- Reklama -

Nie tylko majowe prowokacje

Teraz bez prowokacji trudno „wytrzymać” szczególnie mediom i podstępnym politykom. Oni przeważnie zawsze coś knują przeciwko komuś. Zauważmy, że również miesiąc maj temu sprzyja i zachęca wielu do takich zabiegów, np. polityków, ale i innych, np. młodych do wzniosłych i romantycznych amorów, podobnie jak świata zwierząt i w pewnym sensie świata roślin, którym na wiosnę „zachciewa” się wydać na świat dorodne potomstwo i piękne, i wabiące kwiaty, i bujne odrosty. A w ogóle żyjemy w czasach, kiedy prowokacje w życiu codziennym zdarzają się coraz częściej. I co ważniejsze, metodą prowokacji próbuje się załatwiać każdego, który naraził się komuś lub danej władzy, lub stoi na czyjejś drodze do awansu. Tak było ostatnio z biłgorajskim starostą, którego próbowano oczernić i zdymisjonować. To pamiętamy i chyba, niestety, dalej tak będzie, bo mentalność ludzi u władzy szybko nie zmienia się. To widać, jak często podstawia się specjalnie chybotliwy stołek, który można łatwo wywrócić wraz z siedzącym na nim niewygodnym partnerem, nie mówiąc już o rywalu. A dla mnie taką gigantyczną prowokacją były wydarzenia w Radiostacji Gliwickiej w ostatnich dniach sierpnia 1939 r. Wtedy propaganda gebelsowska potrafiła zdobyć się na obłędne kłamstwo, że to niby Polacy zaatakowali tę radiostację i przez to spowodowali wybuch II wojny światowej. Mnie to poraża do dzisiaj, tym bardziej że przez wiele lat mieszkałem kilkaset metrów od tej radiostacji, patrząc na nią codziennie.

Można też powiedzieć o specyficznej prowokacji przyrody. W maju, widać to, przyroda robi cuda, ona nas szokuje i cieszy na wszystkie sposoby; zieleń imponuje zdrowiem, a nowe pędy strzelają jak z bata. Tak, tak, tak kiedyś furmani umieli strzelać z bata, aby „zachęcić” rumaka do szybszego biegu, albo większego wysiłku. Moim zdaniem taka majowa przyroda wyraźnie prowokuje nas do… zachwytu nad nią, by patrzyć na nią z podziwem i z niej się cieszyć. Warto zauważyć, że ta prowokacja przyrody urzeka niemal każdego, niezależnie od opcji życiowych i światopoglądu. To, co robi przyroda w maju, napawa każdego optymizmem i nadzieją na powodzenie, np. na udane letnie plony wszystkiego, co rośnie. Ta prowokacja nikomu nie szkodzi, wręcz odwrotnie, ona każdego wynagradza, ponieważ ma na celu w pierwszej kolejności przetrwanie gatunku poprzez wydanie nowego plonu czy potomstwa. Z tego można być tylko usatysfakcjonowanym. Inaczej skutkuje prowokacja w życiu ludzi. Tu zawsze są przegrani i co ważne poszkodowanymi są przeważnie poprzedni zwycięzcy lub sprawujący uprzednio władzę. To łatwo zauważymy, jeśli tylko rozejrzymy się po naszych samorządach i skonstatujemy te wzajemne zależności. Ile „kolesi” awansowało na skutek intryg i podstępów, skutkiem czego poprzednik żegnał się z hukiem ze swoim stanowiskiem. A ile jest prowokacji w sporcie. Tam nawet trenerzy uczą zawodników prowokować przeciwników i to nieraz w niezgodzie z przepisami, by przeciwnik nie wytrzymał nerwowo i faulował, narażając się sędziemu. Podobny przykład; jakże często piłkarze swoim zachowaniem prowokują sędziego do wydania błędnej decyzji, symulując brutalny faul i ból z tym związany. I o dziwo – to się czasami udaje, ale bywa i tak, że za taką symulowaną prowokację zawodnik wylatuje z boiska z czerwoną kartką. A ile prowokacji jest w niezgodnych małżeństwach, gdzie obydwie strony udają pokrzywdzonych, nie widząc własnych błędów i własnej winy. To często kończy się rozwodami, w których dopiero sąd rozstrzyga o winie. Z moich obserwacji życiowych wynika, że „poziom” prowokacji wyraźnie zwyżkuje, co oznacza, że prowokacje są coraz skuteczniej przemyślane, jakby łatwiej było każdemu prowokować i perfidnie się do tego przygotować. Myślę, że ten temat różnych prowokacji ma aż za często miejsce w filmach, sztukach scenicznych, w prasie, szczególnie tej bulwarowej, nie mówiąc już o Internecie, gdzie internauci mogą incognito prowokować podstępnie każdego adwersarza wziętego za cel ataku. Teraz w zasadzie można pisać na każdy temat (znanym mi wyjątkiem jest gloryfikacja nazizmu i to tylko hitlerowskiego) i o każdym w sposób dowolny. Sprzyja temu brak rozsądnej „cenzury” i brak skutecznych zapobiegających procedur prawnych, nie mówiąc już o malejącej uczciwości emisyjnych portali i zaniku dobrych obyczajów. Wydaje mi się, że ta wolność, rozumiana jako brak odpowiedzialności, za daleko zaszła, że sami zgotowaliśmy sobie taki los, dopuszczając bezkrytycznie na nasze rynki medialne wzorce zachodnie. Teraz nowy rząd B. Szydło chce się temu przeciwstawić. Ja Jej życzę tego, tylko…

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.