Moto Tech

- Reklama -

Stanisław Pojasek – ikona biłgorajskiej Służby Zdrowia

Mówi się o nim żartobliwie, że powierzył swój los przypadkowi. I słusznie, bo to on zadecydował, że zostanie lekarzem. Niewiele jednak brakowało, by stał się historykiem, ponieważ napisał dwa podania na studia, które zakleił w oddzielnych kopertach. Na szczęście dla nas tylko jedną z nich wysłał na adres Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie.

Jak wiemy, padło wtedy na medycynę, a ściślej mówiąc na chirurgię i położnictwo, jakby na potwierdzenie tego, że bezgraniczna służba bliźnim ma być jego życiowym powołaniem. Kiedy w listopadzie 1934 roku przybył do Biłgoraja, lekarzem powiatowym, a zarazem kierownikiem Ośrodka Zdrowia PCK był młodziutki dr Józef Kulesza, który z pomocą personelu tejże placówki oraz Kasy Chorych i Szpitala Powiatowego, stawiał lokalną Służbę Zdrowia na nogi.

Ale dopiero jemu zawdzięczamy to wszystko, począwszy od zmiany oświetlenia naftowego na elektryczne w objętym zakładzie opieki zdrowotnej (i to zaledwie po 5 latach od uruchomienia elektrowni, zbudowanej wg projektu inż. Szafnickiego ze Lwowa), przez ciągłe modernizowanie go, po organizację Liceum Medycznego Pielęgniarstwa, istniejącego do dzisiaj w tym mieście.

W dodatku dał się poznać w międzyczasie jeszcze jako wielki patriota, któremu losy ojczyzny nie były obojętne, a przy tym również jako wybitny specjalista – chirurg ginekolog, co wielu początkujących lekarzy z całego województwa lubelskiego przyciągnęło do Biłgoraja, z nadzieją doskonalenia u jego boku swych umiejętności.

Tym samym wypełnił przyrzeczenie ze studiów lekarskich, polegające na udaniu się do najbardziej zacofanego regionu Polski po uzyskaniu dyplomu, by w ten sposób służyć potrzebującym po wskrzeszeniu ojczyzny.

Dlatego od momentu objęcia szpitala biłgorajskiego wykazywał nieustannie wielki heroizm w trosce o jego rozwój, którego nie powstrzymał nawet wybuch II wojny światowej i trudne lata okupacji czy straszne czasy stalinizmu w powojennym państwie. Wręcz odwrotnie, te tragiczne wydarzenia w ogóle nie zgasiły jego ducha, lecz jeszcze bardziej motywowały go do niesienia pomocy tym, którzy jej oczekiwali. Powtarzając za redaktorem Wojciechem Białasiewiczem, „bez cienia patosu możemy mówić o jego placówce, iż w przekroju swej działalności, stanowiła prawdziwy przykład służby społeczeństwu oraz patriotycznego zaangażowania jej pracowników”, zaś przejaw troski samego dyrektora o dobro innych urósł dzisiaj do rangi wiecznego symbolu.

Poznajmy go zatem bliżej.

Stanisław Pojasek urodził się 28 sierpnia 1898 roku we wsi Święty Stanisław na ziemi halickiej, w wielodzietnej rodzinie chłopskiej.

Po ukończeniu szkoły powszechnej swą dalszą edukację mógł kontynuować tylko dzięki życzliwości ludzkiej. Pomogli mu w tym państwo Lachowscy, właściciele prywatnego gimnazjum we Lwowie. Dzięki nim przyszły doktor znalazł się w nowej szkole w Stanisławowie. Niestety jego naukę przerwał wybuch I wojny światowej, w której wziął czynny udział, dostając się już w 1915 do niewoli rosyjskiej. Po dwu latach tułaczki dotarł szczęśliwie do Rostowa nad Donem, gdzie jako młody chłopak zaczął pracować na swoje utrzymanie. Tam też ukończył szkołę średnią w miejscowym gimnazjum.

Po zakończeniu wojny powrócił do Polski, by po raz drugi złożyć egzamin dojrzałości, tym razem we Lwowie. Dopiero w tym mieście, jak wspomniano wyżej, rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Jana Kazimierza. W trakcie nauki chwytał się nadal każdego zajęcia, by móc zostać lekarzem. Stąd pracował m.in. w rozlewni wina, na kolei, w banku, a nawet jako statysta w Operze Lwowskiej, co doskonale odzwierciedla ówczesny stan finansowy wielu tamtejszych studentów.

Po uzyskaniu dyplomu doktora w 1928 roku złożył wraz z kolegami ślubowanie, iż uda się tam, gdzie będzie brakowało wszystkiego, zarówno niezbędnego sprzętu medycznego, jak i zaplecza socjalnego. I słowa dotrzymał.

Przez krótki czas pracował jako laborant w Krynicy, pogłębiając swą wiedzę medyczną, a potem jako sekundariusz (asystent) w Szpitalu Powszechnym w Przemyślu, uzyskując specjalizację w dziedzinie chirurgii. W międzyczasie, jako ppor. rezerwy odbył tam także ćwiczenia w wojskowym Szpitalu Okręgowym Korpusu Nr X.

Z tego miasta przybył do Biłgoraja, by objąć stanowisko dyrektora szpitala, którym odtąd był nieprzerwanie przez 32 lata. Po przejęciu tej biednej placówki zdrowia w 1934 roku, rozpoczął szybko jej modernizację, nie zaniedbując przy tym pacjentów. Każdy dzień rozpoczynał od wizyty u nich. Później operował lub udzielał potrzebującym koniecznych porad, nie biorąc od ubogich ani grosza. Często sam jeszcze dawał im na leki, by nie zostawić nikogo bez pomocy.

Zasadniczo całe dnie spędzał w szpitalu, w którym wszystko trzeba było organizować prawie od początku. Na jego wyposażeniu znajdowały się bowiem tylko 34 drewniane prycze z kocami, ulokowane na trzech oddziałach: chirurgicznym, wewnętrznym i położniczym. Własnym sumptem, z pomocą oddanych współpracowników, doprowadził najpierw do zakupu pościeli dla chorych, po czym wyeliminował niezdrowe oświetlenie naftowe, zastępując je elektrycznym.

- Reklama -

Następnie przy wsparciu władz miejskich wymienił prymitywne prycze na wymagane metalowe łóżka i rozpoczął modernizację budynków szpitalnych. Do wybuchu II wojny światowej udało mu się ponad dwukrotnie zwiększyć ilość łóżek, ponadto otworzyć oddział zakaźny oraz wybudować kuchnię, poczekalnię, gabinet lekarski, kancelarię, kostnicę, piec do spalania odpadów pooperacyjnych, mieszkanie dla personelu i nowy pawilon. Można śmiało powiedzieć, że w sumie dokonał tego wszystkiego sam. Jego sława, jako dobrego chirurga oraz położnika, zaczęła coraz bardziej docierać do wielu miast. Ludzie zaczęli zjeżdżać się do niego zewsząd. Niestety zbliżała się już II wojna, więc dodatkowo musiał zająć się jeszcze gromadzeniem leków, materiałów opatrunkowych, bielizny i żywności.

Z powodu mobilizacji nie dokończył tego zadania, gdyż już 30 sierpnia 1939 objął funkcję dowódcy Kompanii Sanitarnej w Lublinie. Podczas walk wrześniowych dostał się powtórnie do niewoli sowieckiej. Cudem uniknął losu polskich żołnierzy w Katyniu, uciekając z kolumny jeńców w gęste zarośla. Do Biłgoraja wrócił szczęśliwie 4 października. Zastał wówczas szpital oraz sąsiednie domy przepełnione ciężko rannymi żołnierzami WP i ludnością cywilną.

Od razu przystąpił do organizowania im pomocy. Jego wielkie zaangażowanie, przy wsparciu lokalnego społeczeństwa, zaowocowało ocaleniem wielu żołnierzy przed transportem do obozów jenieckich, co groziło nawet jemu od końca października 1939 roku. Tylko ze względu na brak lekarzy Niemcy pozostawili go na miejscu. (Później z narażeniem życia pomagał walczącym członkom państwa podziemnego). W zasadzie ratował każdego, kogo tylko mógł, wprowadzając w błąd wizytujących szpital gestapowców. Do końca 1943 udało mu się tu ukryć i wyleczyć 271 osób.

Istotną rolę odegrał również w szeregach konspiracji, gdyż po przybyciu do Biłgoraja kilku studentów medycyny, w tym trzech podchorążych Sanitarki Warszawskiej (ppor. Lucjana Kopcia ps. „Radwan”, ppor. Tadeusza Błachuty ps. „Oldan”, ppor. Zbigniewa Krynickiego ps. „Korab”), rozpoczął już od jesieni 1940 specjalistyczne szkolenie kadr medycznych dla potrzeb ruchu oporu, jako zaprzysiężony lekarz miejscowej AK o pseudonimie „Dr Adam”.

Do końca II wojny św. zorganizował jeszcze dwie zamiejscowe filie swego szpitala miejskiego, tzn. w Tarnogrodzie i Frampolu, które oprócz ludności cywilnej miały objąć opieką medyczną właśnie partyzantów, a także przyczynił się w maju 1944 do powstania ich Szpitala Leśnego, kryptonim „665”.

Za „wybitną pracę w konspiracji” otrzymał już miesiąc później od Komendanta Obwodu AK Biłgoraj „Orszy” (kpt. Józefa Gniewkowskiego), z rozkazu zwierzchnika Inspektoratu Zamojskiego, Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami. Po zakończeniu działań wojennych rozpoczął kolejną modernizację placówki zdrowia w Biłgoraju. Kosztem 9 milionów zł z pomocą tutejszego społeczeństwa skończono już w 1950 nadbudowę piętra na starym szpitalu, a w 1960 po dalszej jego rozbudowie liczba łóżek wzrosła z 34 do 270, zaś lekarzy zwiększyła się niemal do 10 osób.

Nic więc dziwnego, że jeszcze w 1948 Prezydium PRN, w uznaniu jego zaangażowania, postanowiło odznaczyć go również Złotym Krzyżem Zasługi, „za podnoszenie poziomu medycznego szpitala miejskiego oraz bezinteresowną pomoc partyzantom i najbiedniejszym mieszkańcom powiatu biłgorajskiego”. Należy tu wspomnieć jeszcze o darowiźnie, w której obok lekarza powiatowego dr. Mieszkowskiego pośredniczył szwagier dyrektora, czyli o pierwszym aparacie rentgenowskim, niezbędnym nie tylko dla chirurgii, jaki trafił do zniszczonego miasta zaledwie 5 lat po wojnie, w formie pomocy armii amerykańskiej.

Pod koniec 1962 roku dr Pojasek przyczynił się ponadto do powstania profesjonalnej szkoły pielęgniarskiej, zwanej obecnie Medycznym Studium Zawodowym. Mimo ciężkiej choroby nadal uczestniczył także w życiu tutejszego szpitala, gdyż na emeryturę odszedł dopiero 31 sierpnia 1966. Wówczas otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, ponadto Odznakę Tysiąclecia, a przy okazji jeszcze Odznakę Wzorowego Pracownika Służby Zdrowia. Wcześniej uhonorowano go również Krzyżem Partyzanckim, Medalem X-lecia PRL oraz Medalem Zwycięstwa.

Dr Stanisław Pojasek zmarł na rozedmę płuc we własnym ośrodku zdrowia 26 stycznia 1967 roku. W ostatniej drodze towarzyszyła mu rzesza ludzi, szczerze wdzięcznych za jego wielki wkład w rozwój opieki zdrowotnej na ziemi biłgorajskiej.

Piotr Flor, Prezes Biłgorajskiego Towarzystwa Regionalnego

 

Apel Fundacji Fundusz Lokalny Ziemi Biłgorajskiej

Publikując skrócone fragmenty książki pt. „Historia filantropii na Ziemi Biłgorajskiej”, chcemy pokazać, że idea bezinteresownej pomocy to nie są tylko puste słowa. Dzięki sylwetkom lokalnych filantropów, którzy wspierali nasze otoczenie, chcemy dać Państwu pewien wzór do naśladowania i prosić o wsparcie zbiórki na respirator dla nas wszystkich, ponieważ nie mamy pojęcia, jak będzie przebiegała epidemia koronawirusa w przyszłości ani nie wiemy, kto z nas będzie kiedyś tego sprzętu potrzebował?

Dlatego już teraz zatroszczmy się o wspólne, bezpieczniejsze jutro i wpłaćmy chociaż symboliczną złotówkę na ten cel! Bank Spółdzielczy w Księżpolu, nr konta: 22 9614 0008 2005 0007 5819 0001, z dopiskiem: „Zbiórka na respirator”.

Fundacja Fundusz Lokalny Ziemi Biłgorajskiej

- Reklama -

2 Komentarze
  1. hania mówi

    Wspaniała postać , życzliwy i oddany . Szkoda że nie doceniliśmy jego syna także bardzo dobry chirurg

  2. Rany mówi

    Takich bohaterów nam potrzeba.
    Obecna słuszne zdrowia, szkoda gadać, zrzućcie się ludki na maserati, respirator.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.