Jarosław Piskorski

Co dzisiaj zabija pszczoły?

10 lipca w sali posiedzeń w Urzędzie Gminy Biszcza odbyła się konferencja pszczelarska. Na spotkaniu pojawili się pszczelarze z Biszczy i okolicznych gmin oraz włodarze gminy Biszcza. Wszystkich zebranych powitał wójt Zbigniew Pyczko. – Konferencja pszczelarska w naszej gminie ma już swoją tradycję. Dzień Miodu i Pieroga organizujemy już od kilkunastu lat i zawsze przed południem spotykamy się czy to w urzędzie gminy czy też w innym miejscu, po to żeby podyskutować o problemach pszczelarzy, o chorobach z pszczelarstwem związanych. Zawsze się staramy zapraszać fachowców z tej dziedziny, którzy mają dużo na ten temat do powiedzenia. Ale zapraszamy także pszczelarzy, tych z naszej gminy, ale i tych z okolicznych gmin, aby o tych problemach wspólnie porozmawiać – na wstępie mówił wójt. 

Bakterie, pierwotniaki, wirusy, grzyby, roztocze, owady – źródeł zagrożenia pszczelich rodzin jest wiele. W ostatnich latach pasieki dziesiątkują różne choroby. O tych najgroźniejszych mówił dr hab. Grzegorz Borsuk z Wydziału Biologii i Hodowli Zwierząt na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. Przedstawił on wykład na temat „Nosemoza i warroza jako główne przyczyny ginięcia pszczół”. Pierwsza z nich to choroba zaraźliwa pszczół dorosłych, jest to choroba przewlekła w postaci utajnionej i jawnej którą wywołuje pasożyt żerujący i rozmnażający się w cytoplazmie komórek nabłonka jelita środkowego powodując ich martwice. Efektem czego są zaburzenia w trawieniu, biegunka, zaburzenia w karmieniu matki, czerwiu będącym wynikiem niedorozwoju u pszczół karmicielek gruczołów produkujących mleczko pszczele. Długość życia pszczół niedożywionych jako larwy ulega skróceniu prze co często rodzina zamiast się rozwijać na wiosnę ulega osłabieniu a nawet pada.

Ule są atakowane przez dwa gatunki tego pasożyta, zakażenia są mieszane i nie spotyka się już zakażeń tylko Nosema apis czy Nosema ceranae. Ten drugi jest bardziej patogenny i ku rozpaczy pszczelarzy doskonale dostosowuje się do naszych warunków klimatycznych. – Żeby zapobiegać nosemie trzeba by było pomyśleć o zdrowiu pszczół i zapewnić im zdrowe, dostosowane do ich potrzeb fizjologicznych pokarmy, czyli cukier czy gotowe pokarmy? Odwieczny dylemat pszczelarzy. Okazuje się, że w doświadczeniu przez nas przeprowadzonym pszczoły zimowe najchętniej wybierały gotowe pokarmy, a pszczoły letnie syrop cukrowy. Wniosek  tego, że w zależności od tego jakie mamy pszczoły mają różne preferencje w wyborze pokarmie – przedstawiał dr Borsuk. – W walce z tą choroba najważniejsze jest: profilaktyka, zapewnienie  pożytków jakościowych i ilościowych, wentylacja (w zimie również), szeroko otwarte wyloty, brak wilgoci. Nie wolno pszczelarzom grabić pszczół z pyłku, bo pyłek to pokarm białkowy. Warto zapamiętać, aby rozwinęła się jedna pszczoła potrzebna jest 1 komórka miodu i 1/2 komórki pierzu – tłumaczył prelegent. 

Druga z przedstawionych chorób pszczelich to warroza. Warroza jest wciąż nieskutecznie leczona przez pszczelarzy. Nawet jeśli uda się ją wyeliminować, dochodzi do reinwazji – wyleczone pszczoły ponownie się zakażają od chorych. Walka z warrozą to być albo nie być pszczelarstwa. Nie ma możliwości całkowitego jej wyeliminowania. Niszczy się aktywną część populacji roztocza, która jednak się odnawia. Pszczelarze wiedzą, że muszą leczyć – jeśli pszczela rodzina nie jest leczona, ginie w ciągu roku, w najlepszym razie – trzech lat. 

Kolejnym z prelegentów, był znany już z wcześniejszych spotkań, Cezary Kruk z Lubelskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Końskowoli. Mówił on jak wyhodować dobrze matkę pszczelą, jak dobrze unasiennić matkę, jak podać matę. Cezary Kruk omówił także kolejną chorobę pszczół, a mianowicie zgnilec. Wykładowca wspomniał także, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu pszczelarze hodowali matki z populacji miejscowych, co byłą dobrą praktyka. Później zaczęło się to zmieniać, kiedy sprowadzono matki kaukazkie, bardziej wydajne. Takie praktyki przez długi czas zapewniały pszczelarzom zwiększone ilości miodu. Dzisiaj wprowadzenie takiej matki nie zapewnia takiego sukcesu. 

Nie zabrakło też innych tematów związanych z pszczelarstwem. Oprócz chorób wywoływanych przez organizmy pasożytnicze i wirusy dużo kłopotów sprawiają pszczelarzom zatrucia pszczół chemicznymi środkami ochrony roślin. – Nowoczesna chemia krąży w przyrodzie, ona nie wyparuje. Jest w wodzie, glebie, powietrze. Dość trudno się rozkłada. Jeśli pszczoły przeżyją i przyniosą nektar, chemia ze środków ochrony roślin trafia do miodu. Jeśli trafi do miodu to trafi też do konsumentów – podkreślał dr Borsuk. 

Pojawił się też wątek związany z uczuleniami wywołanymi jadem pszczelim. Zebranych interesowało, jak to się dzieje, że dorośli ludzie po użądleniu pszczoły puchną, a wcześniej nie byli uczuleni. Wykładowca wyjaśniał, że taka reakcja naszego organizmu ma związek z tym jak się odżywiamy. Im więcej jedzenia śmieciowego w naszej diecie, tym reakcja organizmu jest silniejsza. Wspomniał również, że pszczelarze mają różne choroby, przykładowo biorą leki na nadciśnienie. Leki działają na bazie blokerów, które po użądleniu pszczoły także mogą powodować reakcję uczuleniową.

Na spotkaniu, korzystając z obecności specjalistów, pszczelarze mieli okazję do poruszenia wielu nurtujących ich zagadnień. Sala wypełniona po brzegi po raz kolejny pokazała, że temat pszczelarstwa jest ważnym elementem gospodarki prowadzonej w naszym regionie.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.