Ksiądz śmiertelne zatruł się spalinami

Jest już wynik sekcji zwłok księdza z parafii w Majdanie Starym. Badania wykonano w Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Protokół trafił do Prokuratury Rejonowej w Biłgoraju 14 kwietnia br. Wynika z niego, że zgon nastąpił w wyniku ostrej niewydolności krążeniowej powstałej na skutek zatrucia tlenkiem węgla. Jak mogło do tego dojść? Wiadomo, że wikariusz w nocy z 17 na 18 marca wrócił z nabożeństwa w Jarosławiu. Zajechał swoim samochodem do garażu obok plebanii i przymknął od środka drzwi. Został w samochodzie i nie wyłączył silnika lub zapalił go ponownie. Być może chciał zostać chwilę w aucie i się ogrzać, bo noc była dość chłodna. Wikariusz nie miał przy sobie kluczy do drzwi plebanii, gdyż zostawił je wyjeżdżając do Jarosławia. Ponoć, gdy zauważyła to gosposia, zadzwoniła do księdza. „Poradzę sobie” – miał ten odpowiedzieć.

Nie wiadomo, ile czasu ksiądz pozostawał w aucie przy włączonym silniku. Wiadomo, że zdążył go wyłączyć i przesiadł się na tylne siedzenie. W garażu nie było przewiewu, więc doszło do nagromadzenia się spalin. Tlenek węgla jest bezwonnym i bezbarwnym gazem, dlatego bardzo łatwo dochodzi do zatrucia. Osoba, która przez dłuższy czas wdycha ten gaz, czuje się osłabiona, senna, ma zaburzenia świadomości, bóle i zawroty głowy, duszności i nudności. Należy wtedy jak najszybciej przewietrzyć pomieszczenie lub wyjść na zewnątrz. Ksiądz jednak pozostał w samochodzie. Wtedy doszło do zgonu.

Wszystkich zdziwiło, kiedy wikariusz rano nie pojawił się na zajęciach w szkole oraz na plebanii. Gdy gosposia odnalazła go w samochodzie zaparkowanym w garażu, było już za późno na ratunek. Wezwano jednak policję i karetkę pogotowia. Lekarz odmówił wystawienia karty zgonu, gdyż nie mógł stwierdzić, co było przyczyną śmierci.

Po zbadaniu okoliczności sprawy prokuratura przypuszcza, że był to nieszczęśliwy wypadek. Wstępnie wykluczono udział osób trzecich, choć śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci nadal jest prowadzone. 

Ksiądz Łukasz miał 37 lat, pochodził z Lubaczowa. W parafii w Majdanie Starym posługę pełnił od dwóch lat, wcześniej był wikariuszem w kilku parafiach na Zamojszczyźnie. Wiadomość o śmierci kapłana wstrząsnęła mieszkańcami. Nikt nie mógł uwierzyć w jego przedwczesną śmierć. – Kolęda z księdzem Łukaszem była dla nas przeżyciem. Kiedy odwiedził nasz dom i wspólnie odmówiliśmy modlitwę, długo rozmawialiśmy na różne tematy. Nie chciał nawet przyjąć pieniędzy – mówią o nim parafianie.

 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.