- Reklama -

Historia jednego budynku

Pamiętam z wczesnego dzieciństwa, tuż po wojnie szliśmy przez całe miasto z naszej ulicy Przemysłowej do kina. Mieściło się wówczas w okazałym baraku przy ul. 3 Maja. Starsi bracia tłumaczyli mi niezbyt skomplikowaną fabułę (przeważnie) filmów radzieckich, które akcentowały bohaterstwo czerwonoarmistów. Dziwiłem się, że (aktorzy) Niemcy to "adin kaszmar", paskudne i wredne typy. Najczęściej ginęli w końcówce filmu. Natomiast piękni i mądrzy żołnierze radzieccy wygrywali nawet z przeważającymi siłami wroga. Pamiętam film "Iwan Zasłonow", w którym żołnierz radziecki (postać tytułowa) zasłonił własnym ciałem otwór zionącego ogniem schronu niemieckiego. Film jak większość tego typu "dzieł kinematografii radzieckiej" kończył się zmasowanym atakiem sołdatów, którzy z głośnym okrzykiem "Hurra!!!" zdobyli "twierdzę faszyzmu". Były i inne "dzieła", np. "Opowieść o prawdziwym człowieku". Tu radziecki pilot po amputacji nóg znowu latał i strącał wraże siły nieprzyjaciela z okrzykiem "Za Stalina, za Rodinu – na boj!". Tak kształtowała się moja wiedza militarna o niezwyciężonej Armii Czerwonej. Były jeszcze znane tytuły: "Cichy Don", "Alosza", "Świat się śmieje", "Car Iwan Groźny" i wiele innych. Technika projekcji filmów była prymitywna. Jeden aparat projekcyjny i często urywająca się taśma, dekoncentrowały widzów. Atmosfera była wzorowa. Porządek, dyscyplina, cisza na sali i długie dyskusje po filmie.

Były tu także bale sylwestrowe. Dekoracje stanowiły pasemka marszczonej bibuły, które powiewały w rytm muzyki jedynego wówczas zespołu muzycznego Piotra Jakóbczyka – ksywa "Esta-esta". Był tu także teatr. W 1946 r. pani Dudekowa wystawiła sztukę, tytułu nie pamiętam – zapamiętałem incydent, który opisywali bracia (11 i 9 lat starsi ode mnie).

Tematem była wojna, a uczniowie Liceum Ogólnokształcącego w Biłgoraju grali żołnierzy radzieckich i niemieckich. Jeden z aktorów – Leszek Piekarski (rocznik 1930) przebrany za esesmana wyszedł "na papierosa", tu zwinął go nadgorliwy milicjant i jako szpiega odstawił na posterunek. Widownia zaczynała się niecierpliwić, minuty mijały, a sztuka się nie zaczynała. Dopiero nieoceniony dyrektor liceum – pan Dyrka – poszedł osobiście na komendę i gwarantując apolityczną sylwetkę ucznia wyzwolił go z "kazamatów". Byle jaka sztuka nabrała lokalnych barw i często ją wspominano za sprawą "szpiega – Piekarskiego". Dopiero w 1949 r. rozpoczęto budowę Domu Kultury i biłgorajska kultura przeniosła się 22 lipca 1950 r. w nowoczesne podwoje, a poniemieckie baraki, które służyły kiedyś do hodowli drobiu i sprzedaży jaj, wróciły do pierwotnego stanu. W latach 60. przybrały nazwę Państwowe Przedsiębiorstwo Jajczarsko-Drobiarskie. Potem były tu pomieszczenia produkcyjne Zakładów Przemysłu Terenowego "Bitra" – dział dziewiarstwa. Był tu także pierwszy po transformacji ustrojowej Zakład Produkcji Wina Janusza Palikota. Kiedy przeniesiono się w nowoczesne podwoje firmy "Ambra" na Woli, miejsce zajął supermarket handlowo-usługowy. Obok wyrosły kramy zwane "barachołką". To tu rzesze handlowców ze wschodu sprzedawały swój towar: wyroby techniczne i alkohole, a kupowano tekstylia i produkty żywnościowe.

A zaczęło się to budownictwo barakowe w 1940 r. Cytuję dr. S. Pojaska: "Niemcy zaczęli budować baraki dla swoich żołnierzy z frontu zachodniego, aby mogli tu odpoczywać(?)". Powstawały te obiekty na terenie szpitala, w miejscu, gdzie teraz znajduje się przychodnia "Nasze zdrowie" przy ul. "Wira" Bartoszewskiego (obecnie) na terenie byłego Liceum Pedagogicznego – były tu później mieszkania dla nauczycieli. Duży barak stał na ul. Pocztowej (obecnie bank) i opisywany przeze mnie obiekt zwany "Jajczarnią".

A co tu teraz będzie? Generalny remont przeprowadza Przedsiębiorstwo Moto-Tech, a więc być może powstaną zakłady mechaniczne! "Pożiwiom – uwidim", jak mówią starzy Rosjanie.

 

Kazimierz Szubiak

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.