- Reklama -

Zapomniane groby ofiar pacyfikacji

Uroczystości upamiętniające mieszkańców, którzy zginęli podczas pacyfikacji Różańca, gromadzą rokrocznie całą wiejską społeczność. W kościele parafialnym odprawiana jest Msza św. za zmarłych, a pod pomnikiem ofiar hitleryzmu władze gminne, rodziny i młodzież szkolna składają kwiaty. Niestety, znicze zapalane są tego dnia nie na wszystkich grobach, ponieważ do tej pory nie wiadomo, w którym miejscu się one znajdują.

O świcie 18 marca 1943 r. niemieccy żandarmi, funkcjonariusze gestapo i policjanci ukraińscy w służbie hitlerowskiej otoczyli Różaniec Pierwszy. Na polach rozstawili patrole z karabinami maszynowymi i strzelali do wszystkich uciekających z wioski. Zaskoczonych mieszkańców wypędzali z domów, a zabudowania podpalali pociskami zapalającymi i obrzucali je granatami. Każdego, kto wyrażał sprzeciw, zabijano na miejscu. Ludność gromadzono w punktach zbornych, a następnie prowadzono na plac przycerkiewny, tak zwany "księży ogród". Niedołężni starcy i chorzy, którzy nie byli w stanie chodzić, najczęściej ginęli w płomieniach. Jedna z rodzin, rodzice i dzieci, którzy zdążyli się ukryć w ziemiance, zadusili się tam od wszechobecnego dymu. W ciągu kilku godzin wszystkie gospodarstwa w Różańcu Pierwszym stały w płomieniach. Wkrótce Niemcy rozpoczęli siać terror także w Różańcu Drugim. Jedynie nielicznym udało się ukryć lub uciec. Około godziny 14.00 na przycerkiewnym placu zgromadzeni byli wszyscy schwytani mieszkańcy wioski. Około 1000 zdolnych do pracy mężczyzn i kobiet poprowadzono do Tarnogrodu, a następnie wywieziono do obozu w Zwierzyńcu. Pozostali przy życiu starcy i dzieci cudem uniknęli egzekucji. Wieś na przestrzeni 5 km została spalona, a Różaniec Pierwszy w całości. Pozostało tylko pogorzelisko,  niedopalone drzewa i ciała zamordowanych.

Tragedię różańczan jako pierwsi zobaczyli mieszkańcy sąsiednich wsi. Najbliżsi krewni i znajomi zajęli się pogrzebami ofiar. Uczynili to z modlitwą, lecz bez ceremonii. Mieszkańców  prawosławnych pochowano na miejscowym cmentarzu wyznaniowym, a katolików przy kapliczce św. Antoniego. Według powojennych ustaleń w czasie akcji pacyfikacyjnej Niemcy zabili w Różańcu około 70 osób, w większości przez spalenie. Znana jest większa część nazwisk, jednak do dziś nie zostały one dokładnie zweryfikowane. Podstawową trudnością w opracowaniu pełnej listy ofiar jest fakt, że wiele rodzin z Różańca Pierwszego po wojnie opuściło wioskę na stałe. A co za tym idzie, nie było komu zadbać o mogiły ich bliskich zmarłych, o ich imienną pamięć.

Znanym miejscem upamiętniającym tragiczne ofiary z 18 marca 1943 roku jest mały cmentarz przy kościele św. Antoniego. Za absydą świątyni znajdują się mogiły zaledwie 18 osób. W Różańcu Pierwszym przy "Orliku" jest pomnik, postawiony na miejscu placu apelowego i hitlerowskich egzekucji. Jednak niewiele osób wie, że na starym cmentarzu prawosławnym znajdują się groby około 50 osób zabitych przez Niemców podczas tragicznej pacyfikacji. Dopiero niedawno na kilku mogiłach umieszczone zostały imienne tabliczki z datą śmierci "18 marca 1943 r". Nie budzi wątpliwości, że właśnie na tym cmentarzu znajdują się szczątki większości mieszkańców, którzy ucierpieli siedemdziesiąt lat temu. Nie wiadomo jednak, w którym miejscu cmentarza są ich groby. Upływający czas uniemożliwia ich identyfikację.

Powodem przeprowadzenia przez Niemców akcji pacyfikacyjnej był zarzut pomagania partyzantom. Gestapowcy wykryli także w Różańcu Pierwszym dwóch żołnierzy sowieckich zbiegłych z niewoli. Mieszkańcy wsi Różaniec przez całą okupację związani byli z partyzantką. Wiele rodzin, z tej mieszanej narodowościowo wioski, pomagało partyzantom, dostarczając pożywienia, użyczając koni i wozów, udzielając schronienia. Za swoją patriotyczną postawę i szczególne zasługi w walce z okupantem hitlerowskim w czasie II wojny światowej wieś Różaniec odznaczona została w 1980 roku Krzyżem Partyzanckim.

                                                                                                                             Piotr Kupczak

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.