Noclegi – Bździuch

Zalety i uroki Biłgoraja

Biłgoraj od wieków należał do prężnie rozwijających się miast, a mieszkańcy zaliczali się do ludzi majętnych.

W latach 60. światowej sławy malarz – portrecista Jan Bolesław Czedekowski z Wiednia wpisał się do księgi pamiątkowej Powiatowego Domu Kultury: „… zauważyłem duże zainteresowanie sztuką teatralną i plastyczną. Bardzo podoba mi się serdeczna atmosfera panująca w tym środowisku”.

Aktorzy teatru im. Osterwy w Lublinie: Cywińska, Machulska, Szmigielówna, Machulski, Mikulski, Chmielarczyk i inni napisali: „miasto, które najprzyjemniej nam odwiedzać teatralnie to przeuroczy Biłgoraj. Tu możemy grać co miesiąc, stąd mamy najmilsze wspomnienia, tu zawsze jest komplet wytrawnych widzów”.

Prof. Helena Izdebska: „Dziękuję za możliwość podpatrzenia pięknej z głębi serca i rozumu płynącej pracy społecznej, za potrzebę i skuteczność pracy kulturalno-oświatowej. Miasto Biłgoraj wspiera mądre i wartościowe inicjatywy”.

„Na przekór malkontentom nie grozi nam zapaść cywilizacyjna, wręcz przeciwnie jest nam tu dobrze i miło żyć” – prof. Jerzy Markiewicz.

„Dzięki włodarzom miasta możemy zetknąć się z artystami z pierwszych stron gazet – tak trzymać!” – stały bywalec PDK.

Aktor, reżyser, malarz, obecnie dyrektor Biłgorajskiego Centrum Kultury Stefan Szmidt rozsławił nasze miasto i nasz region, organizując spektakle teatralne, muzyczne, plastyczne, w których uczestniczą setki widzów, to zasługa m.in. Fundacji Kresy 2000. Biłgoraj przez wiele lat porywał tłumy widzów do imprez historyczno-regionalnych pt. „Żałosne” i „Radosne”.

Pozazdrościć może nam wiele miast większych od Biłgoraja. Takich i podobnych opinii jest wiele. Nas, biłgorajaków, to mobilizuje.

 

*

Pani Stefania Kwiecińska, regionalistka i kronikarka, pisze o balach w przedwojennym Biłgoraju: „Do tańca przygrywało kilku muzyków z orkiestry Namysłowskiego. Grał też organista z puszczańskiego kościoła – pan Peroni. Później przygrywał harmonista pan Łyp, którego syn i córka koncertowali w Filharmonii Warszawskiej i Lubelskiej. W klubie towarzyskim na rogu ul. Lubelskiej i Rynku odbywały się bale sylwestrowe. Druga sala balowa była w restauracji Żyda Wakszula (obecnie restauracja „Sitarska”).

Na zabawy panienki przychodziły w towarzystwie rodziców lub kuzynów. Mężczyzna – danser, chcąc zatańczyć musiał spytać o pozwolenie osoby towarzyszącej wybranej panience. Bal rozpoczynał wodzirej. Był to inż. Michalewski, który z byłą damą dworu ostatniego cara Rosji – Heleną Andruszkiewicz rozpoczynał polonezem tańce. Po wzniesieniu toastów i złożeniu życzeń był walc kotylionowy. Były także loterie z przeznaczeniem dochodu na cele charytatywne. Bal kończył się białym mazurem. Wówczas panie proponowały swoje towarzystwo w tańcu często „sfatygowanym” już tancerzom”.

 

*

Pierwsze powojenne restauracje nie miały „dobrej prasy” nazywane przez bywalców „mordowniami”. Na ul. 3 Maja była „Powszechna” (obecnie „Sitarska”), na ul. Kościuszki (później bank – już nieobecny) była „Popularna”. W Puszczy w początkach lat 60. powstała trzecia knajpa „Bar Puszcza”, zwana „Słomianką” lub „Lipianinówką”. W pobliżu komendy milicji i ówczesnego komitetu była jadłodajnia „Konsumy”. Przytulny lokal został przeniesiony w pobliże kościółka św. Jerzego i nadal prowadziła go pani Kazimiera Pudełko. Konsumenci wspominają do dziś świetne danie żeberka, tak jak niezapomniane medaliony w restauracji „Jubileuszowej” w Tarnogrodzie.

Niebawem jako wizytówka biłgorajskiej gastronomii powstał lokal z prawdziwego zdarzenia „Astoria”. Lokal prowadził działalność dansingową na 80 miejsc, zatrydniając 25-osobową załogę! Udręką mieszkańców bloku (Rynek/ul. Widok) były nocne rodaków rozmowy. Rozchodzący się biesiadnicy w głośnych, wylewnych słowach pożegnania stwarzali ułudę radości życia.

Modne były wówczas „Książki życzeń i zażaleń”. Udało mi się wyłowić kilka smaczków: „Kelnerki są grzeczne i czysto ubrane, ale ruszają się za wolno”, „Rachunek za obiad był wyższy o 5 zł!”, „Pasztecik podany do barszczu był nieświeży”. Pan kierownik Małysa szybko usuwał usterki, więc pobyt w tym lokalu był czystą (jak wódka) przyjemnością. Wizytówką miasta był lokal „Pod Łabędziem”. Było tu elegancko i przyjemnie pod okiem pani kierownik Szwed. Szkoda, że to już przeszłość, ale zawsze miło powspominać.

 

Kazimierz Szubiak

 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.