Noclegi – Bździuch

Sprawa Budzynia dzieli mieszkańców

W piątek (31 marca) jednym z poruszanych podczas sesji Rady Gminy tematów była sprawa granic administracyjnych Budzynia. Pisaliśmy o tym w artykule "Trochę w Księżpolu, trochę w Łukowej". 

Na sesji obecni byli mieszkańcy wsi Budzyń, którzy mogli wypowiedzieć się w tej sprawie. Jedni argumentowali za połączeniem wioski w całość, inni woleli pozostawić to bez zmian. – My nie chcemy nic zmieniać. Nam się to nie uśmiecha – mówili mieszkańcy posesji, która jest położona w Budzyniu, ale ma numer Chmielka. – Do kościoła chodzimy w Chmielku, dzieci nasze też tam się uczą. Związani jesteśmy z tą gminą i nie chcemy tego zmieniać – dodawali. 

Inni mówili, że ich prośby, np. o naprawę wygonów albo o inwestycje w Budzyniu przez gminę Łukowa nie są załatwiane. – Ta wioska od lat była w całości, tak to chcemy zostawić. Co nam gmina Łukowa dała? Nic! A z Księżpola mamy i wodociąg, i oświetlenie uliczne. W Łukowej niczego nie możemy się doprosić – mówili ci, którzy byli za zmianą granic administracyjnych miejscowości. – Nikt z tamtej strony nie reaguje, kiedy kolejne inwestycje przechodzą nam koło nosa. Były solary, wkrótce będzie budowana kanalizacja. Niech wójt i rada poczyni kroki, żeby nas znowu tyle nie omijało – dopowiadali. 

Jak się okazało, problem tkwi w zawiłych przepisach prawa. Już raz gmina Księżpol składała wniosek o przyłączenie części Budzynia do gminy Księżpol, jednak nie dopełniono pewnych formalności i wniosek przepadł. Należało bowiem przeprowadzić konsultacje społeczne i w gminie Łukowa, i w gminie Księżpol, aby zainteresowani mieszkańcy mogli się wypowiedzieć na ten temat. W Łukowej takie konsultacje się odbyły, lecz frekwencja mieszkańców była bardzo mała. Przyszło tylko 5 osób, które zaopiniowały wniosek negatywnie. Jak mówiły, będzie to wiązać się ze zmianą miejsca zamieszkania w dowodach i z ich wymianą. A to kosztuje. Kolejny argument to utrata płatności ONW, gdyż w Księżpolu te akurat pola pod taką płatność nie podlegają.

W sprawie tej wypowiedział się sekretarz gminy Henryk Kłało i wójt Lech Rębacz. Sekretarz twierdził, że skoro mieszkańcy nie chcą się przyłączyć do Księżpola, tak jak powiedzieli na zebraniu, nikt ich na siłę nie zmusi. Mało tego, zmiany granic Budzynia wiążą się z opracowaniem bardzo kosztowych map obu gmin. Nawet po skompletowaniu dokumentów nie ma pewności, że wniosek przejdzie.

Wójt z kolei wspomniał, że w tej okolicy są także inne ważne potrzeby, np. budowa mostu na Tanwi w Kulaszach. – My, jako administracja gminna, jesteśmy od załatwiania spraw mieszkańców. I to czynimy, na ile jest to możliwe. Jeżeli dalej będzie taka wola mieszkańców, będziemy dalej to prowadzić. Poniesiemy koszty map, ale skutek absolutnie nie jest gwarantowany. Zamiast doposażać plac zabaw dla dzieci czy budować most, będziemy wydatkować pieniądze na tego typu rzeczy – mówił wójt. Wspomniał, że mieszkańcy angażują czas, są interwencje, prośby, a sprawa dotyczy dwóch rodzin, które tam mieszkają. Jedna jest przeciwna, druga jest za. – Ale mamy przykładowo taką bardzo ważną i kosztowną sprawę jak budowa mostu. Sądzę, że dla całego ciągu Rakówki, Budzynia, Zawadki jest to sprawa istotna. W tym temacie nikt nie chodzi i nie zabiega, bo mieszkańcy zajęli się sprawą prestiżową. Tak jak w tamtej kadencji był podział gminy, tak w tej kadencji jest podział ludzi – dodał wójt. – Myślę, że można to załatwić na spokojnie. Dzisiaj wysłuchamy, co państwo mają do powiedzenia za i przeciw. Cieszymy się, że mieszkańcy chcą do nas dołączyć. Wiadomo, że wiąże się to z wymianą dokumentów i utratą ONW, ale co do korzyści nic nie usłyszeliśmy. Dla mnie to tylko kłopotliwa sytuacja w relacjach z sąsiadem – tak sprawę Budzynia podsumował Lech Rębacz. 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.