- Reklama -

- Reklama -

Bohaterowie kampanii wrześniowej pochowani w Biłgoraju

Nadchodzi wrzesień, dla nas jak zawsze miesiąc szczególny. Albowiem już po raz 82. będziemy przeżywać napad Niemców na Polskę w 1939 roku i bohaterskie boje żołnierzy WP aż do ostatniego pocisku.

Jeśli chodzi o nasze miasto, powszechnie podaje się, iż w walkach o nie zginęło aż 78 polskich obrońców, ok. 80 odniosło rany, a wszystkich poległych pochowano na cmentarzu wojskowym przy ul. Lubelskiej oraz na nekropolii przy obecnej ul. Krzeszowskiej w dawnej wsi Puszcza Solska.

Oprócz tego możemy przeczytać, że przy dzisiejszej ul. Armii „Kraków” pracownicy miejscowego Szpitala Powiatowego utworzyli dla nich jesienią 1939 roku prowizoryczny cmentarzyk (a także dla ludności cywilnej), na którym spoczęli po śmierci wskutek odniesionych ran. Ich szczątki przeniesiono zaś stamtąd w 1951 na Rotundę w Zamościu.

Niestety, dane te są nie do końca prawdziwe, ponieważ nie wszyscy walczący, pochowani w Biłgoraju, zginęli podczas walk o to miasto. Trudno zresztą ustalić teraz ich dokładną liczbę, ponieważ w dokumentacji z tamtego okresu jest zbyt wiele nieścisłości czy też ewidentnych pomyłek. A mowa tu o takich istotnych archiwaliach, jak:

Księga pochowanych w mieście Biłgoraj (oryginał w UM), Lista-wykaz rannych żołnierzy z kampanii wrześniowej 1939 roku leczonych w Szpitalu Powiatowym w Biłgoraju (oryginał w zbiorach MZB), Zespół protokołów ekshumacyjnych, z 1940 (znajduje się w zbiorach prywatnych). Ponadto istnieją jeszcze dwie cenne publikacje, tj. Księga pochowanych żołnierzy polskich poległych w II wojnie światowej (z 1993) i Działania wojenne na Lubelszczyźnie we wrześniu 1939 roku (z 1976). Dlatego w kolejną rocznicę wybuchu II wojny światowej chciałbym dzisiaj przedstawić jednego z tych bohaterów, spoczywających na cmentarzu przy ul. Lubelskiej, którego los udało się w miarę możliwości ustalić. Niech to będzie zarazem hołd złożony przez nas wszystkich obrońcom naszej ojczyzny.

Wręcznie sztandaru 3 pal Leg. przez marsz. Śmigłego, Zamość 1938

Wspomniany żołnierz, a dokładniej artylerzysta z dawnego garnizonu zamojskiego, spoczął na cmentarzu przy ul. Lubelskiej pomiędzy 25 a 26 września pamiętnego roku, wskutek ran odniesionych dzień wcześniej wieczorem. W Księdze pochowanych w mieście Biłgoraj fakt ten odnotowano w następujący sposób: „Wdowiak, kpr. pchor. 3 pal Zamość (ur. ? Zamość, zm. 23 września 1939 Biłgoraj), pochowany na cmentarzu wojskowym w Biłgoraju przy ul. Lubelskiej, nr mogiły 134, nr ewidencyjny – brak”. Rzeczywiście mamy tu pewien niedobór ważnych informacji, gdyż znamy już dawno imię tego żołnierza, jak i cały jego szlak bojowy, a przede wszystkim prawdziwą datę oraz okoliczności śmierci, która wraz z samym czynem wojskowym stała się godna trwałej pamięci.

Zacznijmy od tego, iż nasz bohater – Stanisław Wdowiak, ur. 1915?, podobnie jak wielu innych oficerów 3 pułku artylerii lekkiej Legionów, był rezerwistą. Ponieważ struktura organizacyjna polskiej armii nie przewidywała powyższej formacji, jako mogącej działać samodzielnie, dlatego po mobilizacji we wsi Siedliska oraz w folwarku Płoskie pod Zamościem, wcielono go wraz z całym pułkiem artylerii do 3 Dywizji Piechoty Legionów, pod dowództwem płk. Mariana Turkowskiego. W jej skład wchodziły 7, 8 i 9 pp Leg., wyżej wymieniony 3 pal, 3 dywizjon artylerii ciężkiej, bateria artylerii przeciwlotniczej, 3 batalion saperów, kompania telefoniczna, kawaleria dywizyjna, kompania kolarzy oraz kompania ckm-ów na taczankach i służby dodatkowe.

Szkoła Podoficerska 3 pal Leg. w Zamościu

Co ciekawe, przynależeli do niej również tacy biłgorajanie, jak kpt. Józef Gebhardt, zawodowy dowódca 4 kompanii 9 pp. Leg., (komendant tutejszego Związku Strzeleckiego), poległy pod Cześnikami, por. rez. lek. med. Witold Odrowąż-Mieszkowski, oddany dyrektor tutejszego szpitala, jeniec niemiecki, ppor. rez. Edward Margiela, współtwórca drużyn harcerskich przy lokalnych szkołach, także jeniec, kpr. Tadeusz Matraś, zaginiony bez wieści po bitwie w rejonie Tomaszowa Lub., czy strz. Henryk Puźniak i Stanisław Zabłotny.

Wracając do Wdowiaka, będąc pchor. rez., zaraz po przybyciu do punktu zbornego został mianowany, jako podoficer, dowódcą II plutonu 9 baterii III dywizjonu swego pułku. Jego bezpośrednim przełożonym został wtedy por. Zenon Tarasiewicz, późniejszy oficer II oddziału Komendy Głównej AK i uczestnik powstania warszawskiego, po wojnie zaś żołnierz wyklęty, prześladowany przez komunistyczne władze PRL-u aż do 1956 włącznie.

Nie wdając się w szczegóły, dotyczące drogi na front przez 3 pal należałoby zaznaczyć, iż wobec opóźnionej mobilizacji, a także działania lotnictwa niemieckiego, wszelkie transporty do miejsca koncentracji 3 DPLeg., przybywały z wielkim opóźnieniem. Co więcej, dwie trzecie sił artylerii dywizyjnej nie zdołało w ogóle przekroczyć Wisły, bo do 6 września 1939 roku dotarł tam jedynie I dywizjon 3 pal-u, który już dwa dni później, stoczywszy krwawą bitwę pod Iłżą, przeprawił się mocno osłabiony z powrotem na drugi brzeg, by po dwóch tygodniach zostać doszczętnie rozbitym pod Tarnawatką.

Jeśli chodzi o pozostałe dywizjony tego pułku (II i III – z podoficerem Wdowiakiem), wylądowały one w rejonie Puław i weszły w skład nowego zgrupowania ppłk. Zygmunta Bierowskiego. Podobnie do losów swego poprzednika, również większość pozostałych baterii zakończyła szybko swój szlak bojowy w omawianym rejonie. Tylko resztki II oraz III dywizjonu po wielu walkach dotarły w okolice Krasnobrodu, gdzie zostały ostatecznie rozbite a wielu artylerzystów dostało się do niewoli.

Ten los spotkał także 9 baterię III dywizjonu z jej dowódcą por. Tarasiewiczem, oficerem zwiadowczym ppor. rez. Romanem Sielskim, oficerem ogniowym ppor. Tadeuszem Kisielem i dowódcami: I plutonu – ppor. rez. Marianem Michelem a także II plutonu – pchor. rez. Stanisławem Wdowiakiem.

- Reklama -

Defilada z okazji 15 lecia 3 pal Leg. w Zamościu

Z powodu ataków powietrznych wroga zakończyła ona swą podróż na front już na stacji Gołąb (k. Lublina), do której dotarła dopiero w nocy z 7 na 8 września 1939 roku. Zaraz po przybyciu kanonierów odbyła się narada w pobliskim Kurowie, gdzie dowódca Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej (płk. S. Rowecki) dał im za zadanie osłonę przeprawy przez Wisłę na odcinku Puławy – Kazimierz.

Wówczas nastąpiło pierwsze bombardowanie lotnictwa niemieckiego, a następnie wymiana ognia, jeszcze bez strat. Przyśpieszyło to jednak decyzję wysadzenia strategicznego mostu na Wiśle przez polskich saperów, w wyniku czego została odcięta droga powrotu dla okrążonych oddziałów 3 DP. Dwa dni później nieprzyjaciel podjął kolejną próbę sforsowania Wisły z marszu. Został wtedy powstrzymany celnym ogniem artylerzystów 9 baterii i unieruchomiony z dala od brzegu. Ich skuteczna obrona przeprawy trwała przez trzy kolejne dni, więc dopiero 14 września Niemcy ponowili atak pod Puławami, ale i tym razem zostali powstrzymani, dzięki celnemu ogniowi kilku pośpiesznie złączonych w tym celu baterii.

Niestety, wskutek dużych strat, poniesionych przez resztki obu dywizjonów, podjęto o zmroku decyzję o odwrocie nowo sformowanej 39 Dywizji Piechoty Rezerwowej, do której teraz włączono zamojski 3 pal, w kierunku Łęcznej i Lublina. Manewr ten miała osłaniać znowu 9 bateria. Już 15 września odparła ona silny niemiecki podjazd pancerno-motorowy, głównie wskutek zimnej krwi jej oficera ogniowego, który z pomocą dowódców dwóch swoich plutonów otworzył odważnie ogień na wprost wroga.

Odznaka 3 pap Leg. z lat 1918-1928

Kolejne dni, a w zasadzie noce połączone jednostki prowadziły coraz trudniejszy marsz w kierunku Krasnegostawu i Zamościa. Rankiem 19 września osłabione dywizjony dotarły wreszcie do lasu w okolicach Surhowa. Tam wkrótce zaskoczył ich nieprzyjaciel i o mało co nie zabił jadącego na szpicy dowódcy III dywizjonu (mjr Muchę). Atak ten, wsparty ogniem wrogiej artylerii, wywołał oczywiście wielkie zamieszanie wśród polskich żołnierzy. Na szczęście, udało się je szybko opanować i oderwać od wroga.

Stało się to dokładnie w nocy z 19 na 20 września 1939 roku, kiedy ów marsz jednostka ta zakończyła nad ranem w okolicach Kraśniczyna i Majdanu Sitanieckiego. Jednak w tym czasie Niemcy zajęli już Barchaczów i Łabunie. W dodatku jeszcze tego samego dnia (tj. 20 września 1939) nadleciały niemieckie samoloty, które znowu wywołały wśród artylerzystów panikę. Z każdą chwilą przybywało rannych i zabitych, padały licznie konie. Resztki obu dywizjonów powoli przestawały istnieć. Wtedy ppor. Kisiel, por. rez. Watson i mjr Mucha wraz z innymi żołnierzami, w tym także z Wdowiakiem, nie zważając na ciągłe bombardowanie, zaczęli odważnie rozplątywać zaprzęgi i wybierać ocalałe szkapy.

Tak wyprowadzili z tego kotła 6 dział 75 mm (3 niestety stracili), dzięki którym por. Tarasiewicz wraz ze swoimi kanonierami, zniszczył wkrótce kolumnę niemiecką, złożoną z trzydziestu różnych pojazdów bojowych. Po redukcji taborów artylerzyści wyruszyli w kierunku Barchaczowa, skąd dowództwo 39 DPRez. planowało natarcie na Tomaszów Lubelski. 21 września 1939 roku kanonierzy zajęli swoje pozycje. Niedobitki II dywizjonu, zaskoczone początkowo przez wroga, po opanowaniu sytuacji, same zaczęły zadawać mu straty w okolicy wzgórza 256. III dywizjon wspierał w tym czasie z dala obrońców Barchaczowa, unieszkodliwiając po raz kolejny wrogą kolumnę artylerii.

Niestety, sam został zbombardowany przez Luftwaffe tak skutecznie, że 7. i część 8. baterii praktycznie przestały istnieć. Jedynie kanonierzy 9 baterii zachowali ponownie zimną krew i pobudzeni odwagą ppor. Kisiela, pchor. rez. Wdowiaka i por. Tarasiewicza uratowali z tego kotła znowu swoje działa. W nocy bateria ta wraz z pozostałością 7. ulokowała się w pobliżu Cześnik. Lecz polskie natarcie na Łabunie rankiem 22 września nie udało się.

Dlatego tego dnia wieczorem podjęto decyzję o wymarszu wszelkich jednostek z owego rejonu. Manewr ten miała ubezpieczać znowu słynna „dziewiątka”, która pozostała pod Cześnikami aż do rana 24 września. O świcie jej żołnierze przetoczyli potajemnie swoje haubice aż pod Suchowolę koło Zwierzyńca, dzięki czemu odbito tę miejscowość, co umożliwiło naszej piechocie i kawalerii przedarcie się przez zajętą wioskę. Jednak nieprzyjaciel wkrótce zdobył ją ponownie, okrążając przy tym 9. baterię. Polscy żołnierze znaleźli się kolejny raz w tragicznej sytuacji, bronili się jednak do ostatniego pocisku.

W rezultacie z pomocą por. Tarasiewicza, ppor. Kisiela i pchor. rez. Wdowiaka uratowano jeszcze dwa działa, ale z tego kotła zamiast kilkudziesięciu wydostało się już tylko kilkunastu ludzi. Wszyscy ukryli się w pobliskim lesie z zamiarem udania się ku wschodniej granicy. Niestety, pomysł ten był nierealny, gdyż Niemcy zaczęli przeczesywać lasy. Do ostatniej potyczki artylerzystów doszło tuż przed wieczorem. Pchor. rez. Stanisław Wdowiak, stojąc na szpicy, został jako pierwszy ciężko ranny i zmarł wskutek odniesionych ran zaledwie dzień później, chociaż niewykluczone, że zginął jeszcze na miejscu.

grób kpr. pchor. S. Wdowiaka w Biłgoraju

Piotr Flor, Prezes BTR

- Reklama -

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.