Jarosław Piskorski

Czy Frampol czeka ciąg dalszy?

Takie pytanie można postawić po zaskakującej wizycie Sekretarza Generalnego Rady Europy – Thorbjorna Jaglanda we Frampolu. Moim zdaniem, jest szansa, aby odważnie i z korzyścią tę wizytę spożytkować dla dobra tej gminy. Ja nawet zaryzykuję i będę  nawoływać do tego, bo Frampol ma poważne ku temu powody historyczne. To obecne wydarzenie jest  nie tylko uznaniem i gloryfikacją szlachetnej postawy miejscowej społeczności Frampola za dawne czyny i tolerancję, kiedy to tak duża liczba ludności żydowskiej osiedlała się na tym terenie i przez ostatnie trzy wieki pokojowo koegzystowała, ale i dzisiejsze, kiedy po wielkich zniszczeniach wojennych ta zubożona ludność zadbała z troską, na skalę swych możliwości, o pamięć wszystkich zamordowanych religii mojżeszowej na tej ziemi. To powinno wystarczyć, aby teraz, gdy przyjechali tu przedstawiciele Rady Europy, upomnieć się o swoje, bo to odpowiednia chwila do wystąpienia o konkretną pomoc, nie tylko medialną i reklamową, ale również, a może przede wszystkim o pomoc materialną, by tym samym choćby trochę zabliźnić widoczne jeszcze wojenne rany w centrum miasta.

Frampol zasługuje na pełną rewitalizację swojej tkanki budowlanej i urbanistycznej. Taka pomoc mogłaby wreszcie w wystarczającym stopniu zrekompensować straty materialne, jakie poniósł Frampol w czasie II wojny światowej. Przecież skala tej potrzebnej pomocy w stosunku do możliwości Europy to przysłowiowa kropla w studni wody. Wiem, że takich funduszy sama Rada Europy może nie mieć, ale zakładam, że może ona skutecznie poprzeć wniosek o pomoc skierowany do unijnych władz przez tak wysokiego dostojnika europejskiego, jakim jest sekretarz generalny. To  powinno zaowocować odpowiednią decyzją ze strony unijnych komisarzy. Przecież te wszystkie gremia współpracują ze sobą i stanowią jedną całość. Tego wniosku o pomoc nie powinniśmy się wstydzić, bo nie Polska była agresorem w czasie ostatniej wielkiej wojny. To nas niszczono na wszystkie sposoby, a mały Frampol stał się poligonem doświadczalnym dla wielkiej machiny hitlerowskiej. To na Frampol spadały bomy na bezbronną ludność, to tu niszczono zabytkowy układ urbanistyczny ze skromną, ale uporządkowaną zabudową miejską. To tu po Rynku pozostała do dzisiaj pustka, która aż prosi się, żeby ją zagospodarować na wzór przedwojenny, ale już na sposób obecnych czasów unowocześniając ją. Zrealizowanie takiego zadania byłoby świadectwem humanitarnego potraktowania wyrządzonych krzywd temu najmniejszemu(?) miasteczku na Lubelszczyźnie. To byłby również ukłon w stronę ofiar – Żydów tu mieszkających w zgodzie z Polakami przed  ich wywiezieniem do kaźni. Czy to jest realne?

Moim zdaniem, nigdy na to nie jest za późno. O utracone skarby dziedzictwa narodowego należy zabiegać przy każdej okazji. Żyjmy w zgodzie, ale pamiętajmy o przeszłości. I nie powinno tu chodzić o dążenie do odwetu ani rewanżu – tu powinno wszystkim zależeć, aby po pierwsze, zadośćuczynić ofiarom, a po drugie, dać godny przykład potomnym. To miałaby być okazja do zademonstrowania nowoczesnej postawy i międzynarodowej solidarności z pokrzywdzonymi, a takimi byli i jeszcze w pewnym stopniu są mieszkańcy Frampola, którzy na co dzień dają swą postawą godny przykład, dbając o cmentarz pochowanych tu kiedyś Żydów, swoich sąsiadów.

Podobnie jest też z Biłgorajem. Miasto to – jak Frampol – zniszczono w czasie pierwszych dni wojny w barbarzyński sposób, wymordowano prawie całą ludność żydowską, zniszczono bezpowrotnie – jak dotąd – Rynek i też sprawcy nie naprawili tej krzywdy do tej pory. Być może tu także brakuje odważnych działań i wystąpień miejscowych władz o rekompensatę materialną, nie mówiąc już o empatii. Ja nawet kilka lat temu zagadnąłem kol. Henia Wujca, będącego w tym czasie doradcą prezydenta B. Komorowskiego, czy można w tej sprawie zawalczyć. Odpowiedzi nie było, ale był charakterystyczny ruch ramion oznaczający brak wiedzy i bezradność. Ale czasy się zmieniły. Mamy inną władzę, bojowo nastawioną nie do walki, ale do odważnego ubiegania się o naprawę wyrządzonych krzywd narodowi polskiemu i to od początku ostatniej wojny. To napawa nadzieją, że być może i Frampol, i Biłgoraj na tym zyska. To powinno zachęcać obecne nasze władze samorządowe, by tamtych krzywd nie zapominać i, mało tego, by podejmować starania o należną pomoc ze strony Unii Europejskiej w rewitalizacji – Frampola i Biłgoraja. Niech potężna Unia udowodni na tych przykładach swój solidaryzm w dobrym znaczeniu tego słowa. 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.