- Reklama -

Zaskakująco skromny przemarsz, mimo orkiestry

  Było mi smutno, gdy 15 sierpnia, kilka dni temu, w dzień 96. rocznicy największej wiktorii oręża polskiego Bitwy Warszawskiej nie miałem z kim iść w przemarszu z kościółka pod Pomnik Wdzięczności na Placu Wolności. Szła bowiem tylko sama elita, poczty sztandarowe i garstka przedstawicieli biłgorajskich władz i ani jednego „cywila”. Gdyby nie okazała orkiestra i jej żwawe dźwięki byłoby tak, jak w orszaku żałobnym. A przecież była to wyjątkowa okazja dla mieszkańców Biłgoraja do podniosłości i by oddać należną cześć tym, którzy polegli w 1920 r. w obronie ojczyzny przed niewolą i przed niechcianą komuną, a także w obronie katolickiej godności. Szedłem chodnikiem i myślałem, szukając wytłumaczenia tej absencji. Przyszło mi nawet do głowy, że gdyby miejscem docelowym przemarszu był postument po gen. H. Dąbrowskim w przykościółkowym parku, a raczej skwerku, wówczas być może zainteresowanych składaniem wieńców pod tym obeliskiem byłoby znacznie więcej. Tylko że taki pomysł wymaga renowacji tego miejsca, a warunki, moim zdaniem, są tu bardzo dogodne. Blisko do kościółka, centryczna lokalizacja, bezkolizyjne otoczenie oraz znaczne rezerwy terenu, gdyby chętnych do udziału w uroczystościach znacznie przybyło. A poza tym Biłgoraj miałby okazję upamiętnić pierwsze lata XIX w., kiedy były jeszcze żywe tęsknoty za utraconą i rozebraną Polską. Wiem, że w Biłgoraju tematy niepodległościowe są dalej aktualne, zwłaszcza te, które nawiązują do walki o nową niepodległość. Sądziłem, że tym razem udział wspomnianych cywilów będzie okazały, bo przecież ten dzień Cudu nad Wisłą był obchodzony pierwszy raz po wygranych wyborach przez polską prawicę z PiS-em na czele, tym bardziej że frekwencja na poprzedzającej przemarsz Mszy św. była znaczna. Te okoliczności nakazywały mi mieć nadzieję, że będę kroczyć w licznej kolumnie, z podniesionym czołem i dumą na twarzy. A tu blamaż. Szedłem smutny chodnikiem i tylko patrzyłem na tych nielicznych maszerujących ubranych jakby służbowo w ciemne garnitury i chyba tylko z jedną kobietą i to przebraną w strój policyjny, jakby to była tylko uroczystość męska. A przecież kobietom też wypadało oddać cześć i uznanie, choćby tylko za patriotyczne wychowanie synów, gotowych oddać życie w starciu z bolszewikami. Słowem – czułem się jak w obcym kraju, gdyby nieliczni gapie rozmawiający po naszemu, ale tych ludzi na chodnikach też było mało, bo prawie wszyscy po Mszy poszli do domów i to nie na obiad, lecz chyba na odpoczynek, gdyż to było przed godziną dwunastą. Jakby dla nich liczyła się tylko uroczystość kościelna. Owszem, też wyjątkowa, bo to było Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny i jeszcze poświęcenie tegorocznych darów przyrody, a więc wszystkiego tego, co Matka – Ziemia mogła urodzić człowiekowi. Być może, że gdyby odprawiający Mszę św. wyjątkowo uroczyście i z patosem ks. proboszcz  zaapelował o wzięcie udziału w przemarszu i uroczystościach świeckich, to mogło by to – tak przypuszczam – odnieść oczekiwany skutek. Sądzę jednak, że najwięcej zdecydowałoby się na przemarsz, gdyby jeden z księży dał osobisty przykład i szedł razem z tymi w kolumnie. O tym należałoby pamiętać i tego oczekuję w następnych latach, a dziś już o tym piszę, bo to byłoby nawiązanie do heroicznej postawy księdza legendy – Ignacego Jana Skorupki, który dał przykład w walce i poderwał obrońców Warszawy do kontrofensywy, choć w rozmiarach symbolicznych, ale do jakże odważnych i bohaterskich czynów. O tym bardzo szeroko i dokładnie mówił w kazaniu ks. proboszcz z kościółka, pomijając wątki wojskowe, polityczne i strategiczne, bez których, moim zdaniem, żaden zryw pojedynczego bohatera nie odniósłby tryumfu. Powiem tak: ks. I.J. Skorupka dał godny przykład swoją bohaterską wolą i niezłomną wiarą, a wojskowi z Marszałkiem Piłsudskim na czele pokazali swój genialny kunszt sztuki wojennej, kiedy rozpędzonej i rozochoconej armii Budionnego przygotowali, niedaleko Biłgoraja, bo pod Zamościem, wojskową zasadzkę, gromadząc na tyłach główne siły obronne. Ten manewr doprowadził do poddania się ponad 100-tysięcznej armii najeźdźców i zmusił do niewoli. Czytelnicy wybaczą mi, taką mam nadzieję, że tak gigantyczne zwycięstwo opisuję tak lakonicznie, ale tak mi każe serce i rozum podpowiada. Przecież była to, według strategów wojskowych. 14. bitwa w historii świata pod względem znaczenia, to był istny Cud nad Wisłą, posługując się kategoriami mistycznymi. W każdym razie 15 sierpnia powinien być dla  nas wszystkich okazją do zamanifestowania dumy narodowej, choćby w przemarszu. Oby już nigdy nie było potrzeby takiego Cudu. Utrzymajmy więc za wszelką ceną pokój z sąsiadami. 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.