- Reklama -

Karnawałowe szaleństwa sprzed lat

Do czasu powstania Powiatowego Domu Kultury w 1953 r. (obecnie BCK) zabawy taneczne były rzadkością.
Odbywały się festyny: 1 maja i 22 lipca na korcie tenisowym koło stadionu "Łady". Grała wówczas orkiestra dęta pod batutą Piotra Jakóbczyka, a tańczący zdzierali buty w tańcu na cementowym przedwojennym korcie. Bufet obficie zaopatrzony – piwo, pieczywo, kiełbasa wydawane były z samochodu marki Star firmy PSS "Społem". Spożywający te luksusy rozkładali na trawie płaszcze służące za stoły i biesiadowano w pozycji "neronowskiej", leżąc na boku. Okolicznościowe toasty, śpiew, ogólna wesołość tworzyły niezapomnianą radosną atmosferę – wspomina do dziś "pokolenie wojenne". Zimą życie towarzyskie przenosiło się do "sal bawialnianych". Pierwsze bale były w "Jajczarni" (obecnie budowany jest w tym miejscu nowy pawilon handlowy) oraz w piwnicy Prezydium Powiatowej Rady Narodowej (obecnie ZUS). Sale przystrojone były kolorowymi bibułkami i balonikami. Dookoła stoliki i bufet (samoobsługa). Na środku miejsce do tańca i ten sam niezmordowany zespół muzyczny z tym samym rzewnym repertuarem, który wszyscy znali. Im bliżej końca imprezy, tym śpiewy balowiczów były bardziej doniosłe – widoczne zaprzeczenie wszechobecnej szarości i ponuractwa.
Smutne lata 50. rozweselała ówczesna młodzież i nie tylko humor, śpiew, kawały zastępowały bylejakość dekoracji i konsumpcji.
W połowie lat 50. w podwojach nowego Domu Kultury odbywały się piękne bale sylwestrowe. Krzesła zostały wymontowane i na pochyłej podłodze tańczono do rana – coraz bliżej orkiestry, bo było "z górki". Orkiestra pod dyrekcją Czesława Nizio grała do świtu, a repertuar był atrakcyjny i porywał do tańca. Zespół stanowili: dyrygent – grający na trąbce Jan, jego brat – basista, Tadeusz Mróz – pianino, Waldemar Łysikowski – akordeon, Jerzy Zakrzewski i Stanisław Niespodziewański – gitarzyści, Ryszard Róg – "Wańka" lub Jan Kukiełka – perkusja. Często uzupełniał ten znakomity zespół Wojciech Baszkiewicz – saksofonista z Tarnogrodu. Na środku sali stała 5-metrowa choinka. Bywało, że nad ranem przysnął pod nią jakiś znużony balowicz. Dżentelmenów ci u nas dostatek, więc koncert życzeń przeciągał się do świtu. Rankiem przystrojeni serpentynami i balonikami, obsypani konfetti radośni balowicze mijali się z idącymi na Mszę mieszkańcami naszego łabędziego grodu, przekazując sobie życzenia noworoczne. To było wzruszająco miłe.
Bywało, że brakowało "gazirowki", czyli lemoniady od pana Miazgi lub Borowskiego, wówczas spragnionych tancerzy ratowały pompy uliczne ze świetną wodą. Jedna stała na skraju parku koło kościółka obok kiosku pana Władzia (mistrza od kiełbaski z rożna), druga pompa była obok kiosku "Ruch" prowadzonego przez pana Raka na obecnym skwerku "Solidarności".
Niebawem powstały restauracje z dansingiem. Pierwsza "Astoria" obok kościoła WNMP, druga "Pod łabędziem" (obecnie jest to sklep "Stokrotka"). Zawsze był komplet – pełna frekwencja. Ceny dostępne dla "świata pracy". Kuchnia wyśmienita, ubaw po pachy. O dziwo, milicja nie interweniowała. No, może czasami.


W 1980 r. z kolegą Marianem zorganizowałem bal sylwestrowy w sali gimnastycznej Liceum Ogólnokształcącego. Komplet uczestników, wiele atrakcji: wybory królowej balu – nagroda tort od pani Gałkowej, dodatkowo koktajl "jaszu" w barku. Polonez na rozpoczęcie i mazur na zakończenie. Wszyscy radośni i szczęśliwi witali Nowy Rok 1980! Nazajutrz znajomi, gratulując udanej imprezy, proponowali: "Weźcie w ajencję olimpiadę letnią w Moskwie – może medali nie będzie zbyt wiele, ale na pewno będzie wesoło".
Mimo kartek na podstawowe produkty biłgorajacy udowodnili, że mają poczucie humoru i… zdrowie!
Kazimierz Szubiak

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.