Przy kapliczce w Woli Dużej modlili się za pomordowanych partyzantów. Wspomnie bohaterów spod Osuch (foto)

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Informacje biłgorajskieMieszkańcy Woli Dużej i Małej  spotkali się przy kapliczce w Woli Dużej, by wspólnie modlić się za poległych. To miejsce od lat pozostaje symbolem lokalnej pamięci o wojennych losach mieszkańców regionu i żołnierzy podziemia niepodległościowego. - Z Woli poszło do lasu ze 30 młodych mężczyzn i nie było  w wiosce wiadomości co się z nimi stało - wspomina dziś 91- letni Tadeusz Wąsik, inicjator uroczystości
reklama

 

.

Modlitwa i pamięć przy kapliczce

 

Msza odprawiona 21 czerwca przy kapliczce w Woli Dużej nie była przypadkową datą. To właśnie w tych dniach, 82 lata temu, rozpoczęła się niemiecka operacja „Sturmwind II”, wymierzona w zgrupowania partyzanckie działające w Puszczy Solskiej.

Bitwa pod Osuchami uznawana jest za największą bitwę partyzancką II wojny światowej na ziemiach polskich i jedno z najbardziej tragicznych wydarzeń okupacyjnej historii regionu. Niemcy otoczyli kompleks Puszczy Solskiej, gdzie znajdowały się oddziały Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich oraz innych formacji partyzanckich. W kolejnych dniach pierścień okrążenia był systematycznie zacieśniany.

Kulminacja walk nastąpiła w nocy z 24 na 25 czerwca podczas próby przebicia się z okrążenia w rejonie Osuch. Bitwa zakończyła się klęską partyzantów. Według różnych szacunków życie straciły setki żołnierzy, a wielu pojmanych zostało zamordowanych po zakończeniu walk.

reklama

 

Pamięć, która trwa

 

O pamięć o pomordowanych partyzantów od lat zabiega mieszkaniec Woli Dużej, pan Tadeusz Wąsik. To on jest inicjatorem dorocznej Mszy Świętej, z jego inicjatywy postawiono kapliczkę. Pan Wąsik ma dziś 90 lat, Nowej Gazecie Biłgorajskiej opowiedział, jak pamięta czasy bitwy pod Osuchami: 

 

Tragiczny los wolańskiego oddziału

 

"Z Woli poszło do lasu ze 30 młodych mężczyzn i nie było  w wiosce wiadomości co się z nimi stało (....)  Po skończonej walce ludzie miejscowi chodzili do lasu w okolicach Osuch i odnajdywali zwłoki swoich bliskich. Po odnalezieniu ich przywozili furmankami, żeby pochować na cmentarzu w Biłgoraju. Dużo informacji przekazywali ci, których Niemcy zabrali do podważenia rannych.

reklama

 Już po wyzwoleniu, bardzo dużo przysłuchałem się relacjom tych, którzy ten dramat przeżyli. Były to  bardzo różnorodne opowiadania. Mówiono na przykład, że dowództwo jakby straciło siłę i chęci walki, że zawiodło na tych założeniach walki w jakich się znalazło. Demotywowały ich też siły jakie skierował okupant przeciwko siłom walczących ludzi AK.

 Jeżeli chodzi o członków organizacji wsi Wola, to zginęło ich około połowa stanu osobowego. Przyczyny były różne. Zgodnie z prawem wojennym do walki bezpośredniej dowódców się wymienia. Spekulowano, że  z tego prawa skorzystał wolański dowódca oddziału, bo nie znalazł się wraz z innymi w walce pod Osuchami. I on ocalał...

Oddział wolański, chciał się uratować i samodzielnie oddalił się szukając nocą przejścia przez linię Niemców. Szli grupą i byli mocno zmęczeni. Młody osiemnastoletni chłopiec, idąc zasnął. Gdy się ocknął, pozostali odeszli. Zaczął ich szukać, co usłyszeli okupanci niemieccy.  Puścili serię karabinów maszynowych, które ścięły pozostałych członków grupy. On natomiast ocalał i zdołał się ukryć w okolicach Gajówki Fryszarka. Po kilku dniach tułaczki po bagnach powrócił do domu. Część z nich ukryła się w ostępach leśnych pod Sigłami, nawet zanurzając się w wodzie gdzie rosły szuwary. Nakładali sobie na głowę kępy mchu, do ust brali trzciny, które pozwalały im oddychać, bo byli ukryci w tym mchu poniżej lustra wody...

reklama

Mówiono, że ta ofiara była konieczna

Po wyzwoleniu mówiono, że ofiara tylu ludzi była konieczna, bo gdyby Niemcy nie znaleźli swoich gnębicieli, którzy zakłócali ich "okupacyjny spokój" sabotując wszystko dookoła, swój gniew skierowaliby w stronę wiosek i skupisk ludności, gdzie były nasze rodziny i najbardziej  ucierpiały by dzieci. Opisałem tutaj tylko niektóre zasłyszane od uczestników wersję, a słyszałem ich mnóstwo. Które były najprawdziwsze, o dziś już bardzo trudno ocenić..." 

 

 

AKOWCY AKCJI BURZA z WOLI z oddziału KORDA, którzy polegli pod OSUCHAMI

1. Wolanin Jan ps. "Siłacz" lat 25
2. Wolanin Andrzej ps."Kozioł" lat 23
3. Brodziak Stanisław ps."Skryty" lat 37
4. Brodziak Andrzej lat 42
5. Sobczak Zdzisław ps. „Pióro" lat 21
6. Mazur Leon ps. "Borowik" lat 21
7. Szymanik Józef ps "Leszczyna" lat 21
8. Konopka Stanisław ps "Grusza" lat 36
9. Karp Jan ps. "Ponury" lat 36
10. Lipiec Mieczysław ps "Fala" lat 20
11. Siembida Antoni ps "Żuraw" lat 21
12. Głuszczak Sergiusz ps. "Spokojny" lat 23
13. Kwik Kazimierz ps. "Trąba" lat 33
14. Kwik Roman ps. "Klon" lat 20
15. Jaskóła Józef ps. "Kret" lat 20
16. Konopka Józef ps. „Igła" lat 37
17. Kurant Piotr ps. "Kamień" lat 22
18. Iwańczyk Jan ps. "Korzeń" lat 31
19. Wodyk Stanisław ps. "Gołąb" lat 21
20. Rębacz Jan ps. "Rąbek" lat 26
21. Kwik Józef lat 22

reklama

W Woli  pamięć o poległych pozostaje żywa do dziś. Coroczne msze, spotkania i uroczystości przy miejscach pamięci są nie tylko formą oddania hołdu poległym, ale także przypomnieniem o cenie, jaką mieszkańcy tych terenów zapłacili za walkę o wolność. Tegoroczna msza przy kapliczce w Woli Dużej była kolejnym takim gestem pamięci — spokojnym, lokalnym i jednocześnie mocno osadzonym w jednej z najtragiczniejszych kart historii Ziemi Biłgorajskiej.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo