- Reklama -

Zbił się termometr, interweniowali strażacy

Nietypowa interwencja miała miejsce 14 lipca w Księżpolu. Strażacy zostali wezwani do jednego z budynków mieszkalnych, ponieważ rozbił się tam termometr rtęciowy, który służył do mierzenia ciepłoty ciała. Jeden zastęp JRG przybył na ratunek mieszkańcom. Jak informował nas mł. bryg. Paweł Rawski, zastępca rzecznika prasowego biłgorajskiej straży pożarnej, podczas akcji wyprowadzono domowników na zewnątrz budynku, zebrano rtęć, a zanieczyszczoną powierzchnię pokryto mieszaniną rozdrobnionej siarki z węglanem sodu. Następnie przewietrzono budynek przy pomocy specjalnego wentylatora.

Rtęć jest drugim najbardziej toksycznym pierwiastkiem na Ziemi zaraz po plutonie, nie ulega biodegradacji i jest szkodliwa dla środowiska, w tym dla nas. Pierwiastek ten magazynuje się w naszych organizmach, zakłócając podstawowe procesy życiowe. Po rozbiciu termometru bądź świetlówki rtęć bardzo szybko może doprowadzić do zatrucia. Amerykańska agencja podaje, że 1 gram rtęci, który jest zawarty w termometrze, może zatruć 8 hektarowe jezioro.

Bagatelizując niebezpieczeństwo wpływu rtęci, możemy naprawdę zaszkodzić sobie i naszemu otoczeniu, dlatego pierwsze co należy zrobić to przewietrzyć pomieszczenie, w którym znajduje się rtęć (np. zbity termometr), nie pozwolić, by ktoś wchodził do tego pokoju, ponieważ może roznieść pozostałości rtęci. Resztki stłuczonego termometru bądź świetlówki powinno się zebrać w gumowych rękawiczkach do szczelnego plastikowego worka, następnie przetrzeć powierzchnie, gdzie doszło do rozbicia jednorazowymi ścierkami. Ścierki należy wrzucić do worka wraz z rękawiczkami, z kolei owe torby powinno się oddać do punktu zbierania świetlówek.

Mało kto wie, że rtęć występuje w niegdysiejszych plombach dentystycznych, niektórych środkach ochrony roślin czy nawet oknach. Do produkcji okien używane jest aż 1,5 tony rtęci rocznie, występuje ona przeważnie w masach uszczelniających okna.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.