- Reklama -

Proszę, dziękuję, przepraszam… Mówmy tak

To oczywiste, że te słowa nikomu nie zaszkodzą i każdy z nas je zna, a jednak ze skalą i częstością używania tych słów na co dzień nie jest najlepiej. Wielu nawet krępuje się tak mówić. A tzw. twardym charakterom nawet tak mówić nie wypada, bo straciliby swoją „twardość”, wątpliwy podziw i przywództwo w swym gronie. Ja jednak zademonstruję jedno takie słowo „przepraszam” na własnym, z życia wziętym, przykładzie i przeproszę nauczycielkę z Zespołu Szkół w Majdanie Starym, której w ostatnim numerze NOWej Gazety Biłgorajskiej z dnia 19 kwietnia br. przypisałem nazwisko jej kolegi i wyrządziłem tym samym jej – tak przypuszczam przykrość przez swoje niedopatrzenie. Konkretnie przepraszam panią Hanię Sobaszek prowadzącą w wymienionej szkole zajęcia z historii, spod ręki której to pani wyszedł szczególnie uzdolniony absolwent tej szkoły – Kasper Wryszcz – finalista i laureat ostatniej Ogólnopolskiej Olimpiady z Historii. Zamiast jej nazwiska wymieniłem nazwisko kolegi – Wincentego Szymanika, którego również w ten sposób postawiłem w niezręcznej sytuacji i z tego powodu również jego przepraszam. Wiem, że tego słowa nadużyć nie sposób, jego nigdy za wiele i, mało tego, ono dobrze świadczy – tak mniemam również o mnie co jako sprawcy pomyłki i niedopełnienia obowiązku sprawdzenia faktu i upewnienia się nie usprawiedliwia, bo zawiniłem. Uważam, że mi korona z głowy nie spadnie, jak się „zniżę” dwukrotnie i dokonam podwójnego przeproszenia. Mam przy tym nadzieję, że tym samym zadość uczyniłem poszkodowanym wystarczająco na miarę moich możliwości, a samo przeproszenie będzie zaakceptowane. A jak robią to inni?

Zauważmy, że nawet nasi znajomi, nie mówiąc już o postronnych, nie zawsze i nieczęsto  stosują tę formę przeprosin. Wydaje się, że takie zachowanie z przeproszeniem z trudem zdobywa sobie miejsce w naszym życiu codziennym. Znamy przecież takie przypadki, że dopiero wyrok sadowy zmusza „winowajcę” i nakazuje pod groźbą dodatkowej kary, aby publicznie kogoś przeprosić za wyrządzoną krzywdę czy popełniony nietakt. Brak powszechnego stosowania słowa przepraszam można łatwo zauważyć, jeśli tylko będziemy wrażliwi na takie mankamenty, a okazji do tego nie brakuje. Odnoszę wrażenie, że są takie przypadki, kiedy niektórzy, nawet mówiąc przepraszam, wstydzą się tego słowa, ciężko przechodzi im przez gardło albo nawet mają wątpliwości, czy tak mówić wypada, bo to słowo może sugerować, że ktoś jest jeszcze niedorosły, infantylny. W żargonie kiedyś nazywano takiego „maminsynkiem”. A to już urągało dojrzałości. Dla nich „twarde” słowa jak przekleństwa czy przezwiska łatwiej wydobywają się z ust. Mało tego, takie słowa z pogranicza obyczajowości niosą jakby większą pewność siebie, jakby ich znaczenie było lepiej i skuteczniej rozumiane. O takich konotacjach i odniesieniach słowa przepraszam chciałem podywagować. Jest jeszcze lepsze rozwiązanie takich dylematów; wystarczy tylko skutecznie unikać przyczyn i sytuacji, które skutkują potrzebą przeproszenia. Ale czy to jest możliwe? Twierdzę, że to idee fixe, nie do zrealizowania. Bo jakże nie przeprosić osobę stojącą w wąskim korytarzu, gdy chcemy przejść tym korytarzem, a osoba stojąca tego nie spostrzega. Tu słowo przepraszam staje się konieczne i jedyne, bo użycie łokci zamiast tego słowa wyraźnie nie przystoi. Może jestem zbyt przeczulony pod tym względem, a może nawet mam uprzedzenie do tych, którzy takich zwrotów nie szanują i używają ich tylko w sytuacjach wymuszonych. A co ze słowem dziękuję i proszę?

Tu mam podobne uwagi. Do tych słów powinniśmy się wszyscy przyzwyczajać, tego wymaga współczesna kultura i tego należy uczyć dzieci począwszy już od oseska, aby już od dzieciństwa tego człowieka przyzwyczajać. Szczególnie nie ograniczajmy słowa dziękuję, bo na to słowo jest najwięcej okazji, tego wymaga niemal każdy kontakt z drugą osobą, i co jest jeszcze szczególnie ważne, na słowo dziękuję starajmy się odpowiadać takim samym słowem. W ten sposób dziękujemy za samo słowo dziękuję, jakie kieruje w naszą stronę rozmówca. Tak mnie kiedyś uczono i tak sam się dokształcałem, kiedy byłem już dorosłym, bo wcześniej nikt mi na to nie zwracał uwagi.

Kończąc felieton, chciałem podkreślić, że powyższe dywagacje oparłem na swoich osobistych doświadczeniach i spostrzeżeniach. Być może nie wszyscy czytelnicy podzielą moje wskazówki i życzenia. W przypadku wątpliwości polecam dobre rady zawarte w zasadach  savoir-vivre i dyskusję w najbliższym gronie.  

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.