Sensacyjne odkrycie na temat założyciela Frampola!

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Sensacyjne odkrycie na temat założyciela Frampola! - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Informacje biłgorajskieOdkrycia naukowe rzadko wyglądają tak, jak w filmach. Częściej przypominają żmudne śledztwo, w którym dedukcja miesza się z przypadkiem, a archiwalna rutyna nagle prowadzi do momentu prawdziwej ekscytacji. Tak właśnie było w przypadku badań nad początkami Frampola — niewielkiego miasteczka na południowo-zachodniej Lubelszczyźnie.
reklama

Odkrycia naukowe rzadko wyglądają tak, jak w filmach. Częściej przypominają żmudne śledztwo, w którym dedukcja miesza się z przypadkiem, a archiwalna rutyna nagle prowadzi do momentu prawdziwej ekscytacji. Tak właśnie było w przypadku badań nad początkami Frampola — niewielkiego miasteczka na południowo-zachodniej Lubelszczyźnie.

Jak mówi dr Wojciech Król, wspólnie z dr Agnieszką Kidzińską-Król oraz regionalistą Andrzejem Burlewiczem pracują nad pierwszą pełnowymiarową monografią naukową Frampola. Naszym celem jest oddzielenie faktów od wielokrotnie powielanych przez lata przekłamań. A tych, jak się okazało, nie brakowało.

Mit roku 1705 i tajemniczy „Franciszek Butler”

Jeszcze do niedawna w oficjalnych dokumentach oraz lokalnej pamięci historycznej powtarzano informację, że Frampol został założony w 1705 roku przez Franciszka Butlera. Problem polega na tym, że — jak wszystko na to wskazuje — taka postać najpewniej nigdy nie istniała.

reklama

Źródłem tej pomyłki był prawdopodobnie monumentalny Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, wydawany w latach 1880–1902. To właśnie tam utrwalono błędną informację, która następnie była bezrefleksyjnie kopiowana przez kolejne pokolenia autorów. Tymczasem rzeczywista historia jest znacznie ciekawsza.

Butlerowie z Hesji, nie ze Szkocji

Dobra radzięckie, na których terenie powstał Frampol, należały do rodziny Butlerów wywodzących się z Hesji (a nie — jak głosi lokalna legenda — ze Szkocji). Pod koniec XVII wieku wszedł w ich posiadanie Jan Butler, a po jego śmierci w 1710 roku — jego bratanek, Marek Antoni Butler.

To właśnie Marek Antoni odegrał kluczową rolę w powstaniu miasta.

Radzięcin był wówczas jednym z ostatnich silnych ośrodków kalwinizmu w Rzeczypospolitej. W 1715 roku Trybunał Koronny w Lublinie nakazał likwidację miejscowego zboru. Butler, gorliwy katolik, postanowił wykonać wyrok, ale uczynił to w sposób pragmatyczny.

reklama

Zamiast wymuszać konwersje, zdecydował się założyć nowe miasto na terenie swoich dóbr. Część mieszkańców Radzięcina miała się tam przenieść, a napływowa ludność katolicka stopniowo zmienić strukturę wyznaniową regionu. Nowe miasto miało być również ośrodkiem handlowym, położonym na skrzyżowaniu ważnych szlaków komunikacyjnych.

Nazwę nadano mu na cześć żony fundatora — Franciszki ze Szczuków. Tak narodził się Frampol.

Trop z internetu

Przez długi czas brakowało jednak jednoznacznego, materialnego dowodu potwierdzającego dokładną datę powstania miasta. Przełom nastąpił dopiero latem 2024 roku — w dość nieoczekiwanych okolicznościach.

Dr Agnieszka Kidzińska-Król, pracując nad genealogią rodu Butlerów, natrafiła na prywatną stronę internetową prowadzoną przez jednego z potomków rodziny. Wśród dokumentów znajdował się plik opisany zagadkowo: „Marek Antoni Butler na Miedznym Krześle”.

reklama

Brzmiało to niemal jak scena z powieści fantasy — ale chodziło po prostu o Miedzną i Krześlinę, miejscowości należące do kompleksu dóbr Butlerów.

Po otwarciu pliku naszym oczom ukazał się skan ogłoszenia z 6 stycznia 1718 roku. Dokument wystawił „Marek Antoni na Miedzne y Krzeslinie y Klimczycach, graff Butler, starosta prenski”. Informował w nim o powstaniu miasta o nazwie „Franopole” oraz zapraszał osadników, oferując im określone przywileje.

Był to najstarszy znany dokument, w którym pojawia się nazwa Frampola — w swojej pierwotnej formie.

Problem z wiarygodnością

Odnaleziony skan nie posiadał jednak żadnego opisu archiwalnego. Nie było sygnatury, zespołu, miejsca przechowywania. Z punktu widzenia warsztatu historyka dokument bez jasnej proweniencji nie może stanowić pełnoprawnego źródła.

reklama

Jedyną wskazówką była ołówkowa paginacja w lewym górnym rogu.

Skontaktowaliśmy się z administratorem strony. Niestety — nie potrafił wskazać pochodzenia dokumentu. Wiedzieliśmy jedynie, że może pochodzić z zasobu Archiwum Główne Akt Dawnych. Reszta była już detektywistyczną pracą.

„Silva rerum” i archiwalna ruletka

W zasobie AGAD naszą uwagę przykuł zbiór o intrygującej nazwie „Silva rerum, pochodzące być może z archiwum Butlerów”, znajdujący się w zespole „Akta osób i rodzin”. Datacja obejmowała m.in. rok 1718 — dokładnie ten, który nas interesował.

Zamówiliśmy pierwsze kilkanaście stron w formie skanów, kierując się numeracją widoczną na internetowej reprodukcji. Można to nazwać archiwalną ruletką.

Ku naszemu zaskoczeniu odpowiedź nadeszła bardzo szybko. Po kilku dniach otrzymaliśmy plik.

I tam był. Oryginał dokumentu z 6 stycznia 1718 roku, przechowywany w zasobie AGAD.

Bez aktu lokacji — ale z dowodem

Nie jest to klasyczny akt lokacyjny. Wszystko wskazuje na to, że — jak w przypadku wielu miast zakładanych w tym okresie — formalny dokument lokacyjny mógł nigdy nie zostać wystawiony.

Mamy jednak coś równie cennego: najstarszy znany dokument, w którym pada nazwa Frampola. Co więcej — udało się ustalić jego rzeczywistą lokalizację archiwalną i przeprowadzić pełną krytykę źródła.

Paradoksalnie reprodukcja dokumentu krążyła w internecie przez lata, nie zwracając niczyjej uwagi. Dopiero uważne spojrzenie i potrzeba weryfikacji doprowadziły do rozwiązania zagadki.

Czasem odkrycia rzeczywiście dokonuje się „od tyłu”: najpierw trafia się na ślad w sieci, a dopiero później odnajduje jego archiwalne zakorzenienie.

I właśnie w ten sposób Frampol zyskał swój najstarszy, potwierdzony dokument z nazwą miasta.

Jak wspomina dr Król, Bardzo chciałbym, by tę frywolnym nieco tonem opowiedzianą historię przeczytało, w miarę możliwości, jak najwięcej moich P.T. Znajomych, a w szczególności tych zainteresowanych historią regionalną i uprawianym na tę okoliczność warsztatem. Bo też jak w soczewce skupia się w niej specyfika pracy współczesnego historyka, operującego pomiędzy nobliwymi, pokrytymi patyną dziejów archiwaliami, a współczesnymi środkami przetwarzania informacji.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo