W odróżnieniu od szeptuch z północno-wschodniej Polski, zielarki biłgorajskie nie opierały swojej działalności na rozbudowanych zaklęciach. Ich praktyka była bardziej pragmatyczna, zakorzeniona w obserwacji przyrody, doświadczeniu i religijności ludowej. Modlitwa towarzyszyła leczeniu, lecz główną rolę odgrywały zioła, maści i napary.
Las jako apteka
Bliskość Puszczy Solskiej dawała zielarkom dostęp do bogactwa roślin leczniczych. Zbieranie ziół było czynnością obwarowaną zasadami: liczył się czas, pogoda, a nawet pora dnia. Szczególne znaczenie miały:
noc świętojańska, gdy zioła miały największą moc,
poranki po rosie,
dni świąteczne związane z kalendarzem kościelnym.
Do najczęściej używanych roślin należały:
dziurawiec – na smutek, "nerwy" i rany,
piołun i bylica – przeciw "złemu" i chorobom żołądka,
rumianek i lipa – na gorączkę i przeziębienia,
mięta – na bóle brzucha,
tatarak – do okadzania i leczenia chorób skórnych,
jałowiec i żywica sosnowa – do dezynfekcji i okładów.
Zioła suszono na strychach, w stodołach lub pod powałą chaty. Każda zielarka miała własny zestaw roślin i własne proporcje – często pilnie strzeżone.
Leczenie ciała i codziennych dolegliwości
Zielarki z Biłgoraja zajmowały się leczeniem tego, co było najbliższe życiu codziennemu:
gorączek i infekcji,
bólu zębów,
chorób kobiecych,
problemów dziecięcych (kolki, płaczliwość, "przestrach"),
ran, oparzeń i ukąszeń,
chorób skóry, w tym tzw. "róży".
Stosowano napary, okłady, nacierania, a także kąpiele ziołowe. W wielu przypadkach była to jedyna dostępna pomoc medyczna, szczególnie w XIX i na początku XX wieku.
Wiara, symbolika i ochrona
Choć zielarki nie były czarownicami, ich działalność miała także wymiar symboliczny. Niektóre zioła chroniły dom i rodzinę:
piołun wieszany nad drzwiami,
wianki z bylicy i ruty,
kadzidła z jałowca.
Zielarka mogła pomóc w przypadku "złego spojrzenia", lęku czy długotrwałego osłabienia. Często towarzyszyła temu modlitwa, znak krzyża lub odwołanie do świętych – element typowy dla religijności ludowej Lubelszczyzny.
Społeczna rola zielarki
Zielarka była osobą szanowaną, choć czasem budzącą dystans. Mieszkańcy wsi zwracali się do niej w sytuacjach, gdy zawodziła zwykła pomoc. Nie była jednak postacią publiczną ani widowiskową – działała cicho, dyskretnie, często bez zapłaty lub za symboliczny dar.
Etnografowie opisują zielarki jako strażniczki lokalnej wiedzy, łączące doświadczenie, obserwację natury i wiarę. Ich praktyki nie były postrzegane jako magia, lecz jako część codziennego porządku świata.
Dziedzictwo, które zanika
Wraz z rozwojem medycyny i zmianami społecznymi tradycja zielarska zaczęła zanikać. Część wiedzy przetrwała w domowych recepturach, część w zapiskach etnograficznych. Dziś coraz częściej wraca się do tych praktyk jako elementu dziedzictwa kulturowego regionu.
Zielarki z dawnego Biłgoraja nie były legendą ani mitem. Były odpowiedzią na potrzeby ludzi żyjących blisko lasu i natury – kobietami, które znały rytm przyrody i potrafiły z niego korzystać.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.