„Chcemy być grzecznym, porządnym szpitalem powiatowym”

Sprawozdanie przedstawił Karol Stpiczyński, prezes spółki Arion, a jednocześnie dyrektor biłgorajskiego szpitala. Na wstępie przypomniał, że 2016 rok to szósty pełny rok działalności Arion Szpitale w Biłgoraju. Szpital ma 14 oddziałów. W 2016 r. w szpitalu zostało wyleczonych 12 tys. pacjentów. Zapewnił, że szpital cieszy się dużą popularnością wśród mieszkańców powiatu. – Największym zainteresowaniem cieszyła się neurologia, ponieważ jest to świetny oddział z dobrymi specjalistami. Ma jednak zbyt mało łóżek do potrzeb pacjentów – podkreślał. Wykorzystanie łóżek było powyżej 130%. Pacjenci leżą na przystawkach. Następowało czasowe wstrzymanie przyjmowania pacjentów w trybie planowym – mówił. To właśnie tam najdłużej oczekuje się na przyjęcie. Dużym zainteresowanie cieszy się oddział gineklogiczno-położniczy. W minionym roku urodziło się tam 564 dzieci.

Dyrektor podkreślił, że duży sektor działalności szpitala to przychodnie specjalistyczne. Udzielanych jest 60 tys. porad. Miesięcznie to 5 tys. porad w 17 poradniach. Poradnie przekroczyły plan o blisko 9%. Dla spółki oznacza to spore straty. – To tak, jakby poradnie pracowały miesiąc gratis. To jest problem. Fundusz nam za to nie płaci. Radykalne ograniczenie usług może się wiązać ze skargami i pacjentami, którzy się odwrócą. Teraz będzie ścisłe monitorowanie ilości udzielanych porad. Nie stać nas na to, aby gratis płacić lekarzom – dodał.

Mówił, że dużo emocji budzi funkcjonowanie izby przyjęć. W minionym roku trafiło na nią ponad 5,5 tys. pacjentów. – Arion nie ma aspiracji, aby tutaj istniał SOR (Specjalistyczny Oddział Ratunkowy. Chcemy być grzecznym, porządnym szpitalem powiatowym. Izba przyjęć jest od tego, aby współpracować z oddziałami i w wyjątkowych przypadkach udzielić porady – mówił. Dodał, że w Biłgoraju karetki jeżdżą bez lekarzy, tylko z ratownikami medycznymi, dlatego gdy na Izbę przyjedzie karetka, trzeba wstrzymać planowe przyjęcia i zająć się pacjentem z karetki. Zauważył, że dużym problemem jest fakt, że miesięcznie na izbę trafia 45 nietrzeźwych osób. – Wielogodzinne oczekiwania to nieprawda – zapewniał.

Mówił m.in. o chwilowym braku sprzętu np. tomografu. – Wykonujemy 6,5 tys. badań, to proszę się nie dziwić, że co jakiś czas lampa padnie. To wydatek ponad 100 tys. zł. Trzeba też poczekać kilka dni na sprowadzenie nowej. W tym czasie pacjenci na badania są wożeni do innych placówek – dodał.  

Dyrektor odniósł się do funkcjonowania laboratorium. W minionym roku było dużo zastrzeżeń odnośnie złego funkcjonowania. – W 2016 zostaliśmy poddani gruntownej kontroli. Jakość laboratorium jest na najlepszym poziomie – stwierdził. – Możemy być dumni z laboratorium i urządzeń, które tam są – dodał.

Często sporo emocji budzi niski poziom świadczeń udzielanych w szpitalu. – Zawsze można coś poprawić. Nie jesteśmy idealni, ale mamy certyfikat ISSO. Jesteśmy kontrolowani i nie ma uchybień – twierdził. Mówił, że uwagi zawsze można zgłaszać. Najlepiej podpisane, z dokładnym opisaniem miejsca i czasu zdarzenia. Zapewnił, że wszystkie sygnały będą sprawdzane. – Nie będzie odpowiedzialności zbiorowej. Muszę wiedzieć kto i kiedy – dodał. Zaznaczył, że należy być wyrozumiałym. Często pielęgniarki są zmęczone. 

 W wielu kwestiach ze zdaniem prezesa nie zgadzał się radny Henryk Paska.Nie jest tak kolorowo. Zdanie mieszkańców jest inne. Panuje opinia, że mieszkańcy z problemami kardiologicznymi jadą do Zamościa, a z ortopedycznymi do Janowa Lubelskiego. Kiedy usłyszymy, że pacjenci przyjeżdżają do nas? Ten szpital przoduje pod kątem zmienianych dyrektorów i pod kątem łamania prawa – stwierdził. Wspomniał tu o dwóch regulaminach  wynagradzania pracowników. Prezes podkreślił, że już są w Biłgoraju dobre oddziały. – Do nas wszyscy przyjeżdżają, aby leczyć się na neurologii i aby urodzić – mówił. Jego zdaniem, powinna być zakazana konkurencyjność w służbie zdrowia. – Musimy współpracować a nie konkurować. Jeśli nie mamy dobrego bloku operacyjnego, to po co rozwijać ortopedię. Skoro tuż obok jest szpital z dobrą ortopedią, to korzystajmy. W Zamościu kardiologia ma super nowoczesne urządzenia. To my też mamy je mieć? Nie może być tak, że wszyscy robią wszystko. Musimy ze sobą współpracować, a nie konkurować – komentował. Zauważył, że podczas prowadzenia szpitala przez starostwo dyrektorzy byli wymieniani znacznie częściej.

Radna Beata Strzałka pytała m.in. o powody zwolnienia z pracy rehabilitantów. Karol Stpiczyński wyjaśnił, że obsada rehabilitantów i lekarzy jest taka, jak wymaga tego Narodowy Fundusz Zdrowia. – Na internie i kardiologicznym każdy miał ekstra rehabilitację, ale ja pieniędzy na to nie otrzymywałem. Rehabilitację prowadzimy na oddziale rehabilitacyjnym i przyłóżkową w zakresie takim, jak oczekuje od nas NFZ. Była to biznesowa decyzja – zauważył.

Dodatkowo dyrektor podkreślił, że nikt z pracowników nie zarabia poniżej stawki minimalnej. – Jeśli ktoś liczy na gwałtowny wzrost wynagrodzeń, to nas na to nie stać. Niekontrolowany wzrost wynagrodzeń może zachwiać stabilnością firmy – odpowiadał.

Podczas dyskusji sporo czasu poświęcono niskiemu poziomowi wynagrodzeń, a także zaległościom w płatnościach czynszu dzierżawy. Poruszono również kwestię dwóch regulaminów wynagrodzeń, nocnej i świątecznej opieki medycznej w Tarnogrodzie czy funduszu świadczeń socjalnych. O tym jednak przeczytają Państwo w kolejnych wydaniach NOWej Gazety Biłgorajskiej.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.