W poszanowaniu tradycji przodków

Inaczej wyglądały te tereny przed wiekami. Była to przepastna puszcza z liczną populacją dzikiego zwierza. Nic więc dziwnego, że możni ówczesnego świata gościli tu na łowach. W leżącym dzisiaj na skraju puszczy Zamchu wybudowano dworek myśliwski. To właśnie tutaj przebywał w listopadzie 1425 r. król Władysław Jagiełło, który nie tylko polował, ale i pilnował spraw państwowych, wydając przywileje dla mieszczan lwowskich. Przed 1471 rokiem starostwo zamechskie przeszło w ręce rodu Pileckich, do którego należało do połowy XVI w.  Jeden z Pileckich zapamiętany został z tresury niedźwiedzia, na którym, jak podaje Jan Kochanowski, jeździł. Kiedy w 2006 r. mieszkańcy Zamchu żyli w strachu przed grasującym tu niedźwiedziem, byli tacy, którzy twierdzili, że zjadający króliki i zabijający psy miś – Bartkiem zwany – jest potomkiem niedźwiedzia Pileckiego. Pileccy posiadali to starostwo jeszcze w 1543 r., a wszyscy z tego rodu polowali w okolicznych lasach.
  W 1569 roku król Zygmunt August nadał starostwo zamechskie łowczemu i kasztelanowi chełmskiemu Stanisławowi Zamoyskiemu, który otrzymał je za służbę wojskową w walkach z Moskwą. W maju 1578 r. Jan Zamoyski, już wówczas kanclerz wielki koronny, zaprosił na łowy króla Stefana Batorego, najbardziej świetlaną postać w historii polskiej polityki, któremu towarzyszył poeta Jan Kochanowski. Nie był to odpowiedni czas do polowań. O tej porze roku zwierzyna leśna była osłabiona, a kalendarz myśliwski nakazywał oszczędzać starsze łanie i lochy spodziewające się potomstwa oraz młode sztuki. Planowano więc polować na ptactwo, drapieżniki i wyselekcjonowane sztuki zwierzyny. Jak się okazuje, także wtedy wśród myśliwych nie najważniejsze było polowanie, a spotkanie wśród przyjaciół, wszak takimi byli Batory, Zamoyski i Kochanowski. Ten ostatni specjalnie na tę okazję napisał poemat Dryas Zamechska, wystawiony w formie pieśni w leśnym "teatrze". Polowanie trzech ważnych postaci historycznych upamiętnili myśliwi i leśnicy w 2014 r. tablicą ustawioną w pobliżu leśniczówki w Borowych Młynach.

  Dzisiaj znaczna część wspomnianych terenów dzierżawiona jest przez koło łowieckie "Rogacz" z Józefowa. Myśliwi tego koła, pomni opiekuńczego stosunku do zwierzyny przodków z tych terenów, prowadzą racjonalną gospodarkę łowiecką, by następne pokolenia mogły cieszyć się zasobnością populacji zwierząt dziko żyjących. W ramach tej gospodarki prowadzi się na przykład coroczną introdukcję bażantów. Każdego roku ok. 300 szt. tych pięknych ptaków, zakupionych ze składek członków koła, zasiedla tereny "Rogacza". By wsiedlone bażanty miały się dobrze, łowczy koła Edward Łokaj wyszukuje najlepsze hodowle w Polsce, które znane są ze zdrowych ptaków. Jednakże powodzenie introdukcji zależy także od ograniczania ilości drapieżników. Bryluje w tym Stanisław Nieśpiał, który w każdym sezonie strzela od kilkunastu do dwudziestu kilku lisów. Dzielnie sekunduje mu Tadeusz Ganiec, myśliwy, któremu szczególnie bliskie są tereny odwiedzane przed wiekami przez koronowane głowy. Warto wspomnieć, że łowcy z "Rogacza", mimo braku formalnego zakazu polowania na kuropatwy i zające, zaniechali tych polowań dla odbudowy ich populacji, tak mocno zredukowanych właśnie przez lisy i "osiągnięcia" cywilizacji. Wstrzymywanie się z odstrzałem drobnej zwierzyny i tępienie drapieżników to nie wszystko. Bażantom, kuropatwom i zającom trzeba jeszcze zapewnić karmę, szczególnie w okresie trudnych zimowych dni. I tutaj zwierzęta te mogą liczyć na pomoc myśliwych.

  Podobnie jak w wielu innych kołach, w "Rogaczu" przywiązuje się wagę do tradycji i kultury łowieckiej. Znamionami tego są chociażby uroczyste polowania. Listopadowe, w dniu patrona myśliwych św. Huberta, rozpoczyna się Mszą świętą. Podczas polowania wigilijnego nie zapomina się o zwierzynie, zapełniając paśniki karmą i symbolicznym opłatkiem. Z pewnością do kultywowania dobrych obyczajów i tradycji należy zaliczyć pomoc niesioną przez myśliwych w ramach akcji "Pomóż Dzieciom Przetrwać Zimę" czy też organizowanie tzw. "Białych niedziel", podczas których lekarze-myśliwi udzielają setki bezinteresownych i bezpłatnych porad. W takich akcjach także uczestniczyło koło "Rogacz" z Józefowa.


 
   
Tekst i foto: J. Bogdan Kozyra
 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.