Pomaganie uzależnia

NOWa Gazeta Biłgorajska: Skąd pomysł na akcję, w której Ty przemierzasz Polskę na wózku inwalidzkim, a jednocześnie pomagasz chorym dzieciom?

Adrian Beściak: – Pomysł na to, aby jeździć i pomagać dzieciakom niepełnosprawnym wziął się z tego, że od zawsze miałem dwie pasje – sport i pomaganie innym. Postanowiłem to połączyć. Kiedyś startowałem w maratonach w kolarstwie ręcznym. Te jazdy długodystansowe mi się spodobały. Stwierdziłem, że skoro trenuję, to dlaczego nie przejechać pewnej trasy, a jednocześnie komuś pomóc. Pomaganie jest dla mnie jak narkotyk, który strasznie uzależnia. Dlatego jadę już trzeci rok z kolejną edycją akcji „W drodze po pomoc”. 

– W tym roku Wasza pomoc jest dedykowana Karolinie Wolanin z Narola.

W tegorocznej edycji naszym bohaterem jest Karolinka, jest ona jedną z podopiecznych naszej Fundacji Aktywnej Rehabilitacji. Karolinka od urodzenia porusza się na wózku. Jej tata niedawno uległ wypadkowi, spadł ze schodów i doznał urazu czaszkowo-mózgowego. Teraz jest on częściowo sparaliżowany. W tej rodzinie sytuacja materialna nigdy nie była zbyt dobra, a więc pieniążki na pewno się przydadzą. Myślę, że nasza akcja i zbiórka będzie dla tej rodziny zastrzykiem finansowym, który pomoże Karolince rozpocząć nowe życie. 

Czy na trasie spotykają was miłe momenty, takie jak tu dzisiaj w Biszczy?

Tak, prawie w każdej miejscowości. Chyba najbardziej zapadło mi w pamięć przywitanie nas rok temu w Białej Podlaskiej. Rynek z masą ludzi, gdzie każdy czekał, aż wjadę na plac. Wrażenia były niesamowite. Takie spotkania dają siłę, by jechać dalej. Stąd ta końcowa cyfra 2 313 kilometrów. 

Co ci sprawia największe trudności?

Szczerze? Wszystko (śmiech). Deszcz, upał, górki, strome podjazdy. To jest ciężka wyprawa, ale tak naprawdę trudności są w głowie. I trzeba pokonywać swoje ograniczenia. Jeżeli będę sobie wmawiał, że coś jest ciężkie, to będzie takie. A jeżeli będę starał się znaleźć nawet w wysokiej górce i długim podjeździe jakiś mały, pozytywny aspekt, to pójdzie łatwiej. Sprawdza się reguła, że po pokonanej górce jest droga w dół. Wtedy przyjdzie moment, żeby odpocząć. 

Stawiasz przed sobą jakieś cele na przyszłość? Masz jakieś plany?

Tak, bardzo duże i bardzo ambitne. Co do podróży, to mogę powiedzieć, że to nie będzie Polska. Chcę także otworzyć fundację, aby na przyszły rok był już pełen profesjonalizm. Mam w planach kilka maratonów jeszcze w tym roku. No i fundacyjne obozy. Nie ma siedzenia na miejscu, jestem na to zbyt ruchliwy. 

Co chciałbyś przekazać za pośrednictwem naszej gazety osobom, które muszą pokonywać swoje ograniczenia?

Jeżeli chodzi o mnie, o moją sytuację, to jako sportowiec uległem wypadkowi i w jednym momencie usiadłem na wózek, i moja kariera się skończyła. Gdybym w tym momencie się poddał, byłbym skazany na pomoc mojej mamy lub osób trzecich. Rozłożyć ręce i nic nie robić jest łatwo. Mimo wszystko trzeba iść do przodu, cieszyć się życiem, spełniać swoje marzenia. Nawet z najgorszej sytuacja każdy powinien szukać wyjścia i choć grama szczęścia. To jest dopiero sztuka.

Życzymy dużo wytrwałości w rozwijaniu swoich pasji, sukcesów i osiągnięcia zamierzonych celów i dziękuję bardzo za rozmowę.

Dziękuję. 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.