Garderoba Gentlemana

Zniszczyli drogę. Mieszkańcy protestują

O sprawie informował nas członek Zarządu Dzielnicy Przedmieście Różanieckie w Tarnogrodzie Andrzej Dołomisiewicz. Mieszkaniec przedstawiał, że drogi gminne w tej części Tarnogrodu są doszczętnie zniszczone, dlatego przy wsparciu mieszkańców dzielnicy postanowił interweniować w miejscowym samorządzie, w biłgorajskim Starostwie Powiatowym, a także w Urzędzie Marszałkowskim w Lublinie. – Działając na podstawie art. 26 ust. 1 ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych (Dz.U.2015.909.j.t.), wnosimy o bardzo pilne podjęcie czynności kontrolnych w celu wyjaśnienia i dokonania rekultywacji dróg dojazdowych do naszych działek rolnych, pilność sprawy wynika z niemożliwości wykonania terminowych zabiegów uprawowych i agrotechnicznych na plantacjach roślin oraz w związku z rozpoczynającymi się wiosennymi pracami polowymi. Najbardziej wrażliwe są porzeczki, które wymagają szczególnej ochrony – napisał do urzędników Dołomisiewicz.

Jak podnosi mieszkaniec Tarnogrodu, w okresie jesienno-zimowym właściciel Zakładu Rolnego Ekowar w Tarnogrodzie doprowadził do dewastacji dróg dojazdowych, uniemożliwiając tym samym dojazd maszynami rolniczymi do działek rolnych ich właścicielom. Andrzej Dołomisiewicz powołuje się na zapisy w ustawie o ochronie gruntów rolnych i leśnych, które mówią jasno, że takie drogi podlegają ustawowej ochronie. – Drogi są zdewastowane i wymagają rekultywacji, przystosowując je do wykorzystana zgodnie z przeznaczeniem. Do działek nie można dojechać ciągnikiem ze sprzętem rolniczym – dodaje.

Zdaniem mieszkańca, "Burmistrz Tarnogrodu z indolencją podchodzi do problemu i nie wykonuje obowiązków wynikających z przepisów prawa". – Problem pojawia się w każdym roku z różnym ograniczeniem wartości użytkowej dróg – zaznacza. – Jako Zarząd Dzielnicy Przedmieście Różanieckie w każdym roku naprawiamy pewne odcinki dróg dojazdowych do działek rolnych mieszkańców dzielnicy, również te, które sukcesywnie niszczy Zakład Rolny Ekowar, stan obecny przekracza wszelkie wyobrażenie i zdrowy rozsądek osób powodujących dewastację dróg dojazdowych. Gmina nie widzi problemu, prosimy o wykonawstwo zastępcze rekultywacji przedmiotowych dróg ze środków województwa do czasu rozstrzygnięcia merytorycznego i prawnego zaistniałej sytuacji – apelują o interwencję mieszkańcy. 

Okazuje się, że stan dróg gminnych w całym Tarnogrodzie nie napawa optymizmem. Była o tym mowa na ostatnim spotkaniu tarnogrodzkich samorządowców. Oczywiście przyczyniła się do tego dość mroźna zima. Ale to nie jest główny winowajca. Zdaniem burmistrza Eugeniusza Stróża fatalny stan dróg często jest wynikiem bezmyślnego ich użytkowania przez samych mieszkańców. Wspomniał, że nie tylko chodzi o ciężki sprzęt rolniczy, ale i samochody terenowe, które często robią większe szkody na drogach. – Stan wygonów w tym roku jest tragiczny. Czekamy aż się pogoda ustabilizuje, zrobimy wtedy przegląd i wycenę, a potem będziemy szukać winowajców. Są to drogi publiczne, każdy ma prawo wjechać, ale nikt nie ma prawa niszczyć. A większość tych użytkowników te drogi niszczy – zaznaczał włodarz, który odniósł się też do drogi, z której korzysta pobliski Zakład Rolny. – Ta droga jest dewastowana co roku już przez kilka lat. Prowadziliśmy interwencję w ubiegłym roku, właściciel obiecywał, że drogę utwardzą. Tak ją utwardzili, że w tym roku ją rozjeździli dokumentnie – przedstawiał burmistrz, dodając, że chodzi o około 700-metrowy odcinek. Po interwencji samorządu padła obietnica, że droga zostanie wysypana gruzem. Jednak do tej pory nie została ona spełniona. W międzyczasie pojawiły się nowe ustalenia. Burmistrz chce, aby gospodarstwo przestało użytkować tę drogę albo przeprowadziło jej gruntowny remont. Zaznaczyć tu warto, że remont w chwili obecnej to koszt około 150 tys. zł. – Mają to przemyśleć, zobaczymy, jaka będzie odpowiedź – mówił. 

Wątpliwości co do pomyślnego rozwiązania sprawy ma radny Bronisław Misiągiewicz. – Rok w rok robią to samo. Jeżdżą z gnojownicą tą drogę, ona się im na tę drogą wylewa. Droga się rozjeżdża. Nic sobie z tego nie robią – mówił, informując, że rok temu droga była naprawiana "pyłem z korzonków buraków". – Wygony mają 5 m i 6 m. Z tych wygonów porobili 8-metrowe wygony. Weszli na prywatne działki – podkreślał. – W tej chwili 8 działek jest wyłączonych spod produkcji rolnej, jeśli chodzi o zabiegi pielęgnacyjne czy opryski. Do tych 8 działek nie można w ogóle dojechać – podkreślał. – Ja nie wierzę w to, co oni obiecują. Tam trzeba dosłownie setki tysięcy ton kruszywa wysypać na tę drogę. Tam gdzie stoi woda, są doły do metra głębokości – dodawał. – Działalność tej firmy dla naszej dzielnicy jest przekleństwem pod względem smrodu, pod względem gospodarowania obornikiem i gnojownicą i jeśli chodzi o użytkowanie tej drogi – krytykował radny. 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.