Mobbing w supermarkecie?

 Do Redakcji NOWej trafił list byłej pracownicy biłgorajskiego supermarketu. Twierdzi w nim, że praca tam była udręką. Szykanowanie pracowników było na porządku dziennym. Z tego względu dochodziło do dużej rotacji zatrudnienia.

Jednym z problemów jest masowe zwalnianie pracowników. Ostatnio zwolniono pięciu. Zdaniem kobiety na ich miejsce zatrudniono nowych, jednak już na znacznie gorszych warunkach. – Nikt z nowych nie będzie zatrudniony na umowę o pracę. Może jedna osoba na 3/4 etatu. Taka jest polityka firmy. Zniechęcanie pracowników pełnoetatowych do pracy, żeby sami się zwolnili. W ich miejsce zatrudniana jest mniejsza liczba na cząstkowe etaty. Przy tym nakłada się na nich maksymalną liczbę obowiązków – stwierdza. Wyjaśnia, że pracownik ma być "uniwersalny". Ma być kasjerem, pracownikiem danego działu, informacji, porządkowym. Do tego ma również obsługiwać stoiska obsługowe i ladę. Odpowiedzialny jest również za  przyjęcia towaru, a jednocześnie pełni funkcję kierownika. Do tego dochodzi otwieranie i zamykanie sklepu oraz pełnienie dyżuru w dni wolne. "Dyżur" polega na dyspozycyjności, a więc gdyby coś się działo, należy w każdym momencie przyjść do pracy. – To wszystko ma umieć każdy pracownik. Po prostu wielofunkcyjność. Tyle funkcji, tyle stanowisk, a jedna pensja. Nikogo to nie obchodzi, że jest to niemożliwe do wykonania – komentuje kobieta.

Wiele osób nie wyrabia się z powodu nadmiaru obowiązków. Wówczas taki pracownik jest zastraszany i zwalniany. Niektórzy, chcąc walczyć o pracę, zostają po godzinach. To jednak nie zadowala kierownictwa. – Wówczas okazuje się, że jest to pracownik nieproduktywny i za wolny, ponieważ nie wyrabia się w normalnym czasie pracy. I tak źle, i tak niedobrze – komentuje. Dodaje, że osoby tam zatrudnione nie mogą znieść ciągłej presji i niemiłych komentarzy przełożonych. – Słyszymy, że do niczego się nie nadajemy, że jesteśmy za wolni. Mówią do nas, że nic nie potrafimy, że jesteśmy niczym i zerem. Takimi i podobnymi określeniami motywuje nas do pracy dyrektor – twierdzi.

Niskie obroty to również wina pracowników. – Słyszymy, że mało się uśmiechamy do klientów i dlatego obroty są słabe. Padają również argumenty, że za wolno się ruszamy. Tak jest nam ciągle wmawiane – przytacza. Dodaje, że na cały sklep jest zbyt mało kasjerek. Podobno sklepiki osiedlowe zatrudniają więcej osób.

Kobieta zauważa, że dyrekcja wymaga, aby fotografować np. pusty magazyn. Tym samym sprawdza, czy towar jest wyłożony na sklep. – Oczywiście zdjęcia trzeba robić własnym telefonem, bo firma aparatu nie posiada – dodaje. Do tego padają wulgarne słowa w kierunku pracowników. – Zastraszanie i obrażanie jest normą – komentuje.

Kobieta opisuje sytuację, gdy zewnętrzni pracownicy uczyli ich, w jaki sposób mają pracować. – Uczyli nas, jak mamy towar wykładać, jak nacinać folie na zgrzewkach itp. Stali nad nami ze stoperami i mierzyli nam czas, jak szybko rozkładamy palety z towarem. Mamy określony czas na rozłożenie danej palety. Na kasach mamy kasować minimum 30 produktów na minutę, mimo że zgodnie z systemem jest 26 maksymalnie 27 – pisze kobieta. Jej zdaniem, szeregowi pracownicy są gnębieni, aby dyrektor miał dobre wyniki i mógł dostać premię. Pracownicy nie otrzymują nic, nawet zwykłego ludzkiego "dziękuję". Jedyne co słyszą "dla otuchy" to, że są za wolni i wszystko robią źle. – Ludzie nie dają rady. Jedna czy dwie osoby nie ograną połowy sklepu, wykładając towar i jednocześnie chodząc na kasy – dodaje rozżalona kobieta.

 Skontaktowaliśmy się przedstawicielami sklepu. Informacje o tego typu zachowaniach nigdy do nich nie dochodziły. Żaden z pracowników nie złożył oficjalnej skargi. 

Oto stanowisko władz sklepu na opisaną sytuację:

"Ogromną wagę przywiązujemy do zapewnienia wysokich standardów pracowniczych, przestrzegamy prawa pracy i mamy procedury wspierające dialog z pracownikami. Zależy nam aby nasi pracownicy byli zadowoleni z pracy.

 Nie wpłynęła do nas żadna skarga ani drogą formalną, ani też nie otrzymaliśmy zgłoszenia ustnego do przełożonych drogą służbową. Informację, jaką otrzymaliśmy za Państwa pośrednictwem, traktujemy bardzo poważnie i podejmujemy działania, mające na celu zidentyfikowanie i wyjaśnienie opisanej sprawy. Mamy wewnętrzną politykę dotyczącą zapobiegania mobbingowi, umożliwiającą pracownikom zgłaszanie nieprawidłowości czy skarg. Komisja antymobbingowa wyjaśnia niezależnie każdy zgłoszony do niej przypadek.

Wsłuchujemy się w głosy pracowników i na bieżąco analizujemy rynek, żeby być jak najlepszym pracodawcą i oferować jak najkorzystniejsze warunki pracy. Nasza jakość polityki personalnej znalazła ostatnio odzwierciedlenie w nagrodach przyznawanych przez niezależnych ekspertów. Firma została wyróżniona w tegorocznej edycji prestiżowego Top Employer Polska 2017 i tym samym została uznana za jednego z pracodawców oferujących pracownikom najlepsze warunki pracy na rynku. Sklep został także uhonorowany godłem Best Quality Employer w konkursie organizowanym przez Centralne Biuro Certyfikacji Krajowej."

 Czytelniczka chce pozostać anonimowa. Obawia się, że podanie nazwiska mogłoby jej zaszkodzić. Nazwę sklepu również pozostawiamy tylko do wiadomości Redakcji.

Jeszcze kilka lat temu pracownicy supermarketów w całym kraju alarmowali o łamaniu ich praw. Nieprzestrzeganie ustawowego czasu pracy, niechętne udzielanie urlopów, zmuszanie do przenoszenia nadmiernych ciężarów czy mobbing – to jedne z najczęstszych naruszeń prawa pracy, jakie poruszano. Jak jest dzisiaj? Jak wynika z badań, wiele osób chwali sobie pracę w sieciówce m.in. ze względu na bogaty pakiet socjalny. Do tego dochodzi wynagrodzenie wyższe niż najniższa krajowa i możliwość podwyżki. Praca ta jednak z pewnością do najlżejszych nie należy.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.