Czas na amory – wiosna

Mamy ją już od 21 marca, a wiosnę astronomiczną nawet wcześniej, bo od 20 marca, od godz. 17.15, kiedy to gdzieś tam czas trwania nocy zrównał się z czasem dnia i wystąpiła tzw. równonoc. A co z amorami?

Tu można podywagować do woli, bo to temat rzeka, i jak to się obecnie mówi temat globalny, występujący wszędzie i zawsze tam, gdzie jest życie i prokreacja. Teraz przyroda budzi się i to jak ochoczo, i prowokująco, szczególnie fauna, a także i niezgłębiony jeszcze do końca świat roślin, wiosną pączkujący i pokazujący swe wnętrze, często już w osłonie licznych płatków i listków, jakby z obawy przed zagrażającym jeszcze  mrozem. Rośliny też tę wiosnę przeżywają na swój sposób, tylko, według mnie, z jeszcze większą tajemnicą. One też mają jakby ochotę się przypodobać sobie i nam. Okazują swe piękno w swej różnorodności, a nawet dwupłciowości, o czym dowiedziałem się niedawno na przykładzie krzewu rokitnika, który ponoć wydaje swe owoce tylko wtedy, gdy sąsiadują ze sobą osobniki męskie i żeńskie. Ja dla próby posadziłem nawet 4 krzaki blisko siebie, by im ułatwić „miłosne” igraszki, skutkiem czego spodziewam się dorodnych owoców nadających się wyśmienicie na przysmaki jadalne i pitne.

Wiosna zachęca też do przedłużenia gatunku, a do tego są potrzebne amory, zalecanki, umizgi, flirty i Bóg wie jeszcze co, i to wszystko okazywane ze swoistą gracją, zmysłowością i wyniosłością, co oznacza zgłaszanie gotowości godowej,  najpierw miłosnej, a później  rozrodczej. Mam przyjemność podglądania tych ceremoniałów u własnych gołąbków, które imponują mi tym wszystkim i to z moim zażenowaniem, jakbym czuł się niedouczony w latach młodości. Nie zaprzeczę. Też przechodziłem okresy wzmożonego pędu do dziewczyn, ale przyznam się ze wstydem, że nie dorównywałem gołąbkom w pomysłowości, delikatności i cierpliwości. Moje gołąbki, które kocham od dzieciństwa, przypominają mi teraz moje młode lata i to mi teraz wystarcza, zamiast oglądania fabularyzowanych scen miłosnych w licznych serialach, których jakoś nie mogę polubić z uwagi na powtarzające się tam zdrady, podstępy, obłudę i, niestety, tragedie. U gołąbków tego nie widzę, bo tego nie ma. One, jak już znajdą sobie parę, robią wszystko, żeby „dogodzić” szlachetnie i po bożemu. One wprost lubią ze sobą przebywać i to w jak najbliższym sąsiedztwie, tuląc się na zmianę. Ale nie od razu tak się dzieje. Zauważyłem, że najpierw samczyki huczą, jakby przywołują do siebie samiczkę, często też po swojemu gruchają, obchodząc z każdej strony samiczkę, by zaakceptowała go. A samiczka robi to od czasu do czasu skinieniem główki, jakby przytakując i pozwalając na zbliżenie, ale tylko w celu podania sobie dziobków i w złączeniu ich, by razem je podnosić i opuszczać, tak jakby dla przyszłej zgody. A robią to gdzieś na boku, żeby nie budzić zazdrości u innych i aby – tak myślę – nikt ich nie podglądał. Mnie jednak pozwalają. U mnie mają w górnym zwieńczeniu woliery taką specjalną półeczkę, coś na wzór balkonu dla Romeo i Julii, na której lubią przysiadywać i dzielić się pieszczotami. A potem jeszcze nie finał, tak jak u wielu ssaków z ich naczelnym przedstawicielem, lecz dalsze pieszczoty polegające głównie na wzajemnym przeczesywaniu dziobkiem pierza swego partnera, jakby to miało poprawić ich ogólną urodę i jeszcze większe pragnienie, a jeśli już się tym zmęczą, to tulą się do siebie, przy czym samiczka stara się ulżyć samczykowi, podpiera go z boku, jakby mu dziękowała. A samczyk wcale nie okazuje swej gotowości do zespolenia, on dalej wyczekuje i poprawia sobie opierzenie swoim dziobkiem. Na to wszystko patrzę z zazdrością i podziwem, bo tyle mi przy ósmym krzyżyku zostało. Ale dobre i to. Bo to i szlachetne, i coś przypominające, a poza tym jest to naturalne i nie ma tu żadnej perwersji ani dewiacji, ani też homofobicznych zachowań. Gołąbki mają szlachetność w swoich genach i na swój sposób wiedzą, co jest moralne i etyczne, a co jest niezgodne z ich naturą. Można powiedzieć, że tak Bóg chciał i tak jest u gołąbków.

A człowiek co robi? Słyszy się nawet nawoływania, żeby dwie płcie ludzkie unifikować, nawet ubierać je podobnie, nie zważając przy tym na różnice w budowie i predyspozycjach. Ale w imię czego tak ma być? W szczerej rozmowie pewna koleżanka, oświecona matka dwójki dzieciaków, określiła to szukaniem przygody w „inności”, ot tak, dla tzw. szpanu, żeby tylko zademonstrować swoją niezależność i wyzwolić się od zasad moralnych i od konformizmu, by być awangardą postępu w obyczajowości. Według niej ta moda obecna na gender minie bezpowrotnie, bo ona nie zaspokaja naturalnych potrzeb człowieka, ona jest tylko „wyskokiem” i doraźną „zachcianką”. Moim zdaniem, nie pochwalajmy tego, a za to kochajmy gołąbki i kwiaty.

Biłgorajczyk, e-mail: naj-lawok@wp.pl

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.