Odprężmy się…

A raczej odprężajmy się i to na co dzień, przy każdej okazji, bo to zdrowe i potrzebne każdemu, szczególnie osobom starszym, które nazbierały w życiu wiele kłopotów i z którymi na starość nie dają sobie rady. Są więc jakby pod ciężarem własnych dokonań i poświeceń, nieraz wzniosłych i ambitnych i jakże często dla dobra najbliższych, którzy, a bywa tak, nie docenili tego. Oni nawet odwracają się do nas na starość plecami, nie pamiętając o udzielanej kiedyś pomocy. Takie przykłady zapewne każdy z nas zna albo doświadcza tego na sobie i robi to w samotności, bez świadków, jakby w izolacji od społeczeństwa. To często, zwłaszcza ludzi starszych przygniata, a niektórych nawet zniechęca do życia, kiedy czują się już niepotrzebnymi i to dla nikogo, jakby śmiecie z przeznaczeniem na śmietnik.

To przykre, kiedy jesteśmy tym ciągle sfrustrowani i przez otoczenie opuszczeni, a nie umiemy sobie sami w tym pomóc, czyli odbudować własnej wiary w lepsze jutro i tym samym nabyć ponownie chęci do życia. Szukajmy jednak ratunku, gdyż kontynuacja takiego życia prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia i do – wcześniej lub później – pożegnania się z tym światem.

Nie poddawajmy się więc i szukajmy do końca pocieszenia i pomocy u bliskich i w Kościele. Nie zamykajmy się w sobie. A możliwości przeważnie się znajdą, choćby na krótko, ale warto próbować do końca, dokąd się da. Na początku szukajmy głębszego oddechu i jeśli nam się to już uda, to powtarzajmy go, aż się sam wyrówna. To praca nad sobą i nie wymaga niczyjej pomocy. Trzeba się tylko zdobyć na chęć do powtarzania tego przy każdym błysku pamięci. Sportowcy i trenerzy dobrze o tym wiedzą, jakie to ma korzystne znaczenie dla organizmu. Najpierw głęboki wdech nosem i po krótkiej przerwie wydech otwartą buzią, pamiętając o przeponie, by ona była posłuszna i wykonywała swe ruchy zgodnie z fizjologią. To można robić w każdej pozycji i bez żadnego przyrządu, nawet na łóżku po wyprostowaniu się na plecach.

Skąd ja wiem o tym? Wyznam, mam bogate doświadczenia z własnego życia, ale i obserwuję innych i to w różnych stanach zdrowia i w różnych sytuacjach rodzinnych, kiedy zaistniały podobne problemy. Mam też swój wiek i przeżywam też różne stany zmęczenia, osłabienia, a nawet objawy zniechęcenia, ale jak dotąd daję sobie z tym radę, nie popadam w depresje i dlatego piszę o tym nie jako „wymądrzanie” się, ale z chęci podzielenia się z czytelnikami swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami z życia. Wiem, że sami sobie też możemy pomóc i to bez wizyt lekarskich, kiedy jeszcze nie ma objawów wyraźnej choroby, a kiedy stać jeszcze człowieka na refleksje i własne przemyślenia prowadzące do racjonalnych decyzji.

Poprawne oddychanie to pierwszy warunek do spełnienia, drugi to odprężanie przez wspominanie sukcesów i radosnych chwil życia, np. wracanie do lat młodości, kiedy u człowieka kipiał optymizm i radość z życia. A takie przeżycia ma każdy i co najważniejsze, one mocno wrosły w pamięć, czyli, inaczej mówiąc, one znajdują się w tych strefach mózgu, gdzie skutecznie dopływa ożywcza krew. Lekarze zapewne znają takie rejony jak swą kieszeń. To już nie jest tajemnicą, to jest obecnie abecadło medycyny. I ta pamięć z młodych lat może teraz nam się przydać i pomóc w stanach depresyjnych. I do takiego rozpamiętywania namawiam, bo tu nie kryją się żadne zagrożenia. Wręcz odwrotnie; tu kryją się doznane onegdaj przyjemności, których przypominanie na starość ma poniekąd lecznicze właściwości. W każdym razie liczenie bezmyślne przechodzących baranów przed zaśnięciem nie ma tu nic wspólnego z tym przesłaniem.

Innym sposobem na odprężanie są proste ćwiczenia izostatyczne, które każdy może wykonywać w domu na zydliku, czyli na takim śląskim taborecie, bez oparcia, ale przed dużym lustrem, najlepiej umieszczonym w dolnej części ściany, by móc kontrolować prawidłową pionowość kręgosłupa, co jest nieodzowne. Samo ćwiczenie polega na próbie odchylenia samej głowy w wybrany bok przy jednoczesnym przeciwdziałaniu dłonią z drugiej strony. W lustrze kontrolujemy tylko nieodzowną pionowość „krzyża”, jak to powszechnie się kiedyś mówiło. Takie ćwiczenie kiedyś mi zalecano do 10 sekund, z wielokrotną powtórką, by po chwilowym odpoczynku zmienić stronę nacisku na głowę. Podobnie można ćwiczyć podnoszenie samej głowy do oporu, nie odrywając „pupy” od siedziska i przy zachowaniu wspomnianej pionowości. I to wszystko możemy robić w domu, bez tabletek i bez drogiej wizyty lekarskiej. Trzeba tylko chcieć. Oczywiście, metod odprężania i pozbywania się stresu jest multum. Np. sama dobra wiadomość czy wizyta pożądanego gościa też czyni cuda. U mnie poprawił się nastrój po ostatnim wyborze marszałka Senatu, kiedy powstała nadzieja na „normalność” uchwalania w Polsce prawa, czyli bez karkołomnego pośpiechu i bez wstydliwych błędów, a to na zdrowie wszystkich Polaków.

Biłgorajczyk, e-mail: naj-lawok@wp.pl

biłgorajczyk

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.