Jarosław Piskorski

Przepisy zawiłe, a obywatel traci

– Kategorycznie żądam zwrócenia zarekwirowanego mi towaru – napisał w odwołaniu do naczelnika Urzędu Celno-Skarbowego w Białej Podlaskiej mieszkaniec gminy Księżpol. Chodziło o przykry incydent na granicy, w wyniku którego stracił on alkohol...

Nie dość, że na tłumaczenia i czekanie na odprawę stracił kilkanaście godzin, to jeszcze zarekwirowano mu towar, który przez przypadek zapomniał wyciągnąć z bagażnika. Pan Janusz (imię zostało zmienione) w odwołaniu opisał całą sytuację. „W dniu 14 lipca 2018 roku w hurtowni alkoholu w Biłgoraju zakupiłem jeden karton wódki, tj. 12 butelek 0,5 l marki Saska Czysta. Następnego dnia postanowiłem pojechać na Ukrainę na zakupy. Podczas odprawy przy wyjeździe otworzyłem bagażnik i zauważyłem ów karton wódki. Poinformowałem osobę odprawiającą, że zapomniałem go wyciągnąć z bagażnika. W odpowiedzi usłyszałem, że nic się nie dzieję, gdyż są polskie znaki akcyzy” – pisał pan Janusz w swoim odwołaniu.

Mieszkaniec gminy Księżpol spokojnie wyjechał za granicę, po czym załatwiwszy swoje sprawy, udał się w drogę powrotną do domu. Nie spodziewał się, że podczas przekraczania granicy przez pechowy karton wódki jego nerwy zostaną nadszarpnięte!
„W dniu 16 lipca podczas odprawy celnej na polskiej stronie celnik zapytał mnie, co mam do oclenia. Powiedziałem, że mam jeden karton wódki zakupiony w Polsce dzień wcześniej, z legalną polską akcyzą bez żadnych uszkodzeń i nieotwieranym kartonem. Pomimo tego, zostałem skierowany na tak zwany „kanał”, czyli do szczegółowej kontroli. Po wielkich tłumaczeniach zarekwirowano mi także ten karton wódki” – czytamy dalej.
To jeszcze nie koniec „przygody na granicy” pana Janusza. Na samo sprawdzenie na kanale czekał on sześć godzin! Do tego nikt z celników nie wiedział, jak ma postąpić z zarekwirowanym towarem. Ustalenia trwały kolejne dziewięć godzin. „Skierowano mnie do innego biura, gdzie od godzin 7.00 do godziny 16.00 nikt nie wiedział, co z tym przypadkiem zrobić. Podczas oczekiwania co jakiś czas pytałem, co z moją sprawą. Wtedy cały czas padały tłumaczenia, że nikt nie wie, co w tym przypadku zrobić. Panie celniczki twierdziły, że cały czas dzwonią do osób przełożonych w Hrebennem i Zamościu, i nikt nie może podjąć stosownej decyzji” – pisze dalej oburzony pan Janusz.
Okazało się, że celnicy znaleźli w końcu przepis, który regulował, jak należy postąpić w przypadku pana Janusza. Powołali się na artykuł Unijnego kodeksu celnego, który mówi, że „towary unijne stają się towarami nieunijnymi, jeżeli zostaną wyprowadzone poza obszar celny Unii”. Oznacza to, że polska i tym samym unijna wódka, od której odprowadzono stosowną akcyzę przy zakupie, po przekroczeniu granicy stała się wódką nieunijną. Unijny kodeks celny zawiera 288 artykułów, trudno więc oczekiwać, że przeciętny mieszkaniec będzie je znał i umiał je interpretować.
Celnicy stwierdzili, że pan Janusz, wwożąc 12 butelek wódki z polskimi znakami akcyzy, wprowadza towar na teren celny Unii. A tym samym podlega przepisom prawa celnego. Naczelnik Lubelskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Białej Podlaskiej postanowił „nieunijny” towar zarekwirować.
Pan Janusz nie kryje swojego oburzenia. Nie dość, że został wprowadzony w błąd, stracił kilkanaście godzin na granicy, to jeszcze nikt nie chce uznać jego racjonalnych tłumaczeń. – Z ubolewaniem stwierdzam, że nie wiedziałem, że 14 i 15 lipca Polska nie była krajem Unii Europejskiej, a 16 lipca była i jest do tej pory! Stwierdzam to na podstawie decyzji, która mówi, że wwiozłem towar spoza Unii do Unii – tłumaczy.

Przepisy przepisami, ale gdzie tu logika!

 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.