Tak kiedyś się bawiono

W smutno szarych latach 50. i 60. wiele radości i miłych wspomnień dostarczały bale sylwestrowe na 150 par i zabawy karnawałowe w Powiatowym Domu Kultury, jak wówczas zwano BCK.

Doskonały zespół muzyczny występował w składzie: kierownik zespołu Waldemar Łysikowski – akordeon, Tadeusz Mróz – akompaniator zespołów tanecznych PDK – pianino, Stanisław Niespodziewański i Jerzy Zakrzewski – gitarzyści, Ryszard Róg i Jan Kukiełka – obsługiwali na zmianę perkusję. Na trąbce grał niczym Armstrong – Czesław Nizio, a gościnnie występował saksofonista Wojciech Baszkiewicz z Tarnogrodu.

Każdy bal sylwestrowy miał inny charakter. Tańcowano na pochyłej drewnianej podłodze kina „Związkowiec”, krzesła wystawiano wówczas do dezynfekcji na zewnątrz. Spadek sali powodował, że balowało się „z górki na pazurki”, zjeżdżając do sceny, na której orkiestra grała do białego świtu. Bywało, że po „koncercie życzeń” rozbawione towarzystwo mijało się z idącymi na noworoczną Mszę św. mieszkańcami Biłgoraja. Do atrakcji należały: wybory miss balu, walce kotylionowe, bale w kapeluszach i maskach, bale ze świecącymi się kwiatami. Był także bal z fujarą. Każdy uczestnik zastawał na swoim stoliku odpustową drewnianą fujarkę, można sobie wyobrazić z jaką wrzawą witano Nowy Rok. Trzeba pamiętać, że takiej ilości rac, jaką dostarczają teraz sklepy z fajerwerkami, nie było. Młodzież mieszkająca w okolicach PDK (i nie tylko) robiła „huk”, podlewając wodą puszki z karbidem.

Na każdym balu dyrektor PDK Edmund Szubiak (we fraku) witał i rozprowadzał gości do ustawionych dookoła sali stolików. Kiedy orkiestra zagrała poloneza, wszyscy ruszali do korowodu tanecznego. Panie Anna Kassin i Halina Prochowska dbały, aby wszyscy bawili się doskonale. Był więc wodzirej pan Ferdynand Mosakowski, a później znakomity humorysta Janusz Bentkowski. Świetne menu zapewniała pani Michalina Krauz, fundująca na co dzień w klubie PDK świetną kawę, gorącą kiełbasę… i herbatę z „prądem”.

Ciekawsze sceny z tych zabaw fotografowali na czarno białej kliszy biłgorajscy mistrzowie foto – Daniel Błaszczyk, instruktor pracowni fotograficznej PDK, i Stanisław Obszański. A było co dokumentować. Występowali bowiem i piosenkarze amatorzy i tancerki tańczące solo wokół stojącej na środku sali choinki. Były też ekscesy, o których niżej podpisany przez wrodzoną skromność nie wspomina.

 

*

Ciocia Kwiecińska wspomina czasy przedwojenne

W miesiącach jesienno-zimowych młodzież należąca do Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” zbierała się w świetlicy, która była usytuowana na rogu ul. Kościuszki i Dąbrowskiego (obecnie jest tu zlokalizowany pawilon handlowy). Zbierano się również grupkami w domach prywatnych, opowiadano o strachach, duchach, wydarzeniach z przeszłości, głównie tragicznych. Ale najczęściej śpiewano pieśni ludowe o treści satyrycznej. Ukoronowaniem zabaw były bale karnawałowe. Można było je określić jako elitarne. Tu obowiązywał strój wieczorowy, a więc długie suknie, ciemne garnitury, a nawet fraki czy smokingi. Do tańca przygrywała orkiestra Namysłowskiego z Zamościa (kilku muzyków z tego zespołu), którą komitet organizacyjny nieraz angażował już na dwa miesiące przed projektowanym balem. Najczęściej jednak grał na fortepianie organista z kościoła w Puszczy Solskiej pan Peroni i Żyd Berek, skrzypek. Cudownie grali.

Bal sylwestrowy po toaście i złożeniu życzeń rozpoczynał polonezem inż. Michalewski, prowadząc swą partnerkę Heleną Andruszkiewiczową, która była damą dworu ostatniego cara Rosji Mikołaja II. Panią Helenę Andruszkiewicz rewolucja w Rosji zapędziła do Biłgoraja. Wykładała język francuski w Średniej Szkole Handlowej i język niemiecki w Szkole Powszechnej.

Bale były w Klubie Towarzyskim w kamienicy zlokalizowanej na rogu Placu Wolności i ul. Lubelskiej (obecnie jest tam sklep i blok mieszkalny). Druga sala balowa była na ul. 3 Maja w kamienicy, w której jest restauracja „Sitarska”. Kamienica ta była wybudowana przez Żyda Wakszula. Na te karnawałowe szaleństwa żadna panienka sama nie przyszła, tylko pod opieką ojca, ciotki, matki lub starszego brata. Danser, który miał ochotę zatańczyć, musiał najpierw ukłonić się opiekunce, zapytać czy pozwoli. Dama lekkim skinieniem głowy wyrażała aprobatę, a wtedy panienka ze spuszczoną główką i spuszczonymi oczętami powstała z krzesła i upajała się tańcem.

Gdy porównam, jak teraz wygląda zaproszenie do tańca, to przykro się robi, że tak niedbale traktowany jest dobry ton. Danser z pewnej odległości kiwnie głową, często z ręką w kieszeni – to nasuwa myśl, czy czasem nie zagwiżdże.

W dawnym Biłgoraju nie było radia ani telewizji. Rozrywką z rzadka był przyjazd jakiejś grupy teatralnej lub cyrku. Bawiono się według przyjętego tradycyjnego rytuału. Teraz pozostały wspomnienia – rozczuliła się Stefania Kwiecińska.

Życzę miłej miłej zabawy i dobrego roku 2017.

Kazimierz Szubiak

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.