- Reklama -

O rolnictwie, GMO i piwie domowej roboty

NOWa Gazeta Biłgorajska:  Jest Pan posłem na Sejm RP z ramienia ruchu społecznego Kukiz`15. W Sejmie pełni Pan funkcję przewodniczącego Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Jakie działania, jako poseł i polityk, uważa Pan za najważniejsze i najpilniejsze dla naszych rolników?

 

Jarosław Sachajko, poseł na Sejm RP: – Spraw, które są ważne i pilne dla rolnictwa, jest wiele. Co tydzień odbywam spotkania z rolnikami z różnych zakątków Polski i widzę, że rolnicy z każdego regionu naszego kraju mają różne problemy. W jednym miejscu jest to problem z budową chlewni i kurników, w innym z dzierżawami z ANR, kwestia uboju gospodarczego (szczególnie kłopotliwa na obszarach górskich), szkody łowieckie, nieprzyjazne uregulowania dotyczące zatrudniania pracowników sezonowych, straty wynikłe z niekorzystnych zjawisk atmosferycznych – można by jeszcze długo wymieniać. Dlatego uważam, że głównym celem powinno być dziś dążenie do stworzenia 16 strategii rozwoju rolnictwa, oddzielnej dla każdego województwa. Kompleksowa analiza mocnych i słabych stron, szans oraz zagrożeń da pełen obraz obecnej sytuacji, w jakiej znajduje się rolnictwo w każdym z regionów, a to pozwoli na przygotowanie programu wsparcia i rozwoju, uwzględniając nie tylko uwarunkowania geograficzne, ale również wielkość gospodarstw – szczególną troską należy otoczyć gospodarstwa rodzinne małe i średnie.

 

– Dużo się mówi obecnie o GMO. Państwa ugrupowanie stanowczo protestuje przeciwko wprowadzeniu do obrotu nasion, roślin czy żywności genetycznie modyfikowanej. Dlaczego jest to takie ważne? Co udało się zrobić w tej sprawie?

 

– Problem z GMO polega na tym, że jego wpływ na organizm człowieka nie jest do końca znany. Przeprowadzono wiele badań, których wyniki są różne, jednak podstawową kwestią jest to, że badania te obejmują krótki okres czasu, a żeby dokładnie zbadać wpływ organizmów modyfikowanych genetycznie na ludzki organizm potrzeba lat, a nawet pokoleń. Dlatego uważamy, że skoro istnieje jakiekolwiek ryzyko negatywnego oddziaływania GMO na człowieka, to naszym obowiązkiem jako posłów jest zrobić wszystko co w naszej mocy, aby chronić zdrowie i życie obywateli.

Razem z posłami Klubu Kukiz`15 złożyliśmy w październiku projekt ustawy o pozytywnym znakowaniu żywności jako "wolna od GMO". To dla nas ważne, aby konsumenci mieli pełną świadomość, w jaki sposób został wytworzony produkt, który kupują, aby mogli sami zdecydować, jaką żywność chcą jeść. Projekt obecnie został przesłany do Komisji Europejskiej, gdzie jest notyfikowany (tzn. o jego treści zawiadamiane są państwa członkowskie, które mogą przedstawiać swoje uwagi). Kolejnym krokiem w celu ochrony zdrowia obywateli jest złożony przeze mnie w styczniu projekt ustawy o wykorzystaniu roślin wysokobiałkowych w paszach. Ustawa ta realizuje dwa cele: po pierwsze ma spowodować uniezależnienie Polski od importu (głównie z Ameryki) soi modyfikowanej genetycznie, a po drugie, dzięki nałożeniu na mieszalnie obowiązku kupna roślin wysokobiałkowych pobudzi rynek, a dzięki zwiększeniu popytu zwiększą się również dochody rolników, którzy chętniej będą uprawiali i sprzedawali te rośliny.

 

– Jednym z kierunków Pańskich działań jest ułatwienie sprzedaży bezpośredniej od rolników. Od początku roku obowiązuje nowa ustawa, która zezwala na sprzedaż żywności wytwarzanej bezpośrednio w gospodarstwach rolnych. Czy pomysł ten cieszy się zainteresowaniem rolników? Czy ścieżka ta jest rzeczywiście łatwa?

 

– Biorąc pod uwagę liczbę gospodarstw rolnych, których jest w Polsce niemal 1,5 mln, to niestety, zainteresowania rolników nie można liczyć nawet w procentach. A szkoda, bo "bezpośrednia" sprzedaż żywności przez rolników powinna stanowić jeden z głównych kierunków działalności małych i średnich gospodarstw. Podstawa ustroju rolnego w Polsce, która została zapisana w Konstytucji z 1997 roku, to właśnie gospodarstwo rodzinne, czyli takiej wielkości, w którym pracować może cała rodzina, a dochody z jego prowadzenia wystarczają do utrzymania wszystkich domowników. Dziś, podążając śladem państw Zachodniej Europy, w gospodarstwie zamiast pięciu, pracuje jedna – dwie osoby, dąży się do jak największej koncentracji areału, bo – zdaniem wielu – to właśnie ona gwarantuje opłacalność produkcji. Jednak biorąc przykład z Europy, powinniśmy być mądrzejsi i zrozumieć, że nie tędy wiedzie droga, że monokultura prowadzona na kilkuset hektarach to nie rolnictwo. Powinniśmy w Polsce dążyć do przywrócenia rolnictwa rodzinnego, tradycyjnego, nastawionego na bioróżnorodność. Jednym z elementów takiego typu rolnictwa jest również dywersyfikacja dochodów i tu powracamy właśnie do kwestii sprzedaży "bezpośredniej". Ustawa, która weszła w życie od 1 stycznia 2017 r. po prostu pozwala na taką sprzedaż, dlatego tytuł ustawy mówiący o "ułatwieniu" jest bardzo mylący. Ustawa nie przewiduje żadnych mechanizmów, które zachęcałyby do rozpoczęcia produkcji i sprzedaży żywności, chociażby sam próg 20 tys. zł zwolnienia z podatku dochodowego został określony na bardzo niskim poziomie. Ponadto do dziś nie jest wiadome, czy rolnik może swoją żywność sprzedać do lokalnego sklepu, restauracji, do stołówki. Podczas procedowania projektu ustawy poprawkę, która umożliwiałaby taką sprzedaż, złożyli posłowie PiS, jednak dziś mamy dwa sprzeczne ze sobą stanowiska. Minister zdrowia jest zdania, że ustawa pozwala na sprzedaż do lokalnych sklepów, natomiast minister rolnictwa i rozwoju wsi twardo stoi na stanowisku, że nie jest to możliwe. Aby rozwiązać dylemat panów ministrów, a przede wszystkim rolników złożyliśmy w marcu projekt ustawy, który bezsprzecznie reguluje sporną kwestię. Sprzedaż żywności do sklepów, stołówek i restauracji pozwoli nie tylko na rozwój małych i średnich gospodarstw, które głównie zajmują się wytwarzaniem i sprzedażą żywności, ale przynosi również korzyść konsumentom, czyli nam wszystkim i pozwoli cieszyć się nam smaczną, zdrową, naturalną żywnością prosto od rolnika.

 

– W wieloletnich planach województwo lubelskie ma być zagłębiem hodowli bydła mięsnego. Władze województwa nawet realizują program rozwoju chowu i hodowli bydła mięsnego i produkcji wołowiny kulinarnej "Lubelska wołowina". Czy wypromowanie marki, a zarazem stworzenie dużego zaplecza rolniczego jest według Pana możliwe? Czy program ma szansę na powodzenie?

 

– Moim zdaniem program ma duże szanse na powodzenie. Ludzie w coraz większym stopniu zwracają uwagę na to, co jedzą, na jakość, metody produkcji oraz kraj lub region pochodzenia produktów. W Polsce obecne spożycie wołowiny kształtuje się na poziomie 1,2 – 1,5 kg rocznie na jednego mieszkańca, podczas gdy kilkadziesiąt lat temu było to niemal 10 razy więcej. Powinniśmy dążyć do przełamania tej niekorzystnej dla nas tendencji, a program "Lubelska wołowina" doskonale wpisuje się w tę strategię. Pierwszym krokiem do wzrostu spożycia wołowiny w Polsce jest zbudowanie rozpoznawalnej marki, która będzie gwarantem wysokiej jakości produktu. Polakom doskonale znane są francuskie sery albo wina czy włoskie szynki, tymczasem Polska, oprócz wódki, nie może pochwalić się żadną rozpoznawalną marką żywności. Zadaniem wypromowania polskiej żywności poza granicami naszego kraju miały (finansowane z pieniędzy rolników) zająć się fundusze promocji (m.in. mleka, owoców, mięsa wołowego/wieprzowego), jednak brak odpowiedniej strategii promocyjnej oraz kompetentnych osób zasiadających w komisjach zarządzających funduszami spowodował, że ich działalność jest pozorna i nieefektywna. Dlatego uważam, że każde działanie podejmowane na rzecz promowania polskiej dobrej żywności jest ważne zarówno dla rolników, producentów oraz konsumentów, jak i całego naszego regionu i kraju.

 

– A teraz odejdźmy od rolnictwa. Ugrupowanie Kukiz pracuje nad nowelizacją ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych? Jakie zmiany proponujecie?

 

 – Projekt ustawy powstał we współpracy z członkami spółdzielni mieszkaniowych oraz stowarzyszeniami od lat walczącymi o prawa spółdzielców i był przez nich konsultowany na każdym etapie opracowywania. To spółdzielcy, doświadczając nieprawidłowości w funkcjonowaniu spółdzielni mieszkaniowych, zaproponowali sposób ich rozwiązania.

Jedną z wielu zaproponowanych zmian jest wprowadzenie jawności i swobodnego dostępu członków spółdzielni do jej dokumentów. W ten sposób przywrócona zostaje prawidłowa relacja pomiędzy zarządem, a członkami spółdzielni, którzy odzyskują wpływ na ich własny majątek i funkcjonowanie spółdzielni.

Nowelizacja zakłada również wprowadzenie pełnej transparentności działań organów spółdzielni. Co więcej, każdy członek organu zarządzającego spółdzielnią będzie musiał liczyć się z tym, że jeżeli w konsekwencji swoich działań doprowadzi do wyrządzenia szkody spółdzielni lub jej członkom, poniesie odpowiedzialność swoim osobistym majątkiem. Skłoni to członków rady nadzorczej oraz zarządu do rzetelności oraz dbałości o sprawy spółdzielni, które dotychczas często nie miały miejsca.

Niemniej ważne dla zapewnienia przejrzystości funkcjonowania spółdzielni mieszkaniowych jest odpowiedni wybór członków zarządu oraz rad nadzorczych. Dlatego proponujemy wprowadzenie dwukadencyjności, aby nie doprowadzać do sytuacji swoistego "zasiedzenia" w spółdzielni i czynienia z pracy w jej strukturach głównego źródła dochodu. Chcemy zapobiec również sytuacjom, w których w spółdzielniach pracują całe rodziny lub gdy dochodzi do konfliktu interesów, ponieważ jedna osoba pełni funkcję zarówno zarządzającego jak i kontrolującego. Z kwestią tą łączy się problem lustracji spółdzielni, a mianowicie bardzo częstych sytuacji, gdy w jednym miesiącu prezes spółdzielni A prowadzi lustrację spółdzielni B, a w kolejnym miesiącu jest odwrotnie. Sytuacje takie, nawet jeżeli dokonane z pełną starannością rodzą wątpliwości co do bezstronności oraz niezależności przeprowadzanych badań. Dlatego w projekcie ustawy jasno zapisaliśmy, że funkcji lustratora spółdzielni mieszkaniowej nie może pełnić osoba będąca członkiem zarządu lub rady nadzorczej spółdzielni mieszkaniowej, co przywróci ufność w rzetelność przeprowadzanej lustracji.

 

– Dużo pracy wkłada Pan w otwarcie nowych przejść granicznych. Miał być powołany nawet zespół parlamentarny, którego zadaniem miało być otwarcie przejścia granicznego we Włodawie. Uważa Pan, że jest za mało przejść granicznych w naszym województwie? Co my na tym zyskamy?

 

– Zespół zostanie powołany podczas zbliżającego się posiedzenia Sejmu. Zachęciłem kilku posłów, z którymi wspólnie stworzymy parlamentarny zespół do sprawy utworzenia przejścia granicznego w powiecie włodawskim. Jako parlamentarzystom reprezentującym wschodnie rejony Lubelszczyzny wszystkim nam zależy na rozwoju tej części naszego kraju. Regiony pograniczne to tereny, na których inwestorzy rzadko lokują swoje inwestycje, głównie z powodu słabej jakości infrastruktury drogowej oraz kolejowej. Szansą dla naszego regionu jest otwarcie się na naszych wschodnich sąsiadów i podjęcie współpracy, między innymi w dziedzinach handlu, gospodarki, turystyki, edukacji. Taką możliwość stworzyłoby powstanie przejścia kolejowego z Białorusią zlokalizowanego w Orchówku k. Włodawy prowadzącego do Tomaszówka (Białoruś) wraz z budową toru szerokiego na trasie Włodawa – Zawada koło Zamościa. W perspektywie budowy "szlaku jedwabnego" inwestycja ta pozwoliłaby stworzyć nowe miejsca pracy, poprawić infrastrukturę, przyciągnąć inwestorów oraz co najważniejsze – zachęcić młodych ludzi to pozostania w naszym regionie i wspólnej pracy na rzecz jego rozwoju. 

 

– A teraz coś dla smakoszy. Czy będzie możliwa sprzedaż piwa bezpośrednio od lokalnych producentów? Co z producentami regionalnych nalewek czy win? 

 

– Na drugi tydzień maja zaplanowałem posiedzenie sejmowej Komisji Rolnictwa na temat browarnictwa oraz produkcji domowych alkoholi, ponieważ uważam, że jest to kwestia, którą warto poruszyć. Polska powinna pójść śladem Europy Zachodniej, gdzie w wielu państwach rolnik może wyprodukować określoną ilość alkoholu. W Polsce jedną z głównych przyczyn, dla których sprzedaż piwa, wina czy nalewek wytworzonych przez lokalnych producentów nie jest możliwa, jest obawa przed zmniejszeniem wpływów do budżetu państwa z tytułu akcyzy. Tymczasem jest na to proste rozwiązanie. Rolnik, który chciałby sprzedawać swoje alkohole, powinien mieć możliwość zakupu w odpowiednim urzędzie określonej ilości banderol, czyli znaków akcyzy. Taką ilość powinien móc swobodnie, a przede wszystkim legalnie sprzedać, a budżet państwa nie tylko nie poniesie strat, ale zyska dodatkowe środki.

 

– Jakie działania planuje Pan w najbliższym czasie? Czy w związku ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi planujecie powołać biłgorajskie koło Kukiz`15? Czy odwiedzi Pan powiat biłgorajski?

 

 – Jako przewodniczący sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi jeżdżę po całej Polsce, spotykając się z rolnikami oraz mieszkańcami wsi. Jestem również aktywny w naszym okręgu wyborczym, tutaj również, oprócz dyżurów w moim biurze poselskim w Zamościu, odbywam co najmniej po kilka spotkań w miesiącu. Jeżeli chodzi o wybory samorządowe, to wkrótce rozpoczniemy szeroką akcję informacyjną na ten temat.

 

Rozmawiała Natalia Kyc

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.