- Reklama -

Żal maja

Będę szczery i odsłonię swój złożony sentyment do miesiąca maj, który żegnaliśmy z żalem (tak mniemam również za innych) kilka dni temu. Ja to robiłem często na łonie natury w Nadrzeczu i dwa razy w podjózefowskich lasach. Była też refleksja osobista, zaduma nad przemijaniem, bo w maju miałem długo, bo aż rok oczekiwane kolejne urodziny. Stałem się przeto o rok starszy i dumniejszy zarazem z siebie, bo ciągle dokładam po cegiełce do swego dorobku życia. To widzę, szczególnie gdy się oglądam za siebie w niedaleką przeszłość, a przecież byli tacy, co tego nie zdążyli zrobić, odchodząc od nas w międzyczasie. Mnie się jednak udało żyć dalej i w ostatnim roku spełniłem marzenie z dzieciństwa. Wybudowałem sobie na działce wśród lasu taki malutki domek na czterech wysokich słupach. Ja to nazwałem nawet ambonką, a najbliżsi na przekór – samotnią. Widok mam głęboki i z góry jak ksiądz w kościele głoszący kazanie z ambony. A tak na marginesie – mnie takie kazanie z ambony lepiej wpadało w ucho i było łatwiejsze do zapamiętania, bo robiło na człowieku większe wrażenie. Szkoda, że od tego odeszli księża i ambony w kościołach stały się teraz w większości eksponatami. Być może spowodował to powszechny teraz w kościele mikrofon, dający komfort mówienia i słuchania w całym kościele, a nawet poza nim, co niektórzy skrzętnie wykorzystują i stoją specjalnie na zewnątrz kościoła, a nawet – o zgrozo! – nawet poza ogrodzeniem kościoła, jak to robią niektórzy, np. przy kościółku św. Jerzego w Biłgoraju. Mnie w każdym razie utkwiła głęboko ambona kościelna i w pewnym sensie naśladowałem, ją budując swoją. Tylko że ja z niej nic nie głoszę. Mało tego, ja nawet wstrzymuję oddech, aby ptaszka nie spłoszyć, a przy tym podziwiam i podglądam naturę tak, jak to robią na swój sposób myśliwi, którzy też budują podobne ambony, ale i z oparciem pod fuzję, z której później polują podstępnie na bezbronne zwierzęta. Ja tego nie polubiłem, mimo że uczestniczyłem w polowaniach jako zaprzyjaźniony kolega myśliwych i mimo bardzo zachęcającego i hucznego świętowania po polowaniu, kiedy oceniano ustrzelone trofea i wskazywano zwycięzcę – króla polowania. Tak bywało na Śląsku, w lasach lublinieckich. Teraz w Nadrzeczu mam komfort podziwiania przyrody z bliska i z góry, i to nawet bez lornetki, którą chyba jednak nabędę, żeby sięgać wzrokiem dalej i precyzyjniej. Tylko czy dam sobie wtedy radę z okularami, czy nie będą mi przeszkadzały? A maj to cudowny miesiąc do przebywania wśród przyrody, dlatego mi maja tak żal, choć pozostały mi jeszcze następne piękne miesiące. Obawiam się, że tego majowego zapachu już nie będzie, chyba że za rok. Ten maj wręcz zachęcał do tego, aby jednocześnie i zrelaksować się, i odbudować równowagę ducha i ciała, podziwiając przyrodę, jak maj w niewidzialny sposób porusza nią. Mam tu na myśli i błyskawicznie pojawiające się nowe i zielone pędy, i śpiewające ptaszki oznajmiające lirycznym śpiewem chęć do amorów i wydania na świat swego potomstwa. A są jeszcze inne atrakcje; dorodne zaskrońce i mało zwinne padalce. Nie spotykałem tylko jaszczurek, co może oznaczać, że na te zwinne zwierzątka polują z powodzeniem inne węże – gniewosze, które są powszechnie traktowane jako żmije, bo mają podobne do nich kolory, ale nie budowę, szczególnie oczu i pyszczka. Zainteresowanych odsyłam do Internetu…

  Ale były też refleksje optymistyczne z nutką nadziei na lepsze jutro, czyli na jeszcze lepszy przyszły maj. Więc jak to jest z tym majem, żal mi go czy nie? Czy przypadkiem nie zaprzeczam sobie? Otóż staram się udowodnić, że nie, bo to nie wynika wcale z galimatiasu moich myśli ani rozkojarzenia, bo galimatiasu i nierozwagi oduczyło mnie bogate w epizody życie, ale wynika to z pewnej ambiwalencji, czyli takiego założenia, że nie ma ideału bez skazy i że zawsze dobru towarzyszy zagrożenie, że obok dobra może pojawić się i zło. Ja zawsze staram się wypowiadać w oparciu o racjonalne kryteria, odrzucając uprzedzenia i pierwsze lepsze przykłady. To wynik samodzielności i odpowiedzialności, które nabyłem już w młodym wieku. Więc na zakończenie słówko o maju 1926 r. 90 lat temu maj przyniósł rozlew krwi na ulicach Warszawy. Marszałek J. Piłsudski dokonał zamachu stanu, by po zwycięstwie… nie stanąć na czele państwa. Rozpędził tylko rozgadany i skłócony Sejm. Dokonał czystek i zaprowadził rządy sanacji, które przyniosły Polsce, według mnie, niestety, katastrofę wojenną i problemy powojenne też. Zauważmy, że nasz obecny Sejm w tegorocznym maju też nie był godnym przykładem. Dominowało przekorne gadulstwo i brak wyobraźni o przyszłości. Nie było tylko historycznego przewrotu. I tego nie życzę, bo szkoda byłoby mi maja. 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.