Karczma na Woli

Nie zawsze było łatwo, ale zawsze warto…

NOWa Gazeta Biłgorajska: – Co zadecydowało, że wyraziła Pani zgodę na rozmowę, która pojawiła się w NOWej?

Alfreda Kowalska: – Po przejściu na emeryturę uznałam, że warto przypomnieć, jak pracowało się dawniej i jakie były tego efekty.

NGB: – Od czego Pani zaczęła?

Alfreda Kowalska: – Zacznę od sukcesu, którego obecni sportowcy nie pamiętają. Nic dziwnego, nie było ich na świecie. Otóż w 1968 roku dziewczęta MKS Biłgoraj w Białymstoku drużynowo zdobyły wicemistrzostwo Polski w gimnastyce sportowej w kl. II, a Marysia Nowińska została mistrzynią Polski w tej klasie. Obecnie pani Maria mieszka i pracuje w Australii (wcześniej skończyła AWF w Polsce). Kiedy odwiedza rodzinne strony, spotykamy się i wspominamy minione czasy. A jest co wspominać. Przez kilka lat reprezentowałyśmy województwo lubelskie w gimnastyce sportowej na zawodach w różnych miastach kraju i poza granicami. Z czasem dziewczęta zdobyły kl. I sportową, ale znaczących sukcesów nie było. Odniosły sukces prywatnie, zostały przyjęte na AWF bez egzaminu wstępnego z ćwiczeń praktycznych. Warunki do treningu były bardzo trudne. Początkowo odbywały się w sali gimnastycznej „Elektryka”, wówczas znajdującej się na piętrze. Było ciasno i niebezpiecznie. Z czasem przenieśliśmy się nowej sali tej szkoły. Zapał do pracy i duży talent ćwiczących wpływał na wyjątkowo szybkie przyswajanie umiejętności potrzebne gimnastyce sportowej. Kiedy pojawiła się kl. I, II, III i gr. początkująca nie sposób było, aby jedna osoba prowadziła zajęcia. Poza pracą w klubie uczyłam także w szkole. Miałam również życie rodzinne. W Biłgoraju nikt nie wyraził zgody na prowadzenie gimnastyki sportowej, wyjątkowo trudnej dyscypliny. Z łaską w końcu zrezygnowałam. Klub rozwiązano.

NGB: – I co było dalej?

Alfreda Kowalska: – W tym czasie zlikwidowano Liceum Pedagogiczne, szkołę, w której pracowałam. Przeniosłam się do Liceum Medycznego. Tu spotkałam młodzież bardzo chętną do działań sportowych. Mimo że zajęcia odbywały się w piwnicy dostosowanej do lekcji WF, ku zdziwieniu innych dziewczęta odniosły znaczące sukcesy.

NGB: – Czy to możliwe?

Alfreda Kowalska: Możliwe, podobnie jak obecnie systematyczna praca daje dobre wyniki. Udowodniły to biłgorajanki, które wówczas przez kilka lat zajmowały I miejsce w siatkówce szkół medycznych województwa lubelskiego i czołowe w rozgrywkach Mistrzostw Polski tych szkół. Dobre wyniki uzyskiwały też w lekkoatletyce i biegach przełajowych a nawet w koszykówce. Zajęcia pozalekcyjne odbywały się w innych szkołach najczęściej w Technikum Leśnym. Nie było zwolnień lekarskich z WF. Panowała, miła serdeczna atmosfera, szczególnie wśród młodzieży zajmującej się sportem. Kiedy w „Medyku” wybudowano salę gimnastyczną, liceum zlikwidowano podobnie jak inne tego typu w kraju. Pozostały wspomnienia i spotkania z absolwentkami. Wiele z nich ukończyło AWF i zmieniło zawód. To były piękne niezapomniane lata.

NGB:  – Jak znalazła się Pani w telewizji?

Alfreda Kowalska: – Nie mogło być inaczej jak przypadkowo. Pierwsza propozycja padła ze strony dyrektora MDK, z czasem od BCK. Po długim zastanowieniu propozycję przyjęłam. Jak się okazało, decyzja była słuszna. Pracowałam ponad 20 lat w tym 15 redagowałam magazyn sportowy – nasze „telewizyjne dziecko”, moje i mojego nieżyjącego męża. Cały czas współpracowałam z młodzieżą. Prowadziłam też „Telewizję młodych”. Wówczas dużym zainteresowaniem cieszył się cykl programowy pt. „Są wśród nas”. Był też, jak mówili inni również interesujący, „Powrócisz tu”, za który młodzież biorąca udział w konkursie Działaj Lokalnie otrzymała dla telewizji kamerę filmową. Nie ma co ukrywać, praca była odpowiedzialna, ale ciekawa i przyjemna.

NOWa: – A co z nagrodami?

Alfreda Kowalska: – Nagrody były i było tego sporo, począwszy od nagród z Ministerstwa, Kuratorium, Urzędu Miasta i szkoły. Były też resortowe z Zarządu Głównego SZS i Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Nie obyło się bez nagród rzeczowych pieniężnych oraz medali. Były inne jak wyjazd na Olimpiadę do Moskwy w 1980 r., ale nie tylko. Dużym wyróżnieniem dla mnie jest znalezienie się wśród zasłużonych dla Biłgoraja.

NOWa: – Co jeszcze chciałaby Pani dodać?

Alfreda Kowalska: – Może to, że jestem osobą małych potrzeb materialnych. Los dał mi więcej niż oczekiwałam – dał pracę, która była przyjemnością i rodzinę pozwalającą realizować moją pasję. Lubiłam pracować z młodzieżą i dla młodzieży. Lubiłam też dokształcać się, ale nie byłam zainteresowana doktoratem, choć wielokrotnie byłam namawiana przez innych. Wyraziłam zgodę na napisanie pracy mgr absolwentce AWF na temat mojej działalności sportowej. Miałam okazję przekonać się, że w życiu pracować dla dobra innych nie zawsze jest łatwo, ale zawsze warto. Dziękuję Panu Burmistrzowi Miasta, że dostrzegł moje odejście na emeryturę i docenił pracę. To dla mnie duża satysfakcja. Dziękuję też tym wszystkim, którzy byli życzliwi i współpracowali ze mną na rzecz sportu.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.