odniesieniu do kibiców, których miało być multum i którzy mieli mieć niespotykane w naszym mieście warunki do kolejnych fet z okazji prawie pewnych zwycięstw polskich wybrańców. I co? Dobrze zapowiadająca się strefa kibica przy BCK też splajtowała i już 25 czerwca, czyli dzień po meczu z Kolumbią była rozebrana i to z jakim hukiem. W Biłgoraju zawrzało. Na podstawie wpisów w Internecie można tylko sądzić, że doszło do poważnych uchybień i zarazem oskarżeń. Zamiast satysfakcji i świętowania zrobiło się gorzko, a nawet zaczęło „jechać” odorkiem i to nieprzyjemnym, bo prosto w twarz. Patrząc z boku na te narzekania można zbaranieć. Jak to wszystko pogodzić z – wydawałoby się bardzo pożyteczną – inicjatywą zbudowania ad hoc komfortowych warunków dla najzagorzalszych kibiców w Biłgoraju, którzy mieli mieć tu wszystko, i piwo i toalety, namiastkę trybun i olbrzymi telebim. Kibice mieli dać zarobić pomysłodawcom, a miastu wynagrodzić za pomoc finansową. Pomysł – wydawałoby się – palce lizać. Założenia biznesplanu też. Tylko ta nieszczęsna wtopa, jak to teraz o sobie mówią posłowie na sali sejmowej, kiedy zarzucają sobie nawzajem różne niegodziwości.

Piłkarze zawiedli. Wieko i klapa walnęło, i wszystko pękło. Zamiast spodziewanych zysków – manko. I co najgorsze, mogły powstać straty i długi, gdyż koszty trzeba było już ponieść, bo na tym mieli wszyscy zarabiać, a szczególnie polska TV za sprzedaż prawa do wspomnianej strefy kibica. Można się teraz pogubić w tym wszystkim, kto chciał dobrze i dla kogo, a kto przeszkadzał. Powstały też odpryski. Biłgorajscy restauratorzy tym dofinansowaniem Urzędu Miasta poczuli się zgorszeni, jak by to powiedziały śląskie pierony. Również ponoć przeprowadzone kontrole legalności transmisji TV w miejscach otwartych i w lokalach z piwem dolały benzyny do ognia, a biłgorajskie portale internetowe zalała fala hejtów, pomówień i pretensji. Również sama osoba burmistrza stała się obiektem wyzwisk i złorzeczeń. Miało być tak dobrze, a wyszło tak, jak prawie zawsze w Polsce, czyli szaro i bez spodziewanego sukcesu. Jakby inicjatorzy zbyt optymistycznie podeszli do sprawy i… przejechali się. A mogło być zupełnie normalnie gdyby, np. BCK podjęło się roli samodzielnego gospodarza i organizatora, bo po to jest przecież powołane, a sport i imprezy towarzyszące to też kultura. Trzeba było tylko wynająć firmę z obsługą gastronomiczną. Wtedy, moim zdaniem, dotacja miasta nie budziłaby takiego sprzeciwu. Wydaje się, że bezpośredni udział burmistrza, starostwa, OSiR-u i podmiotów prywatnych w tym przedsięwzięciu był nieprzemyślany do końca i okazją do słusznej pokątnej krytyki. Ale czy obecny dyrektor BCK jest w stanie tak postąpić? Wydaje mi się, że to ponad jego siły i przyzwyczajenia. A jeśli już udostępnił „swoje” obiekty, to powinien konsekwentnie pobierać opłaty za wynajem, czego tu nie zrobił. W innych przypadkach takie opłaty konsekwentnie egzekwował, nawet z imprez charytatywnych i otwartych dla mieszkańców miasta. Mam na to dowody. To mi trochę przypomina historię z pomysłodawcami sprywatyzowania biłgorajskiego szpitala. Wtedy to, moim zdaniem, zbyt pochopnie podpisano taką a nie inną umowę dzierżawy na gospodarowanie majątkiem szpitala przez Spółkę Arion-Szpitale. Też miała być sielanka, też był biznesplan, tylko okazał się na glinianych nogach i bez wyobraźni. Zamiast comiesięcznych dochodów z dzierżawy dla starostwa, rosły długi i niezadowolenie z jakości usług szpitalnych, czyli nastąpiła też klapa i to z jak potężnymi, negatywnymi skutkami dla pacjentów. Ostatnio aż zastrajkował personel średni i odszedł od łóżek i unieruchomiony został ostrzegawczo oddział wewnętrzny. Słowem, klapa na całego. Tu też jakby złapano jelenia, który miał spełniać oczekiwania społeczne i jeszcze dawać tzw. kasiorę urzędowi. Powstaje tylko pytanie, dlaczego biłgorajscy lekarze dalej nie reagują publicznie w obronie biłgorajskiego szpitala? Przecież ich gabinety lekarskie nie zastąpią szpitala. Czyżby szpital dla nich nie był konieczny, tak jak chorym i reszcie społeczności powiatu? Czyżby mieli go gdzieś daleko? Ta postawa jest dla mnie niezrozumiała. Szpital bankrutuje, a lekarze dalej robią swoje… A gdyby tak z pobudek obywatelskich „przejęli” ten szpital w swoje ręce? Może to byłoby ratunkiem, bo szpital w Biłgoraju koniecznie trzeba uratować. Wszyscy tak mówią, tylko dalej nie ma chętnego i odpowiedzialnego gospodarza. To przypomina mi sytuacje z filmu „Dolce vita” – bezradność w zbytku. A przecież szpital to nasz obowiązek i… wojewody, by tę klapę z dzierżawą wreszcie podnieść i wyjść z zaczarowanego kręgu niemocy.

Biłgorajczyk, e-mail; naj-lawok@wp.pl.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.