Rosłan 4

„Zastrzelili mi Sonię”

Do naszej redakcji trafił list mieszkanki Babic. – Uprzejmie proszę redakcję Gazety NOWA w Biłgoraju o nagłośnienie sprawy dotyczącej koła łowieckiego na terenie gminy Obsza – pisze do nas w liście. – Jak co dzień spuszczałam moją suczkę Sonię, aby sobie pobiegała. Robiłam to tylko wieczorem. Ona miała młode szczeniaki i była przyzwyczajona do biegania. Ona była od szczeniaka u nas, była bardzo łagodna, wychowywała się z moimi wnuczkami, nikogo nie ugryzła ani nie straszyła szczekaniem. Spuściłam ją z łańcucha jak co dzień i pobiegła na pole z tyłu domostw – pisze nasza czytelniczka. 

Dalej opowiada, że piesek długo nie powracał. Zaczęła się martwić, zwłaszcza że sunia miała młode i zawsze do nich wracała. – Już wieczorem wołałam ją do domu, ale nie przybiegła. Nazajutrz z rana też jej nie było. Zaczęłam ją wołać i szukać, ale jej dalej nie było – opowiada. Kobieta przypomniała sobie, że tego wieczoru, kiedy wypuściła ją po raz ostatni, słyszała strzały. Pomyślała, że może któryś z myśliwych strzelił do jej psa, bo był oddalony od zabudowań. – Takie uprawnienia dla myśliwych to jest skandal. Niech strzelają do dzików, a nie do psów. Czy nie odróżniają psa od dzika? Ona miała pasek na szyi, była bardzo sprawna, tłusta, szybko biegała, ale widocznie nie zdążyła uciec. Żal mi tych młodych sierot i tej mojej Soni – żali się nasza czytelniczka.

Mieszkanka Babic nie podała swojego nazwiska, bo, jak twierdzi, nie chce mieć problemów z policją. Prosi natomiast naszą redakcję o interwencję w jej sprawie. 

Jak usłyszeliśmy w Zarządzie Okręgowym Polskiego Związku Łowieckiego w Zamościu, teren Babic graniczy z obwodami łowieckimi trzech kół: Koła Łowieckiego nr 20 "Głuszec" z Biłgoraja, Koła Łowieckiego nr 59 "Słonka" ze Zwierzyńca i Koła nr 90 "Darz Bór" z Lublina. Każdy myśliwy, wychodząc na polowanie, musi zgłosić zamiar oddania strzału w specjalnej książce ewidencji. Po polowaniu zgłasza także pozyskaną zwierzynę i ilość oddanych strzałów. Teraz myśliwi polują na dziki, lisy i jelenie.

– Nikt psa by nie zastrzelił. To niemożliwe, aby pomylić go z dzikiem. To tak jak świnię pomylić z kurą – mówi w rozmowie z NOWą prezes Koła Łowieckiego "Głuszec" z Biłgoraja Jan Łukasik. Twierdzi, że obwód łowiecki, na którym mogą polować myśliwi skupieni w tym kole, kończy się za Tarnogrodem. Ale nawet gdyby to był ich teren łowiecki, nie dopuszcza takiej możliwości. – Mój syn ma cztery psy, mieszka niedaleko lasu i jeszcze nikt mu ich nie zastrzelił. Z kolei, jeżeli ta pani psa nie znalazła, nie może obwiniać myśliwych. Być może gdzieś uciekł albo zabłąkał się, różnie może być – dodaje. Prezes nadmienia, że od ścigania takich spraw jest policja, a myśliwi w tym zakresie nie mają żadnych uprawnień i możliwości.

Przyznajemy prezesowi rację, ale na myśl przychodzi inny przypadek, kiedy to dwa lata temu w Luchowie Górnym myśliwy dla zabawy postrzelił psa, który spacerował ze swoją właścicielką. 64-latek z Tarnogrodu został zatrzymany. Był to myśliwy, który tłumaczył, że pomylił psa z dzikim zwierzęciem. Za takie zachowanie myśliwemu groziło cofnięcie pozwolenia na broń oraz odpowiedzialność karna. 

Liczymy, że Sonię nie spotkał taki los i po kilku dniach nieobecności szczęśliwie powróci do domu.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.