- Reklama -

Olaboga…

Albo po dawnemu „Łolaboga”, jak to mówili gwarowo jeszcze w latach powojennych moi najbliżsi w podbiłgorajskich wioskach. O tym najwięcej mógłby powiedzieć prof. UMCS Jan Mazur, nasz rodak, który badał gwarę biłgorajską wraz z jej pochodzeniem i odcieniami. Chcę ten zwrot językowy użyć do opisu zjawisk w naszej obecnej biłgorajskiej kulturze ludowej, jako że patrzę na nią z podziwem. Nawet zachęcony brałem czynny udział w występach Mojego Nadrzecza, zdobywając na stare lata laury w Soli – I miejsce i Hedwiżynie – III miejsce. Więc może mi się uda korzystnie to określenie spożytkować w tym felietonie. A zatem próbuję…

Mnie to słowo olaboga podoba się, bo ma swoją urodę i łatwą fonetykę, a ponadto, według Słownika Języka Polskiego, ma legitymizację i wyraża podziw, zdziwienie, ale również strach i trwogę. Przypominam sobie, jak przy wymawianiu kiedyś tego słowa (najczęściej starszej kobiety) składano obie połączone ręce ze skulonymi palcami przed swoją twarzą i z przejęciem wymawiano „łolaboga”, „łolaboga”, „łolaboga” wykonując przy tym słaniające ruchy głową. To teraz można zobaczyć już tylko w formule teatralnej, np. przy inscenizacjach obrzędów ludowych. To kilkakrotnie powtarzanie było połączone jeszcze ze wzdychaniem i prawie ze łzami. Wyrażano tym samym swoje wielkie zafrasowanie albo radość. To słowo jest nawet w tytule jednej piosenki, tylko z inną pisownią, a kojarzy się jeszcze z takim powiedzonkiem „Olaboga, ale wiocha”, co oznacza wiochę zabitą deskami, zacofaną i zapomnianą, a takich teraz, moim zdaniem, u nas nie ma, mimo że niektóre są otoczone lasami i są hen gdzieś daleko. Bo tam jest zawsze kontakt z szerokim światem poprzez TV, radio czy Internet i tam  mieszkający ludzie ubierają się tak, jak wszędzie.

Po takim wstępie czas na konkrety. Na pierwszy ogień wezmę ludowość tkwiącą w obrzędach jasełkowych i występach zespołów kolędniczych. Wszak sezon tych obrzędów dobiega końca i można go podsumować. A jest co. Doprawdy, takiego bogactwa nie widziałem na Śląsku, gdzie są również bogate tradycje, szczególnie w śpiewaniu chóralnym. Chciałoby się powiedzieć z podziwu „olaboga”, przecież tego czegoś nigdy nie było, aby organizowano tyle imprez z przeglądami i konkursami. A trzeba podkreślić, że prawie wszystkie wioski mają takie zespoły, a niektóre, te większe, mają nawet kilka w różnych grupach wiekowych. I wcale się nie pesząc, występują, jak to było dawniej. Teraz widać luz i obycie, a także mobilizację, aby wypaść jak najlepiej. Tu można zauważyć nawet atmosferę sportowej rywalizacji, co tym bardziej zasługuje na uwagę. A jakie paradne stroje i eleganckie fryzury pań. Powszechne stają się jednakowe kolorowe ubiory, a ich różnorodność przypomina występy profesjonalistów na estradzie czy w teatrze. Dla mnie jest to żywy teatr ludowy z muzyką, choreografią, śpiewem i konferansjerką, i to przed jakże wrażliwą publicznością  To ostatnio było widać na przeglądzie w Hedwiżynie tylko jednej gminy – gminy Biłgoraj, co mogłem tym razem podziwiać tylko w Internecie, ale przed trzema laty obserwowałem to na własne oczy, uczestnicząc w przeglądzie i zdobywając z wspomnianym Nadrzeczem wyróżnienie. To dla mnie jest dowodem również na to, że mieszkańcy wsi doczekali się wreszcie sprzyjających warunków życia do odpoczynku przy rozrywce i to nie tylko polegającej na zabawie tanecznej i konsumpcji alkoholu jak to było kiedyś. Wtedy wszystko to było prymitywne i skromne bez kulturalnego zaplecza i biesiadowania. Obecnie do zwyczaju już należy, aby po zmaganiach na scenie spotkać się przy obficie zastawionym stole i by ponownie pośpiewać, ale już w dowolnym repertuarze. A alkohol? Owszem, jest, ale w skromnych ilościach i najczęściej w formie nalewek. W ogóle picie alkoholu jest zupełnie inne niż kiedyś, bo nie widać pijanych, są za to biesiadnicy i to weseli i rozluźnieni. W tej dziedzinie mamy olbrzymią zmianę na lepsze. Kultura picia zawitała również pod strzechy i to przy pełnym dostępie do różnorodnych alkoholi i to w stosunkowo niskich cenach. Wreszcie pod tym względem prawie dorównujemy Zachodowi, a dystansujemy się coraz bardziej od Wschodu, choć mamy w dalszym ciągu margines społeczeństwa, który pije na umór degenerując się do reszty. I nad takimi można też ręce załamać i powiedzieć „olaboga”, ale nie z podziwu, tylko z troski i politowania. Wypada jeszcze wspomnieć o letnich imprezach ludowych. Jest ich, jak to mówią niektórzy, bez liku. Pojawia się nawet ich nadmiar, bo nie ma ich kto koordynować i zdarza się, że się dublują obok siebie. To jest kłopot z „bogactwem”, ale tu można powiedzieć, że od przybytku głowa nie boli, a to każdego zadowoli, jeśli tylko chce.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.