- Reklama -

- Reklama -

Co nam zostało z prawa magdeburskiego?

43 lata temu obiegł Biłgoraj żartobliwy wierszyk na temat jego przywileju (łac. privilegium) lokacyjnego, opartego na podstawie tzw. prawa magdeburskiego (ius municipale magdeburgense), będącego najnowocześniejszym wzorem organizacji wielu średniowiecznych miast. Nadał go naszemu protestanckiemu ośrodkowi król Stefan Batory (w 1578 roku), zgodnie z obowiązującymi wówczas w Polsce konstytucjami, czyli prawem (lex). Strofy tego pięknego utworu literackiego dla biłgorajan, pochodzącego z ok. 1978 roku, przekazała zaś z pamięci poetce Ewie Bordzań tutejsza mieszkanka – p. Alina Brzezińska.

Chociaż wspomniane prawo niemieckie dotyczące polskich miast nie obowiązuje w Rzeczypospolitej już od czasów ustanowienia Konstytucji 3 Maja, to jednak nadal jest ono godne uwagi z wielu powodów. A najbardziej powinni wiedzieć o nim urzędnicy miejscy, zabiegający w cyklicznie wyznaczonym czasie o to zaszczytne stanowisko i znać owe zagadnienia “od podszewki”, bo tak naprawdę zasady tych dawnych norm funkcjonują aż do dnia dzisiejszego, aczkolwiek w lekko odmienionej formie.

Wszystkim przeciwnikom wymieniania tytułowego przymiotnika, niemającego zresztą nic wspólnego z propagowaniem antypolskich wartości, odpowiadam natomiast od razu, iż nie chodzi tu o żadną cześć dla nacji niemieckiej, lecz o wspaniałe idee tworzenia nowoczesnych ośrodków miejskich, powstałych w oparciu o powyższe rozporządzenia, a co za tym idzie o ulgi i znaczące przywileje dla ludzi w nich się osiedlających.

Nie da się w końcu zaprzeczyć temu, że nasze miasto również zostało lokowane na podstawie tych samych przepisów. Lecz większość jego mieszkańców jedynie tyle wie na ten temat. Tego, co one nam dały i na czym faktycznie polegały, nie wymieni już pewnie żaden z nich, zwłaszcza bez bliższego poznania niniejszych uniwersalnych zasad.

Ale zanim do nich przejdziemy, przeczytajmy najpierw ciekawy wiersz o tym bezprecedensowym w historii Biłgoraja wydarzeniu. “Przed czterystu laty w biłgorajskie bory

przyjeżdżał na łowy król Stefan Batory. W dzień polował mężnie na sarny i łanie, nocą zaś beztrosko na miejscowe panie. Tedy jedna bystra biłgorajska diana zastawiła sidła na władcę Stefana. Stąd w wyniku tegoż tak stanęła sprawa albo alimenty, albo miejskie prawa. I od owych czasów, jak stwierdzają dzieje, otrzymał Biłgoraj swoje przywileje”.

 

Adam Gorajski, założyciel Biłgoraja

Oczywiście było to znacznie trudniejsze, choć zgodnie z prawdą właśnie od króla polskiego zależała wówczas ta lokacja, jak też nadanie praw miejskich każdemu takiemu ośrodkowi, począwszy od… Kazimierza Wielkiego. Szacuje się, że ponad sto z nich zawdzięcza swe powstanie właśnie temu ostatniemu władcy.

Ponadto historycy zwracają uwagę na to, iż za jego czasów nie istniał jeszcze żaden program tworzenia miast w naszym kraju, jednak ów król po prostu zgadzał się na kolejną taką inicjatywę, licząc na rychłe korzyści fiskalne. Ale za to jego ideałem urbanizacyjnym, do którego zaczął szybko dążyć, był gród murowany.

(Biłgoraj niestety nie mógł temu sprostać, chociażby ze względu na trudność zdobycia oraz cenę kamienia, a także na okoliczność łatwego dostępu do różnego rodzaju drewna, którego było tu pod dostatkiem). Mimo tego każde wymarzone miasto, zamknięte w murach, które zapewniałoby jego mieszkańcom bezpieczeństwo, w tym zaplanowany ład wewnętrzny oraz wymiar sprawiedliwości, tj. nienaruszalność ich praw, jak również godziwy zarobek, umożliwiający utrzymanie odpowiedniego standardu życiowego, okazał się z czasem wzorem idealnym.

To zaś zapewniało wówczas tylko tzw. prawo magdeburskie (niemieckie). W zakładanych na jego zasadach miastach osiedlali się bowiem masowo nie tylko przybysze z różnych wsi, lecz również kupcy i rzemieślnicy, którzy ściągali do naszego rozwijającego się kraju nawet z zagranicy. Warto zatem poznać w skrócie jego najważniejsze elementy.

Przede wszystkim należy wiedzieć o tym, iż niemieckie teksty prawnicze na temat funkcjonowania miast, dostosowane szybko do potrzeb Polski przetłumaczył jako pierwszy na łacinę wybitny prawnik krakowski Mikołaj Jaskier. Ponieważ jego trzytomowe dzieło, spisane w tym obcym języku, ma bardzo długie tytuły, podam jedynie ich rodzime nazwy w skróconej formie: “Zwierciadło saskie”, “Weichbild” i “Wyjątki prawa saksońskiego, które Zwierciadłem saskim lub Prawem Magdeburskim… nazywa się”.

Przez cały okres przedrozbiorowy w Rzeczypospolitej owo prawo miejskie nie zostało w zasadzie do końca skodyfikowane. Dlatego też wyjątkowe miejsce zajmowało tu sześć prac Bartłomieja Groickiego (vel Grodzickiego), mieszczanina krokowskiego, podwójciego i prawnika oraz pisarza w Sądzie Wyższym Prawa Niemieckiego w Krakowie.

Zniszczony Rynek i jeden ciąg sukiennic

Jego najsławniejszym dziełem stały się “Artykuły prawa majdeburskiego, które zowią Speculum Saxonum” z 1558 roku. W dziełach tego autora znalazły odzwierciedlenie jego poglądy na konieczność reformy polskiego prawa miejskiego. W swych opracowaniach czerpał szeroko, z opartego na prawie rzymskim, słynnym kodeksie karnym Karola V “Constitutio Criminalis Carolina”. Uważał jednak, że te niezwykle surowe unormowania nie przystają do naszych warunków i postulował ich złagodzenie oraz ograniczenie stosowania kar śmierci czy tortur (“Postępek sądów około karania na gardle“).

- Reklama -

Prace Groickiego, charakteryzujące się recepcją rzymskich rozwiązań prawnych i wpisaniu ich w polskie realia prawne, jasno sformułowane a przede wszystkim przejrzyste, ponadto pisane już po polsku, wobec braku kodyfikacji były wielokrotnie wydawane. Posługiwano się nimi powszechnie aż do końca XVIII stulecia.

Wracając jednak do tematu “magdeburgiów”, stanowiły one schemat niedościgniony, gdyż nie tylko udzielały wskazówek, co do koniecznego układu przestrzennego miast i wzniesienia w nich odpowiednich budynków, lecz także odnośnie powołania właściwych władz lokalnych, a nawet dotyczących życia codziennego przyszłych mieszkańców.

W dodatku elementy tego prawa uwalniały ich na zawsze od zależności feudalnej, czyniąc ich wszystkich ludźmi wolnymi i nadawały im wraz ze statusem obywateli, czyli ze stanem mieszczańskim, czynne oraz bierne prawo wyborcze, pozwolenie na uprawianie rzemiosła oraz zrzeszanie się w cechach, a także na prowadzenie handlu, swobodę wyznawania religii (w siedemnastowiecznej Rzeczypospolitej jednak tylko katolickiej) wraz ze zgodą na… produkcję alkoholu, aczkolwiek jedynie na własny użytek.

Do dzisiaj nawet używamy terminów rynek (niem. Ring, z czasem Marktplatz – łac. forum); burżuj, kiedyś obywatel, obecnie znaczenie pejoratywne (Bürger – civis); burmistrz, czyli mistrz mieszczan (Bürgermeister – magister civium, stąd magistrat); radny, dawniej rajca (Berater – consul); ratusz, (Rathaus – praetorium), czy targ (Markt i jarmark Jahrmarkt – mercatus); wójt (Voigt – advocatus) oraz ławnik (Beisitzender  scabinus).

A funkcjonują przecież jeszcze inne słowa w naszym języku, mające nadal związek z powyższym postępowym (nie do końca) prawem, jak pręgierz (niem. Pranger), cech (Zunft) lub wilkierz (Willkür – consilium).

Generalnie na podstawie wspomnianych norm rynek każdego miasta miał mieć cztery pierzeje oraz ratusz i sukiennice z pręgierzem na środku, ponadto mury miejskie i świątynie usytuowane wzdłuż ulic wylotowych z centrum, a także władze lokalne z wójtem, ławnikami oraz czterema rajcami z pisarzem miejskim (łac. notarius juratus) włącznie, przy czym to z grona rajców ogół mieszkańców (communitas)wybierał właśnie burmistrza – każdy z nich mógł być nim bowiem tylko cztery miesiące w roku pełnienia obowiązków.

Wszyscy powyżej wymienieni składali wówczas przysięgę na wierne pełnienie swych obowiązków. Zgodnie z brzmieniem prawa magdeburskiego musieli mieć “skończone 25 lat, być dobrej sławy, tzn. pochodzić z prawego łoża (tj. legalnego małżeństwa – Coniugum Legitimum, skrót: CL), mieszkać zawsze w domu, być nie pijący, Boga się bojący, a zatem pobożni, sprawiedliwość i prawdę miłujący, tajemnicy i słowa dochowujący oraz kłamstwo w nienawiści mający”. (Trudno by było chyba dzisiaj niejednemu tenże urząd zdobyć, bo w myśl dawnych przepisów musieliby być święci).

Mieszczanom te prawa dawały zaś, oprócz stosowania się do surowych kar za wykroczenia, takie przywileje, jak wolność osobistą, możliwość uprawiania swobodnego handlu, a także uprawiania rzemiosła, wyznawania wiary, potem niestety już tylko katolickiej, a co do samych miast otrzymywały one pozwolenie do organizowania targów i corocznych jarmarków, włącznie z prawem składu, czyli obowiązkiem kupców przemierzających przez okolice Biłgoraja do wstąpienia do niego oraz sprzedaży ich produktów pod groźbą konfiskaty.

Wpływ tego prawa na historię nie tylko naszego ośrodka jest zauważalny jeszcze w czasach współczesnych. Bez jego niektórych elementów nie wyobrażamy sobie bowiem możliwości dalszego funkcjonowania wielu miast, zwłaszcza pracy burmistrza i jego rady, tj. rady miejskiej, gdyż w pewnym sensie okazały się ponadczasowe.

Jeśli chodzi o hale targowe w Biłgoraju (tj. sukiennice), pierwotnie były zbudowane z drewna. Dopiero w II poł. XIX w. pojawiły się murowane sklepy. To w nich umieszczono potem tzw. ławy handlowe. Posiadanie takiej ławy i wynajmowanie miejsca pod nią było wcześniej niejednokrotnie warunkiem przyjęcia do cechu rzemieślniczego. Tyle, że te późniejsze należały już do tutejszych Żydów.

Za to ratusz z salą obrad na piętrze był od początku znakiem samorządności miasta, zaś posiadanie przez nie odpowiedniego rynku oznaczało zawsze powstanie danego ośrodka na prawie niemieckim, aczkolwiek za zgodą i poparciem króla polskiego. Ostatni budynek tego urzędu przed II wojną też należał niestety do Żyda – Szmuela Elji Szwerdszrfa, który go wydzierżawił naszym władzom.

Kończąc, chciałbym zaznaczyć, iż każda, nawet drobna, zmiana w układzie przestrzennym centrum naszego ośrodka miejskiego (bo starej zabudowy już prawie nie ma) wiąże się zawsze z zagrożeniem przypadkowego odcięcia się od historycznych korzeni, a zarazem ze spłyceniem jego historii. Jest to o tyle niebezpieczne, że oprócz tej historycznej przestrzeni i pozostałych do dzisiaj urzędów miejskich, wraz z obecnym budynkiem cechu rzemieślniczego, nic więcej nam tym po sławnym prawie magdeburskim już nie zostało.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszego artykułu w jakiejkolwiek postaci, w tym również poprzez modyfikowanie jego treści, jest bez wiedzy i zgody autora zabronione.

Piotr Flor Prezes Biłgorajskiego Towarzystwa Regionalnego

Widokowka Biłgoraja z 1919 z sukiennicami