Mieszkańcy walczą o darmowe drewno od cara: "W ciężkiej komunie oddali te serwituty, a teraz jest problem!"

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Mieszkańcy walczą o darmowe drewno od cara: "W ciężkiej komunie oddali te serwituty, a teraz jest problem!" - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Informacje biłgorajskieJan Gorczyca i Jan Pacyk z Gromady spuściznę serwitutów przejęli po swoich ojcach i od lat pilnują tabel, list, podpisów. Dziś stoją przed widmem utraty nadanych 160 lat temu przez cara przywilejów. Wójt gminy Biłgoraj odmówił poświadczenia carskiego dekretu. Mieszkańcy przyszli walczyć o swoje na sesję rady gminy. Nowa Gazeta Biłgorajska rozmawiała również z pełnomocnikami serwitutantów.
reklama

O carskim prawie serwitutów w gm. Biłgoraj pisaliśmy w ubiegłym roku na łamach naszego tygodnika, fenomenem "darmowego drewna" zachwycały się również media ogólnopolskie. Przypomnijmy. Prawo do serwitutów zostało przyznane przez cara Aleksandra II na podstawie ukazu z 1864 r. Podczas powstania styczniowego car uwłaszczył chłopów, m.in. po to, aby zniechęcić ich do udziału w walkach. Dostali oni na własność ziemię, zabudowania, inwentarz, a także serwituty, czyli uprawnienie do korzystania z dworskich łąk, pastwisk i lasów. W późniejszym czasie potomkowie uwłaszczonych chłopów zaczęli dostawać serwituty w naturze, czyli w drewnie.

 

Likwidacja na korzyść mieszkańców. Ale te miejscowości nie zdążyły

W 1920 r. weszło prawo uwłaszczeniowe, na mocy którego likwidowano serwituty, a osoby uprawnione do ich pobierania otrzymywały na własność las. Proces uwłaszczania mieszkańców przerwał wybuch II wojny światowej i do dziś nie przeprowadzono go w niektórych miejscowościach w Polsce, m.in. w: Gromadzie, Edwardowie, Woli Dużej, Woli Małej (gm. Biłgoraj) i osiedlu Rożnówka Stawy, teraz w granicach miasta Biłgoraj. I tu prawo wynikające z carskiego ukazu z 1864 r. obowiązuje do dziś. Nadleśnictwo Biłgoraj co roku wiosną chętnie wydaje przydział drewna, a mieszkańcy chętnie z tego przywileju korzystają. Rocznie to 129,3 m³ dla ok. 230 odbiorców.

reklama

 

Wszystko zależy od jednej pieczęci

Ale w tym roku sprawa wydawania serwitutów zawisła na włosku, bo serwitutanci z gm. Biłgoraj, nie mogą uzyskać z gminy wymaganego przez Nadleśnictwo zaświadczenia. Historia serwitutów jest długa i skomplikowana, ale mieszkańcy od lat sami pilnują przydziałów, numerów tabelarycznych i podziałów. W każdej z miejscowości wybierany jest pełnomocnik, który co roku odpowiada za zorganizowanie odbioru drewna, aktualizowanie listy i, co najważniejsze, podpisanie bądź podbicie tejże listy serwitutowej przez gminę. Tak było od lat, aż do tego roku, do czasu, gdy pełnomocnik serwitutantów z Różówki zgłosił się ze swoją listą do wójta w celu jej podpisania.

reklama

- Wtedy zadzwonili do mnie z gminy z pytaniem, co to w ogóle jest serwitut. Wytłumaczyłem. Po tygodniu poszedłem po podpis z listą dla Gromady. Wójt powiedział, że nie podpisze, bo nie ma podstawy prawnej – mówi nam Jan Pacyk, pełnomocnik serwitutantów z Gromady.

Wójt: Chcę pomóc, ale zgodnie z prawem

Wójt Dariusz Świerczyński potwierdza, że nie podpisał przedłożonej mu listy. Nie ukrywa też, że temat serwitutów był mu obcy, nie wiedział, jaki dokument jest mu podsuwany do podpisu, dlatego skonsultował się z radcą prawnym. Ten nie znalazł żadnej podstawy prawnej uprawniającej wójta do podpisania list.

- Ja jako wójt nie mogę poświadczyć czegoś, czego nie wiem. Nie mam żadnej dokumentacji w zasobach, nie mam żadnej wiedzy, nie mam się na czym oprzeć. Jeżeli cokolwiek bym poświadczył, przekroczyłbym swoje uprawnienia – tłumaczy wójt.

reklama

Sprawa wypłynęła na jaw w ostatni czwartek, 27 marca na sesji Rady Gminy, gdy przedstawiciele serwitutantów, Jan Pacyk i Jan Gorczyca z Gromady, przyszli nakreślić problem i walczyć o swoje prawa, z których oni i ich przodkowie korzystają od ponad 150 lat.

- Co my mamy ludziom powiedzieć? Nadleśnictwo nie wyda nam drewna, jeśli nie będzie podpisu gminy pod listą. Jest koniec kwartału, ludzie czekają, zgłaszają się do nas. Nigdy wcześniej nie było z tym problemu. Nie ma podstawy prawnej, nie jest to uregulowane, ale zawsze była dobra wola gminy, żeby ludzie dostali te serwituty – mówi Jan Pacyk.

Jak SKO się zgodzi, będę podpisywał dzień i noc, w sobotę, niedzielę...

Wójt zaproponował serwitutantom dwa rozwiązania. Pierwsze, że w ramach swoich uprawnień może wydać zaświadczenia potwierdzające, że dana osoba jest, jeśli faktycznie jest, zameldowana w gm. Biłgoraj i płaci tutaj podatki. Drugie, żeby mieszkańcy zgłosili się do wójta z podaniem w sprawie podpisania przydziałów serwitutowych. Wójt wyda decyzję odmowną, a mieszkańcy zaskarżą tę decyzję do Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO).

reklama

- Niech SKO zdecyduje i da wykładnię prawną. Niestety, ale na argument "bo tak zawsze było" ja nie mogę nic podpisać. Jeśli SKO da wykładnię, że mogę podpisywać, będę podpisywał dzień i noc, w sobotę, niedzielę (...). Teraz ja nie mogę podpisać dokumentu, który przydziela jakieś metry, numery, gdzie ja nie mam kompletnie wiedzy, ani możliwości sprawdzenia, co to jest. Ja chcę wyjaśnić i pomóc, ale zgodnie z prawem – tłumaczy wójt.

Serwituty a wspólnoty gruntowe

Obecny na sesji radca prawny mówił o wspólnotach gruntowych jako tworach prawa administracyjnego i odsyłał serwisutantów do starostwa. Zapewniał, że podjął działania koncentrujące się na ustaleniu, czy we wspomnianych miejscowościach istnieją wspólnoty gruntowe. Ustalił, że są tylko w Gromadzie.

- Nie ma też gruntów, które stanowią wspólnoty gruntowe - mówił radca prawny.

Pacyk i Gorczyca tłumaczą, że radca prawny myli pojęcia serwitutów i wspólnot gruntowych. I znów odsyłają do skomplikowanej historii serwitutów.

- Jakby wojna nie wybuchła, to mieszkańcy dostaliby te lasy na własność - najpierw jako wspólnotę. W Biłgoraju tak było i tam istnieje wspólnota, bo mają las na własność. Przed wojną zdążyli ich uwłaszczyć, ale nie zdążyli już podzielić tego lasu między ludzi i dlatego do dziś jest tam wspólnota. Tu znów wracamy do ustawy z 1920 r. o likwidacji serwitutów. Te miejscowości, które były uwłaszczone, dostawały na własność cały kawałek lasu i ludzie sami wynajmowali geometrę - tak przed wojną nazywali geodetę - i dzielili między sobą. Tam, gdzie zdążyli podzielić, mają las na własność, tam, gdzie nie podzielili - są wspólnoty. A my, czyli Gromada, Wola, Edwardów, nie zostaliśmy w ogóle uwłaszczeni, nie mamy lasu, nie mamy nic. Dlatego Nadleśnictwo daje nam drewno. I to jest właśnie służebność, czyli serwitut - tłumaczy pan Jan Gorczyca.

Przywilej i rodzinna tradycja

Panowie Gorczyca i Pacyk spuściznę serwitutów przejęli po swoich ojcach i od lat pilnują tabel, list, podpisów. Mają całe teczki dokumentów, wśród nich kopię ukazu carskiego z 1864 r. z pieczątką archiwum państwowego. Mają dokumenty z 1936 r., zgodnie z którymi mieszkańcy czterech miejscowości z gm. Biłgoraj mieli dostać na własność 1154,74 ha lasów. Pokazują nam, że na archiwalnych mapach wojskowych WIG były już zaznaczone tereny jako przeznaczone dla mieszkańców Gromady. W 1955 r. pisali zażalenie do radia Fala na zabranie im serwitutów. Mają dokument z Lasów Państwowych w Lublinie z 1972 r., który przydziela uprawnienia służebności osad do drewna, ściółki i karpiny.

- My to robimy społecznie od lat. Co roku przepisujemy, pilnujemy. Mój ojciec się tym zajmował, ręcznie przepisywał listy z pamięci - mówi pan Pacyk, a na dowód pokazuje listę z 1995 r. pisaną ręcznie i podpisaną przez ówczesnego wójta śp. Franciszka Piętaka.

"W ciężkiej komunie oddali te serwituty, a teraz jest problem"

Serwitutanci nie są zadowoleni z obrotu spraw. Tradycja serwitutów to niekończąca się walka.

- W ciężkiej komunie mój ojciec wyszarpał te serwituty. W latach 50. pojechał do Ministerstwa załatwić, żeby po wojnie nam je oddali. UB-ecy z Biłgoraja za nim do samej Warszawy pojechali, bo nie wiedzieli, za czym jechał. Władza oddała nam serwituty, jak umarł Stalin i nastał Gomułka. I teraz znowu się zaczyna... Jak teraz nam gmina nie da pieczęci, to Nadleśnictwo nie da nam drewna - mówi pan Pacyk.

- Wiele osób podejmowało się prawnego wyjaśnienia tego, dużo pieniędzy na to straciliśmy - dodaje pan Gorczyca.

Co dalej?

Serwitutanci przystali na propozycję wójta i złożyli pismo, tak, jak im zasugerował. Ale nie są zbyt optymistycznie nastawieni. Mariusz Szabat, rzecznik prasowy Nadleśnictwa Biłgoraj, tłumaczy, że intensywne rozmowy i ustalenia trwają. Z pełną stanowczością zapewnia, że serwituty nie są zagrożone,

-Nadleśnictwo nawet przez chwilę nie myślało o wycofaniu się ze swojego obowiązku i podobnie jak w latach ubiegłych przygotuje drewno dla uprawnionych mieszkańców - zapewnia 

 

 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo