Garderoba Gentlemana

Maliny z „chemią” prosto na stół

Nasz Czytelnik zadzwonił z problemem, który zaobserwował w gminie Goraj i Frampol. – Wieczorem pryskają maliny chemią, a następnego dnia owoce trafiają na nasz stół. Jak tak można robić? Przecież to jest trucie ludzi, bo to my, konsumenci, pójdziemy do sklepu i kupimy takie owoce. Zresztą z porzeczką jest tak samo – alarmował mężczyzna. – Trzeba coś z tym zrobić, zawiadomić policję albo sanepid, nie wiem sam – zastanawia się Czytelnik. 

Okazuje się, że instytucje wymienione przez naszego Czytelnika nie są władne w takich sprawach. Więcej na ten temat ma do powiedzenia Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa. Warto przypomnieć, że instytucja ta zajmuje się między innymi nadzorem nad prawidłowym stosowaniem środków ochrony roślin, w tym pobieraniem próbek roślin do badań na obecność pozostałości środków ochrony roślin. – Co roku na terenie województwa lubelskiego wykonywanych jest około 2000 kontroli stosowania środków ochrony roślin, w tym pobieranych jest około 350 próbek owoców i warzyw. Jeżeli wojewódzki inspektor na podstawie wyników badań laboratoryjnych takich próbek stwierdzi pozostałości środków ochrony roślin niedopuszczone do stosowania w danej uprawie, osoba stosująca środki ochrony roślin zostaje ukarana karą grzywny w drodze mandatu, a w przypadku, gdy zostaną stwierdzone pozostałości środków ochrony roślin stwarzające zagrożenie dla zdrowia ludzi, gdy te płody rolne zostały wprowadzone do obrotu, stosuje się procedurę powiadamiania zgodnie z system ostrzegania o niebezpiecznej żywności i paszach RASSF – informował nas zastępca wojewódzkiego inspektora w Lublinie Jacek Durakiewicz.

Inspektor mówił także, że zgodnie z art. 35 ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o środkach ochrony roślin, środki ochrony roślin należy stosować w taki sposób, aby nie stwarzać zagrożenia dla zdrowia ludzi, zwierząt oraz dla środowiska oraz planować stosowanie środków ochrony roślin z uwzględnieniem okresu, w którym ludzie będą przebywać na obszarze objętym zabiegiem. Środki ochrony roślin należy również stosować zgodnie z etykietą środka ochrony roślin, która jest instrukcją stosowania środków ochrony roślin dopuszczonych do obrotu i stosowania zezwoleniem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. – Etykieta zawiera między innymi terminy, w jakich można stosować dany środek, jak również okres karencji, czyli okres od ostatniego zastosowania środka do dnia zbioru roślin i okres prewencji, po jakim ludzie i zwierzęta mogą wejść na daną plantację od czasu zastosowania środka – zaznacza Durakiewicz. 

Osoba stosująca środki ochrony roślin przeznaczone dla profesjonalnych użytkowników winna posiadać aktualne zaświadczenie o ukończeniu szkolenia w zakresie środków ochrony roślin, a sprzęt przeznaczony do stosowania takowych środków powinien posiadać aktualne badanie techniczne. – W przypadku stosowania oprysków na plantacjach malin lub porzeczek przez producentów roślin w godzinach wieczornych i zbierania tych owoców na drugi dzień informuję, że aby stwierdzić, czy producent stosował na danej plantacji środki ochrony roślin, należy przeprowadzić kontrolę stosowania środków ochrony roślin – podkreśla wojewódzki inspektor. 

Pytaliśmy też, co robić, jeśli jesteśmy świadkami takiego postępowania plantatorów. – W przypadku podejrzenia nieprawidłowego stosowania środków ochrony roślin należy na piśmie, telefonicznie bądź drogą elektroniczną zgłosić do Oddziału Wojewódzkiego inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa w Lublinie, na terenie którego jest podejrzenie niewłaściwego stosowania środków ochrony roślin, informację o podejrzeniu wykonywania takiego zabiegu bądź zabiegów przez rolnika. Za nieprawidłowe stosowanie środków ochrony roślin lub stwarzanie zagrożenia dla ludzi, zwierząt bądź środowiska zgodnie z ustawą o środkach ochrony roślin jest przewidziana kara grzywny. Za rażące naruszenie przepisów w zakresie stosowania środków ochrony roślin przez osobę posiadającą szkolenie w zakresie środków ochrony roślin Wojewódzki Inspektor Ochrony Roślin i Nasiennictwa w drodze decyzji może zakazać takiej osobie stosowania środków ochrony roślin do czasu ukończenia szkolenia podstawowego w wymaganym zakresie – ostrzega Jacek Durakiewicz.

Przedstawiona wyżej sytuacja ujawnia pewien problem. Okazuje się, że w Polsce istnieje rozproszony model nadzoru nad bezpieczeństwem żywności. – Jest on wykonywany przez kilka instytucji kontrolnych, a mianowicie: Państwową Inspekcję Sanitarną (PIS). Inspekcję Weterynaryjną (IW), Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) oraz Inspekcję Handlową (IH). Są to główne, chociaż nie jedyne inspekcje zaangażowane w urzędową kontrolę żywności, ponieważ pewien udział mają w niej również Inspekcja Ochrony Środowiska oraz Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa (PIORiN), a także służby sanitarne oraz weterynaryjne resortów: spraw wewnętrznych i obrony narodowej – wylicza inspektor, który zauważa, że w Sejmie trwają prace nad połączeniem kompetencji tych wszystkich instytucji, które działałyby wspólnie. – Najważniejszym celem zakładanej reformy jest stworzenie zintegrowanego nadzoru i efektywnej kontroli w całym łańcuchu produkcyjnym i żywnościowym „od pola do stołu”, który będzie obejmował wszystkie obszary składające się na bezpieczeństwo żywności – mówi Durakiewicz. Jak podkreślają specjaliści, nowa inspekcja byłaby wynikiem wyciągnięcia wniosków z podnoszonych przez producentów zarzutów dotyczących licznych kontroli i konieczności wielokrotnej rejestracji działalności, a także trudności wynikających z obecnego modelu finansowania działających Inspekcji oraz ich podległości i koordynacji merytorycznej.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.