„Zabrali nam jedyny sklep na wsi”

Poniżej przedstawiamy treść listu.

"Tydzień w tydzień czytam tygodnik NOWa Gazeta Biłgorajska, co kto pisze i jak pisze. Wiem, że ludzie zwracają się do Was z różnymi problemami. Dlatego postanowiłem napisać list, z prośbą o pomoc i ewentualną publikację. Chodzi o likwidację sklepu w Starej Wsi. Jedyna nadzieja w Waszej gazecie, aby ten sklep reaktywować. 

Stara Wieś to nieduża wioska, około 250 mieszkańców. Może i sklep nie zarobił na siebie. Gminna Spółdzielnia we Frampolu dobrze prosperuje. Sprzedała duże magazyny, olbrzymi plac pod Biedronkę. Sklep w Starej Wsi zamknięto dziesięć dni przed świętami wielkanocnymi. Pozbawiło to zakupów mieszkańców. Mieszkańcy dowiedzieli się o likwidacji, jak wywożono towar ze sklepu. Niech pomoże nam burmistrz Frampola. Pan burmistrz ma w swojej pracy do czynienia z różnymi problemami. Niech pan burmistrz zbada zasadność likwidacji tego sklepu. To jest jego teren, tu mieszka ponad 200 jego wyborców. Burmistrz szedł do wyborów z hasłem "wybierz przyszłość". My nie chcemy takiej przyszłości, aby nam zamykano sklep. Dobra zmiana przy władzy pani premier Beaty Szydło ma na celu godne życie. Mieszkańcy chcą godnie żyć. Minister Rafalska, od spraw rodziny, mówi "nie zostawiajcie nikogo w potrzebie". A naszych mieszkańców się zostawia bez pomocy, bez sklepu. 

Na wsi nie ma osób, ani rodzin patologicznych. Nie ma też związków konkubenckich. Mieszkańcy żyją z literą ducha i literą prawa. Tu nie było żadnych bójek, rozbojów czy drak. We wsi mieszka szesnaście osób po osiemdziesiątym roku życia. Co więcej, mieszka tu piętnaście wdów. Mieszka też tutaj jedenaście osób samotnych. Gdzie te osoby mają teraz robić zakupy? Najbliższy sklep w Woli Radzięckiej jest dwa kilometry od wsi. Czy 80-latkowie pójdą tam po zakupy? A czy młodsi pójdą tam na loda? Gdy tam dojdą, to im się odechce loda. Piwa też nie wypiją, bo droga krajowa i częste patrole policji. 

W Starej Wsi mieszkają osoby, które w latach 60. i 70. pracowały ciężko na roli. Kosiły kosami, kopały ziemniaki motyką, w zimie we wsi pracowały tzw. trzepaki do obróbki lnu. Mieszkańcy dużo w życiu napracowali się, przez co są obarczeni licznymi chorobami. Na stare lata należy się tym ludziom godne życie. Spora liczba mieszkańców ma emerytury. Część przeznacza na lekarstwa, resztę na konsumpcję. Tylko gdzie te dobra konsumpcyjne kupić? Jak się zamyka do nich dostęp…

Uważam, że jest z tego wyjście. Trzeba dobrej woli GS-u i frampolskiego urzędu. Mieszkańcy są zainteresowani aby ten sklep funkcjonował. Niech GS da to, co może dla sklepowego. Rada Sołecka może się coś dorzucić z funduszu sołeckiego. We wsi mieszka pięć osób, które w młodości pracowały w tym sklepie. Dwie osoby są jeszcze o siłach, aby ten sklep dalej prowadzić. Na jesieni wejdzie nowa ustawa emerytalna. Przybędzie emerytów. Może emeryt tej wsi albo przyległych, by się podjął tej pracy. 

Budynek w latach 50. był budowany w czynie społecznym przez mieszkańców. Dziś przykro patrzeć, jak stoi pusty na środku wsi. Tu przychodziło się po kilka razy na dzień. Przychodziło się na loda, na piwo, co kto chciał. Tu kwitło życie społeczne. Można było posiedzieć na ławeczce pod sklepem, zapalić papierosa, porozmawiać na różne tematy. Przychodziła tutaj też część mieszkańców z Woli Radzięckiej. Ktoś zjechał z drogi, przyszedł na zakupy. Kiedy był budowany most na rzece, przychodzili robotnicy. Sporo mieszkańców z miasta ma tutaj plantację owoców. Przyjeżdża tu do pracy i na zbiory. Wstępowało też do sklepu. Teraz co nam pozostanie?

Mieszkańcy wsi liczą na powrót sklepu!"

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.