Przypomnijmy: w minionym tygodniu z Prawa i Sprawiedliwości mieli zostać usunięci radne Danuta Gura i Magdalena Bogucka oraz były poseł Piotr Szeliga. Wcześniej partyjną legitymację stracili Andrzej Kozina (burmistrz Turobina) i Jan Łebko (radny powiatowy) . Według oficjalnego przekazu decyzja władz okręgu umotywowana była "rażącym naruszeniem zasad statutowych oraz niestosowaniem się do decyzji władz Prawa i Sprawiedliwości" Sprawę dla Nowej Gazety Biłgorajskiej skomentował członek zarządu Okręgu 7 PiS, Michał Mulawa:
-Nie możemy pozwolić, by członkami PiS były osoby, które jawnie łamią statut i działają wbrew programowi - tłumaczył Mulawa w rozmowie z Nową Gazetą Biłgorajską
O sprawie pisaliśmy TUTAJ
Usunięci z PiS czekają na oficjalną decyzję
Po komentarz zwróciliśmy się również do głównych zainteresowanych: byłego posła Piotra Szeligi i radnych Danuty Gura, Magdaleny Boguckiej. Wszyscy odpowiedzieli, że nic nie wiedzą o tej decyzji, że nie otrzymali żadnego pisma od Zarządu Okręgu. Zaznaczyli też, że nie chcą się odnosić do" bzdur i insynuacji wypowiedzianych przez Mulawę", który według nich takimi atakami i wypowiedziami szkodzi PiS.
Podkreślili przy tym, że Michał Mulawa jest ostatnią z osób,które mają prawo do wypowiadania się na tematy biłgorajskich struktur PiS, ponieważ nie mieszka w naszym powiecie od 20 lat i "nawet w Lublinie poznano się na nim i jego problemach, co spowodowało, że w obecnej kadencji nie wybrali go radni Sejmiku Województwa Lubelskiego do Zarządu i utracił stanowisko wicemarszałka".
Radne i były poseł podkreślają, że jeśli decyzja o ich usunięciu okaże się prawdziwa, będą odwoływać się od niej do Rady Politycznej PiS w Warszawie, bo nadal chcą być członkami PiS,
-Dziś koncentrujemy się na pracy na rzecz mieszkańców powiatu i wsparciem lokalnych spotkań PiS z mieszkańcami, rozmów o ich problemach i troskach oraz rozwiązaniach dla Polaków, które szykuje PiS - kwitują
Rozmawiają, ale tylko anonimowo
Udało nam się również porozmawiać z kilkoma działaczami PiS znającymi sprawę „od środka”, bo w całym województwie wiadomo, że wewnętrzny konflikt w biłgorajskim PiS-ie trwa od dawna i przybiera na sile. Ich relacje rzucają zupełnie inne światło na całą sytuację. Wszyscy rozmówcy proszą o anonimowość. Jak podkreślają, w obecnej atmosferze w lokalnych strukturach partii ujawnienie nazwiska mogłoby oznaczać poważne konsekwencje, od utraty wpływów po problemy zawodowe.
Głosowanie dalekie od jednomyślności
Michał Mulawa, członek Zarządu Okręgu 7 przekazał nam, że, że decyzja o wykluczeniu "była praktycznie jednomyślna, kilka osób wstrzymało się od głosu". Tymczasem relacje osób uczestniczących w pracach zarządu okręgu wskazują, że rzeczywistość wyglądała inaczej.
Z ich relacji wynika, że za wykluczeniem głosowało 13 osób, natomiast 9 wstrzymało się od głosu. Podkreślają znaczącą liczbę nieobecnych, bo cały zarząd liczy 37 osób. Na sali było 22 członków Zarządu, czyli blisko połowy składu w ogóle nie było. Nasi rozmówcy podkreślają też, że dyskusja była burzliwa, a część działaczy świadomie wstrzymywała się od głosu i daleko było od jednomyślności.
Jak udało nam się ustalić, część działaczy nie chciała poprzeć wykluczenia, ale jednocześnie nie dysponowała wystarczającą siłą, by je zablokować. Wstrzymanie się od głosu było, jak mówią, formą sprzeciwu, na jaką mogli sobie pozwolić. Wniosek o wykluczenie działaczy, podpisany między innymi przez Andrzeja Szarlipa, Beatę Strzałkę, Michała Mulawę, Tomasza Rogalę, miał zostać złożony w dniu obrad, gdy wiadomo było, że nie będzie pełnego składu. Na sali zabrakło między innymi posła Janusza Kowalskiego.
„Biłgoraj to jeden wielki konflikt”
Z zebranych relacji wyłania się obraz głębokiego i długotrwałego konfliktu, który koncentruje się wokół powiatu biłgorajskiego.
– Każdy zarząd kręci się wokół Biłgoraja. Tam jest ciągły konflikt. Obecne władze powiatu biłgorajskiego są już ze wszystkimi skonfliktowane i cały czas to wszystko wylewa się do mediów– mówi osoba związana z władzami okręgu.
Problem, zdaniem naszych rozmówców, nie jest nowy. Napięcia miały narastać od dłuższego czasu, a kolejne decyzje personalne tylko je pogłębiają. W efekcie niemal każdy Zarząd Okręgu wraca do tych samych sporów, a konflikt, zamiast wygasać, rozszerza się na kolejne osoby. Według naszych rozmówców źródłem problemu jest sposób zarządzania lokalnymi strukturami w powiecie biłgorajskim.
O co ten spór?
Grono działaczy, z którymi rozmawiamy twierdzi, że przyczyną konfliktu są różnice w podejściu do zarządzania powiatem biłgorajskim. Część radnych i działaczy PiS od dawna miała sygnalizować sprzeciw wobec konkretnych decyzji inwestycyjnych, zwłaszcza tych związanych z rozwojem infrastruktur sportowo-rekreacyjnej, w tym Autodromu, czy tworzenia kolejnych jednostek organizacyjnych podległych powiatowi.
Ich zdaniem środki publiczne, w czasach ogromnego zadłużenia powiatu, powinny być kierowane przede wszystkim na obszary takie jak ochrona zdrowia, poprawa jakości usług publicznych, w tym funkcjonowanie szpitala. Brak poparcia części radnych PiS realizowanych przez powiat inwestycji miał być jednym z głównych powodów narastających napięć.
– Część radnych, która się postawiła, chce, by inwestować w szpital, w bezpieczeństwo mieszkańców. Tymczasem pieniądze idą w rozrywkę. Nie można ślopo popierać decyzji, które zadłużają powiat do 90 mln zł i nie służą jego mieszkańcom. Inwestujemy w Autodrom, w sport dla wybranych elit, a nie walczymy o szpital, który jest potrzebny wszystkim mieszkańcom – słyszymy.
Równocześnie pojawiają się zarzuty dotyczące sposobu podejmowania decyzji. Według rozmówców, część radnych czuła się marginalizowana, a kluczowe rozstrzygnięcia zapadały w wąskim gronie, bez realnej dyskusji.
„Kto ma inne zdanie, wypada z układu”
Z relacji działaczy wynika, że z czasem konflikt przybrał bardziej systemowy charakter. Coraz częściej, jak twierdzą, osoby prezentujące odmienne zdanie były postrzegane jako nielojalne wobec partii.
-Dziś w radzie powiatu więcej może "ugrać" radny z opozycji, niż prawicowy radny, który miał odwagę zaprezentować stanowisko inne niż stanowisko Zarządu powiatu. To widać, że nie znoszą posiadania własnego zdania przez członków PiS - słyszymy
W praktyce miało to prowadzić do stopniowego wykluczania "nielojalnych" radnych z wpływu na podejmowane decyzje. Według części rozmówców działania te miały również wymiar prewencyjny: chodziło o zdyscyplinowanie pozostałych członków i ograniczenie wewnętrznej krytyki. Niektórzy wskazują także na atmosferę presji i obaw przed konsekwencjami – zarówno politycznymi, jak i zawodowymi.
W relacjach padają mocne słowa o zamordyzmie, bezkompromisowości, mszczeniu się, wymogu totalnego posłuszeństwa:
- Radny nie ma prawa mieć swojego zdania, nie ma prawa zadawać pytań. Abo głosujesz, jak zapisano w projekcie uchwały, albo jesteś przeciwko nam - mówią nasi rozmówcy.
Mają żal do Mulawy
W niemal wszystkich rozmowach powraca jeden wątek Michała Mulawy, który wypowiedział się o „porządkowaniu” struktur w Biłgoraju. Twierdzą, że jego wypowiedzi dodatkowo zaostrzały konflikt. Krytycy zarzucają mu, że zamiast łagodzić napięcia, przyczynia się do ich eskalacji, przedstawiając sytuację w sposób uproszczony i nieoddający faktycznego przebiegu wydarzeń.
- Mulawa twierdzi, że tak mu zależy na jedności w PiS. Ale w tym czasie, kiedy czołowy polityk partii, Janusz Kowalski był w Torbinie i w Aleksandrowie, biłgorajski zarząd robi spotkanie w Biłgoraju. Po co? Po to, żeby nikt nie pojechał do Aleksandrowa czy Turobina. (...) Ludzie są usuwani, bo nie głosują zgodnie z wolą Zarządu Powiatu. Ale podczas gdy Marszałek województwa z PiS - ten sam, który usunął Mulawę z Zarządu Województwa, występuje o zgodę na zwolnienie radnego Marcina Kuliga, dyrekora WORD, nasz powiat przygotowuje uchwałę, by odmówić zgody. To za czyją wolą mają iść radni z PiS? : Marszałka z PiS czy starosty z PiS? - pyta jeden z działaczy, sugerując, że Zarząd Powiatu biłgorajskiego również nie stosuje się do decyzji władz Prawa i Sprawiedliwości wyższego szczebla.
Walka o wpływy i przyszłość struktur
W tle całej sytuacji wyraźnie rysuje się także walka o wpływy w lokalnych strukturach partii. Zdaniem rozmówców usuwanie kolejnych osób nie jest przypadkowe. Usuwane są osoby, które mają odmienne zdanie, ale które wywodzą się z konkretnej części prawicy:
- W ramach Ogólnopolskiego porozumienia 35 członków Suwerennej Polski z powiatu biłgorajskiego przeszło do PiS, w tym ci, którzy, są dziś usuwani. To nie jest przypadek, to próba zduszenia Suwerennej Polski, to jest czyszczenie potencjalnego zagrożenia przed nadchodzącymi wyborami, żeby im nikt na ręce nie patrzył - mówi nam jeden z działaczy
Część działaczy obawia się, że może to doprowadzić do dalszych wykluczeń, a nawet całkowitego przeformatowania lokalnych struktur PiS. Jednocześnie pojawiają się sygnały, że sprawą zaczynają interesować się władze centralne, co daje nadzieję na interwencję i próbę rozwiązania konfliktu.
-– Czekamy na decyzję Warszawy. To jedyna szansa na uspokojenie sytuacji - słyszymy od zbulwersowanych działaczy
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.