Garderoba Gentlemana

Policjant z pasją

JK: Opowiedz jak to się zaczęło?

MW: W moim sercu chyba od zawsze tkwiła tęsknota za przyrodą, kawałkiem ziemi gdzieś na wsi, wolnością i końmi. Z tą miłością do koni, przyrody człowiek się rodzi i nosi ją w sercu do końca życia. Myślę, że konie towarzyszyły mi chyba od zawsze jednak przez długi czas na swojej drodze natrafiałem na różne przeszkody, które nie pozwalały mi na realizację moich marzeń czyli założenia swojej choćby najmniejszej stajni.

JK: Nie poddałeś się jednak?

MW: Od czegoś trzeba było zacząć więc najpierw były plany. W końcu w 2009 roku odważyłem się i kupiłem pierwszego konia. Była to 1,5 roczna klacz o imieniu Hajna, która jest ze mną do tej pory. Hajna to klacz rasy małopolskiej maści gniado-srokatej, energiczna i posłuszna. Następna była klacz o imieniu Honda tej samej maści o łagodnym usposobieniu. Honda została dwa razy mamą i obaj jej synowie są również dzisiaj pod moją opieką. Pierwszy z nich to ogier o imieniu Hit 3 latek maści gniado-tarantowatej trochę nerwowy bo wiadomo jeszcze młody, niewybiegany. Od 9 miesięcy jest z nami drugi syn Hondy ogierek o imieniu Hornet, karo-gniady i bardzo spokojny. Początkowo klacze mieszkały sobie kątem w pensjonacie u mojego kolegi a ja szukałem zacisznego miejsca gdzie sam mógłbym zająć się na dobre ich hodowlą.

JK: Rozumiem, że się udało?

MW: Udało się to dopiero w 2014r. wydzierżawiłem spore gospodarstwo w Rogalach gmina Księżpol. Powoli zaczęła powstawać stajnia, o której tak marzyłem przez wiele lat.

JK: Co daje Ci to obcowanie z końmi?

MW: Przede wszystkim relaks, ruch, satysfakcję. Przy koniach zapominam o codziennych problemach.

JK: Czy można się do Ciebie wprosić na przejażdżkę?

MW: (Śmiech) no jasne zapraszam serdecznie. Szczególnie w lecie rodziny z dziećmi przyjeżdżają popatrzeć na koniki, czasem przywiozą trochę jabłek, marchewki czy suchego chleba i nieśmiało pytają czy w zamian mogą pogłaskać lub przejechać się na którymś z koni. Oczywiście, że zgadzam się na to bo uważam, że konie to wspaniałe zwierzęta i obcowanie z nimi daje człowiekowi ogromną przyjemność. Często wspólnie z moimi kolegami z koła organizujemy konne rajdy po okolicznych lasach, w zimie urządzamy kuligi z ogniskiem. Co roku w zimie przy okazji świąt np. na Trzech Króli moje konie strojnie przyodziane biorą udział w uroczystym orszaku.

JK: Czy swoją pasją „zaraziłeś” rodzinę?

MW: Z całą pewnością mogę powiedzieć, że tak. W szczególności moją córkę Gabrysię, która jeździ konno jak profesjonalistka i która tak jak ja nie może żyć już bez tych pięknych i dumnych zwierząt. Ale konno jeździ również moja żona Teresa i synek Fryderyk.

JK: Czego mogę Ci życzyć?

MW: Wytrwałości, czasu i powiększenia hodowli. Zdradzę również, że marzę o tym aby w przyszłości otworzyć ośrodek jeździecki ukierunkowany min. na hipoterapię. Sam po sobie wiem jak dużo dobrego w życie moje i moich bliskich wniosło przebywanie z tymi wspaniałymi zwierzętami i chciałbym dzielić się tym uczuciem z innymi a szczególnie z dziećmi, które potrzebowałyby rehabilitacji.

JK: Z całego serca życzę Ci zatem spełnienia marzeń.

MW: Dzięki, będę się starał realizować swoje plany.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.