Asia i Natalia pochodzą z powiatu biłgorajskiego. Tutaj się wychowały, chodziły do szkoły w Biłgoraju. Od dobrych kilku lat mieszkają w Anglii. Tam też zazwyczaj spędzają Święta Wielkanocne. Obie przyznają, że na Wielkanoc rzadko przyjeżdżają w rodzinne strony:
- Jakoś tak zdecydowanie bardziej czuję potrzebę powrotu do Polski na Boże Narodzenie niż na Wielkanoc - mówi Asia.
Polowanie na czekoladowe jajka
- To Boże Narodzenie takie wyczekane, planowane. Jak się już przyjedzie w zimie, to zaraz za 3 miesiące już się tak nie tęskni. A i z urlopem też zawsze problem i często odpuszczamy - dodaje Natalia.
Obie panie opowiadają, jak wyglądają święta na Wyspach i czym różnią się od tych obchodzonych w Polsce:
- Ja sprzed wyjazdu za granicę pamiętam taką bardzo tradycyjną Wielkanoc. Obrzędy w kościele już od Wielkiego Czwartku, pieczenie, gotowanie, sprzątanie. A w same święta rodzinne spotkania i dwa dni przy stole. Za granicą zobaczyłam całkiem inne podejście do świąt. A teraz, kiedy w końcu udało mi się przyjechać do rodzinnego domu, to widzę, że i w Biłgoraju pojawiają się zagraniczne trendy. Dzieciaki już i tutaj szukają czekoladowych jajek, a wielkanocny zajączek przynosi prezenty - mówi Natalia.
Nasza rozmówczyni wyjaśnia, że w Anglii czekoladowe jajka i "polowanie na zajączka" są ważnym elementem Wielkanocy:
- W niedzielny wielkanocny poranek dorośli chowają w domu i w ogrodzie czekoladowe jajka, a dzieci idą później na "polowanie". To główna wielkanocna atrakcja - wyjaśnia.
Wielki Piątek to "Good Friday" wolny dzień w pracy
Czym różnią się święta w Polsce od tych w Wielkiej Brytanii?
- Nasze polskie święta wielkanocne są bardzo tradycyjne, takie wręcz obrzędowe. Niedziela Palmowa, wielki tydzień: Wielki Czwartek, Piątek do kościoła, Wielka Sobota święcenie pokarmów, uroczysta niedziela, lany poniedziałek. W UK tego nie ma. Na przykład w Wielki Piątek mają "Good Friday" i jest to dzień wolny od pracy. Nawet sprawdziłam w internecie, że jest to odpowiednik naszego Wielkiego Piątku. Ale niewiele osób, z którymi tam rozmawiałam, wie o tym. W Wielkiej Brytanii jest to po prostu wcześniejsze rozpoczęcie wielkanocnego weekendu. W ruch idą grille, puby są zapełnione. Zdecydowanie nie jest to dzień postu, jak u nas - mówi Natalia.
Joanna twierdzi, że dla Polaków mieszkających za granicą obowiązkowym punktem świąt jest święcenie pokarmów. W Wielką Sobotę tłumy Polaków przychodzą z koszyczkami do polskich kościołów:
- Ze święceniem koszyczków to mają tam wręcz problem. To wyzwanie logistyczne. W polskich kościołach w każdą niedzielę ruch jest umiarkowany, ale w Wielką Sobotę parafie przeżywają prawdziwe oblężenie. Pamiętam jak na Feltham - dzielnicy Londynu - stoły ustawione były na zewnątrz, a ruchem kierowali wolontariusze, bo blokowaliśmy ulicę, tyle nas tam było. Więc zorganizowali ruch jednokierunkowy, żeby to jakoś płynne szło - wspomina Joanna.
Zdaniem Asi Anglicy i inne narodowości przyzwyczaili się do tych naszych tradycji.
- Chyba nawet im się spodobało to święcenie pokarmów, bo ksiądz z angielskiego kościoła katolickiego opowiadał nam kiedyś, że w sobotę przed Wielkanocą ktoś zaczepił go w supermarkecie i prosił, by poświęcił wózek z zakupami - wspomina.
- Podoba mi się to, że trochę polskiego klimatu stworzyliśmy w Anglii - podsumowuje
Mamy prawie wszystko. Ale meusa nie da się zastąpić
Natalia przyznaje, że mieszkając na emigracji z Polakami z różnych regionów Polski, poznała inne tradycje:
- U mnie w domu jest tak, że święconkę kroi się do talerzy "na gęsto" i zalewa barszczem. Ale gdzie indziej jedzą tylko barszcz z białą kiełbasą, a dopiero później święconkę z koszyczka - opowiada.
- A czego najbardziej mi brakuje? Rodziny i barszczu białego mojej mamy i nadmiaru sera w święconce, którą u nas je się z barszczem. Mama zawsze wszystko kroi w miskę i daje za dużo białego sera. Ten nadmiar sera to już rodzinna tradycja i z czasem zaczęło mi smakować. A teraz niesamowicie mi tego brakuje - opowiada Natalia.
Joanna zapewnia, że prawie wszystko da się w Londynie zorganizować i zastąpić: są kościoły, rodzinę można zaprosić, koszyczek poświęcić.
- Jest nas tam parę osób z Biłgorajszczyzny i wszyscy tęsknią za prawdziwym meusem. Tam nie ma możliwości, by pójść do lasu i rozpalić wielkanocne ognisko. I tego mi brakuje - mówi Joanna.
Rzeczywiście w Niedzielę Wielkanocną w okolicach Biłgoraja nie sposób nie zauważyć tradycyjnych już ognisk na obrzeżach lasów. Zdarza się, że meusy trwają do wielkanocnego poniedziałku:
- A w Londynie ogniska nie rozpalisz - kwituje Joanna.
- Fajnie jest poznać inne zwyczaje i tradycje, zobaczyć jak inni świętują. Ale jednak polska Wielkanoc, spędzona w rodzinnym domu, jest dla mnie najpiękniejsza - podsumowuje Natalia.
*Powyższy artykuł po raz pierwszy ukazał się w papierowym wydaniu Nowej Gazety Biłgorajskiej w Wielkanoc 2023
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.