- Reklama -

- Reklama -

- Reklama -

Zaraziłam się pasją taty… (rozmowa)

Miasteczko na Szlaku Kultur Kresowych to perełka na mapie Biłgoraja. Powstało z pasji i wizjonerstwa Tadeusza Kuźmińskiego. Teraz dzieło kontynuują jego dzieci. O planach na przyszłość rozmawiamy z Anną Kuźmińską-Longotą, córką Tadeusza Kuźmińskiego.

NGB: – Czym jest Miasteczko na Szlaku Kultur Kresowych? Jak można je opisać w skrócie osobie, która nie zna Biłgoraja i jego historii? 

Anna Kuźminska-Longota: – Miasteczko to osiedle, które powstaje nieopodal samego centrum Biłgoraja. Jest to osiedle domków drewniano-murowanych, które niegdyś istniały nie tylko w Biłgoraju, ale także w całym naszym regionie. Tato, projektując miasteczko, razem z Rudolfem Buchalikiem czerpał inspiracje z różnych regionów, Frampola, Goraja, Tomaszowa Lubelskiego, Janowa Lubelskiego. Obecnie w Miasteczku mamy trzy pierzeje, które już stoją. Dwie z nich są zamieszkane. Jedna jest przygotowywana do sprzedaży, a budowa ostatniej, czwartej pierzei,  będzie kontynuowana wiosną. W pierzei północnej na poddaszach są mieszkania. Każdy lokal usługowy jest wynajęty. Pierzeja zachodnia jest wzorowana na budynkach, które pochodziły z Tomaszowa Lubelskiego i są to domki wolnostojące. Pierzeja wschodnia to szereg segmentów, które teraz są przygotowywane do sprzedaży. Na dole mieści się lokal usługowy, na górze jest mieszkanie. Będzie to sześć domków, które wkrótce wyjdą na rynek nieruchomości. Na wiosnę przyszłego roku planujemy kontynuować budowę pierzei południowej, która zamyka cały rynek Miasteczka. Obecnie głównym punktem Miasteczka, taką jego najpiękniejszą ozdobą jest synagoga, która stoi na samym środku. Synagoga naprawdę robi wspaniałe wrażenie i jest to replika synagogi odbudowanej z 1658 roku, która niegdyś stała w Wołpie na terenie obecnej Białorusi. Została odtworzona dzięki pracy magisterskiej studenta Politechniki Warszawskiej, który przed wojną zrobił inwentaryzację dawnych synagog drewnianych i skoncentrował się właśnie na tej synagodze w Wołpie.

– Zamysłem Tadeusza Kuźmińskiego było to, aby Miasteczko „żyło”, aby mieszkali na jego terenie ludzie, a przedsiębiorcy prowadzili swoje usługi. Na ile udało się to zrealizować? 

– Pierzeja zachodnia i pierzeja północna są w pełni zamieszkane. Mieszka tutaj wiele rodzin, sporo osób pracuje i prowadzi swoje firmy. Ludzie też inwestują w lokale pod wynajem. Z pewnością Miasteczko żyje.

– Jakimi środkami trzeba dysponować, aby tu zamieszkać lub prowadzić lokal usługowy?

– Nie mamy stałej ceny za metr kwadratowy. Każdy budynek jest inny. Każdy obiekt ma inną elewację, inne wykończenie, inne detale.

– Dlaczego warto zamieszkać w Miasteczku lub otworzyć tutaj swój punkt usługowy?

– Myślę, że to jest niesamowicie ważny projekt, który próbuje ocalić niesamowitą architekturę, kulturę, tradycję od zapomnienia. Jest to projekt, który dopiero rozwija się. Ten, kto wejdzie z nami we współpracę, na pewno na tym nie straci, a zyska. Rozwijamy się. Przyjeżdża do nas mnóstwo turystów z całego świata i z każdego zakątka Polski. Przyjeżdżają i są zachwyceni. Pytają o to czy mogą tutaj zainwestować, kupić mieszkanie na okres letni. Roztocze również rozwija się niesamowicie, co sprzyja naszemu projektowi. Wybudowaliśmy dopiero rynek żydowski. Całe miasteczko ma składać  się z trzech części: z rynku żydowskiego, polskiego oraz prawosławnego. Chcemy wybudować mnóstwo obiektów kulturalnych, całe osiedle domów sitarzy. Jesteśmy na początku drogi. Przed nami jest wiele lat pracy. Myślę, że jest to jedno z ciekawszych miejsc w Polsce do zamieszkania i do otworzenia własnego punktu usługowego.

– Ta praca niezwykle zaangażowała Pani ojca. Teraz Panią. Czy na tym się skończy? Czy pracy wystarczy jeszcze dla Pani dzieci, a może nawet wnuki?  

– Myślę, że ta praca na pewno nie skończy się na nas. Tato tak naprawdę zaprojektował miasteczko, które mieści się na 40 hektarach. Zaprojektował kilka przepięknych projektów kulturalnych, które jeszcze nie stoją. Są również projekty, pod które wykupiona jest ziemia. Zaprojektował trzy piękne kamienice, mieszkania i dom sitarzy. Obiekty kulturalne chcielibyśmy budować z dotacji, ze środków Unii Europejskiej lub innych funduszy. Na to potrzebujemy czasu, jest to projekt wieloletni. Pracy mamy na najbliższe dziesięć lat. Co będzie dalej? Zobaczymy, czas pokaże.

– Z jakich funduszy zewnętrznych udało się skorzystać przy budowie miasteczka?

– Dwa obiekty zostały po części wybudowane z funduszy unijnych. Jest to synagoga, jej bryła. O fundusze na wykończenie jej w środku będziemy składać wnioski. To są olbrzymie koszty – polichromia, bima, wyposażenie. W obiekcie tym ma mieścić się muzeum Żydów biłgorajskich. Drugi obiekt, który powstał dzięki dofinansowaniu to bryła domu dziadka Isaaca Bashevisa Singera. Noblista przebywał w Biłgoraju jako dziecko i nastolatek. dzieciństwa i lat nastoletnich. Bardzo często w swoich powieściach nawiązywał do Biłgoraja. To pewnego rodzaju muzeum noblisty. W tym domu odbywają się wydarzenia kulturalne. Zapraszamy tam pisarzy, artystów. W domu znajduje się również biuro Fundacji. Obiekt jest aktywny przez cały rok.

– Jak czuje się Pani jako kobieta przedsiębiorca z tak dużą odpowiedzialnością, z narzuconą przez tatę wizją? 

– Czuję się bardzo dobrze z tym projektem. Tato nie narzucił mi tego projektu. Wiele lat wszczepiał we mnie ten projekt, rozmawialiśmy o tym wiele razy. Trochę mnie zaraził swoją pasją i wiedzą o architekturze, o historii, o kulturze, o tradycjach szczególnie Biłgoraja. Gdyby nie on to chyba nie wiedziałabym, skąd pochodzę i jaka jest przeszłość Biłgoraja. To on mnie tego nauczył, zaraziłam się jego pasją i nie wyobrażam sobie, że mogłabym robić coś innego w życiu. Dla mnie ten projekt jest także i moim projektem życia. Cieszę się, że mogę też oddać mu hołd, kontynuując jego dzieło. Zostawił nam coś niesamowitego do pracy. Jestem tutaj z dwójką rodzeństwa i każdy z nas zajmuje się inną częścią. Zajmujemy się tym, co lubimy, i tym, w czym jesteśmy dobrzy, i dzięki temu ta współpraca naprawdę fajnie wygląda. Jesteśmy tutaj już rok. Myślę, że dużo osiągnęliśmy wspólnie dzięki temu, że tata zostawił nam już gotowy projekt. My realizujemy jego wizję. Nie jest to łatwy projekt, jednak cieszymy się, że kontynuujemy to w jego imieniu.

– Nie boi się Pani porażki? Tego, że to się nie uda, że zawiedzie ojca?

– Nie. Nawet o tym nie myślę. Ja jestem całym sercem z tym projektem, więc porażka w ogóle nie wchodzi w grę. Ja widziałam tatę przez wiele lat, jak pracował nad tym projektem i widziałam, że miał momenty, kiedy było ciężko. Niekiedy trudność sprawiało przejście przez sprawy urzędowe, a innym razem sytuacja polityczna. Nasz projekt jest projektem specyficznym, jest wielokulturowy. W naszym małym miasteczku różne są odniesienia do wielokulturowości. Tak mocno wierzę w ten projekt, że słowo „porażka” w ogóle nie wchodzi w grę.

– Rodzeństwo również chce kontynuować pracę taty? Czy ma inną wizję Miasteczka? 

– Ma bardzo podobne zdanie do mojego. Rodzeństwo chce kontynuować pracę taty. Mieliśmy z nim wiele wspólnych rozmów na temat Miasteczka. Nie były to hasła: „Chciałbym, żebyście zrobili to i tamto”. Były to po prostu luźne rozmowy na temat naszej historii, tradycji. Tłumaczył nam ze swojej perspektywy, jak on widzi Miasteczko. Rozmawialiśmy o wielu kulturach, które tu niegdyś zamieszkiwały. Jak się słyszy to od osoby, która ma tak ogromną wiedzę i pasję, to myślę, że nie da się stworzyć innej wizji na ten projekt. Najmłodszy brat Maciej przejął rolę kierownika technicznego, zajmuje się bardziej budowlanką. Wiadomo, że wszyscy się uczymy, ale pomagamy sobie i czerpiemy pomoc również z innych źródeł. Siostra Magda wróciła tutaj z Australii razem ze swoim mężem i z całą rodziną. Magda przejęła część administracyjno-księgową. Jesteśmy tutaj na 100%, nikt nigdzie się nie wybiera, kontynuujemy projekt taty. Wszyscy jesteśmy w tym całym sercem.

– Nie mieliście innych planów na swoje życie?

– Oczywiście, że każdy myślał sobie, o różnych wizjach na życie. Ja przed przejęciem tego projektu mieszkałam w Warszawie. Z mężem pracowaliśmy w korporacji. Zawsze wiedziałam, że wrócę  do Biłgoraja i będę pracowała z tatą. Nigdy nie myślałam, że po prostu będę robiła to sama, bez niego. Najsmutniejsze jest to, że mój największy wkład zaczął się już po odejściu taty. Taka wizja u mnie była od zawsze. Moja siostra myślała, że zostanie dłużej w Australii. Była już tutaj rok przed śmiercią taty. Opiekowała się nim codziennie. Myślę, że był to okres, kiedy uświadomiła sobie, że  tutaj jest jej dom, tutaj jest jej miejsce i chciałaby tutaj żyć. 

- Reklama -

– Jak mieszkańcy Biłgoraja podchodzą do tego przedsięwzięcia? Chcecie stworzyć coś na wzór Kazimierza Dolnego?

– Tak. Tato widział Kazimierz Dolny czy Sandomierz w Biłgoraju. Chciał mieć taki rynek, który tętni  życiem. Chciał, aby tutaj mieszkały rodziny, żeby przedsiębiorcy prowadzili swoje firmy. Chciał, aby w tym miejscu przenikały się różne kultury. Jak podchodzą do nas mieszkańcy? Nie wszyscy wiedzą, że Miasteczko ma wiele elementów. Zakładamy budowę rynku polskiego z halą targową, z pięknym pałacykiem, który nawiązuje do architektury polskiej. Jest część prawosławna, gdzie będzie stała przepiękna, drewniana cerkiew prawosławna. W planach jest meczet tatarski, który nawiązuje do kultury tatarskiej. Niegdyś Tatarzy żyli w Biłgoraju. Te wszystkie obiekty nie mają być  bożnicami, czy miejscami, do których będziemy chodzić i modlić się. Wiadomo, że w Biłgoraju pozostała kultura polska. One mają być obiektami muzealnymi, chcemy pokazać ludziom, kto kiedyś mieszkał w Biłgoraju, jaka była religia, jaka była kultura. Chcielibyśmy pokazać ludziom, że w naszym mieście działo się o wiele więcej, niż dzieje się teraz. Chcielibyśmy otworzyć im oczy na tolerancję wobec innych kultur i innych religii. Ale nie chcemy nikogo namawiać do tego, żeby zmienił swoje przekonania. Chcemy tylko im uświadomić, co kiedyś tutaj istniało. Te wszystkie budynki, które chcemy wybudować, już kiedyś miały tutaj swoje miejsce. One zostały albo spalone w czasie II wojny światowej, albo zostały zniszczone. My chcemy je odbudować i pokazać, jak ciekawy był kiedyś Biłgoraj.

– Czy mieszkańcy Biłgoraja chcą tej historii? 

– Myślę, że osoby, które właśnie były z rocznika mojego taty, mają o wiele większą wiedzę na temat tego, co działo się kiedyś w Biłgoraju. Natomiast osoby urodzone w latach 80. nie wiedzą dużo na ten temat. My musimy się tego nauczyć. Większość ludzi może nie mieć tej wiedzy, co tutaj było, co tutaj się działo. Dlatego ten projekt właśnie jest założony po to, żeby to odtworzyć, żeby to pokazać. Myślę, że kiedy ludzie zobaczą, co tutaj kiedyś było, to podejdą do tego bardzo optymistycznie i zobaczą, że w Biłgoraju buduje się coś, co będzie naprawdę projektem na skalę kraju, nawet poszłabym dalej, na skalę europejską. Będą zadowoleni, że będą mieli w Biłgoraju naprawdę niesamowity obiekt, który będzie częścią edukacyjną dla wszystkich. Mam nadzieję, że podejdą do tego w ten sposób, że będą mogli uczyć swoje dzieciaki, skąd pochodzą, co tutaj kiedyś było i że te kultury współistniały ze sobą w zgodzie.

– Nawiązując do budowy synagogi, to szukacie drobnych rzemieślników z województwa lubelskiego. Chcecie to Miasteczko zbudować z pomocą mieszkańców tego środowiska, a nie innych firm ogólnopolskich?

– Tak. Wiadomo, że wiele elementów starych budowli drewnianych czy też po części murowanych ma bardzo specyficzną architekturę. Wiele osób zostało, które wykonują takie zawody jak właśnie kowal czy stolarz, który jest w stanie wykonać nam m.in. podcienia, które mają specyficzne kształty Chcielibyśmy wspierać lokalne rzemiosło, jednak nie jest to najłatwiejsze zadanie, bo już na tym etapie szukamy stolarza, który wykona nam przepiękne schody do synagogi i, niestety, spotykamy się z odmowami naszych regionalnych stolarzy. Albo nie umieją zrobić potrzebnych nam elementów, albo nie mają do tego sprzętu lub jest to dla nich zbyt długi i pracochłonny projekt.

– Sklep „Spiżarnia Roztocza” to również wasz pomysł na biznes? Skąd taka idea?  Mało było pracy przy samym Miasteczku?

– Mamy jasno podzielone role. Ania zajmuje się głównie Miasteczkiem i Fundacją. Ja musiałem swoją karierę, jaką była praca w budownictwie, odstawić na boczny tor. Przyjechałam tutaj, abyśmy byli razem. To był nasz główny cel. Teraz trzeba robić coś, aby było z czego żyć. Nie możemy  skupiać się tylko na jednym źródle dochodu, więc postanowiliśmy, że zaryzykujemy. Nie mając doświadczenia, otworzyliśmy swój własny sklep. Kiedyś w planach było otworzenie restauracji, ale to raczej mało pewny biznes. Stwierdziliśmy, że łatwiej będzie otworzyć sklep. Jest to łatwiejsze organizacyjnie i ryzyko jest zdecydowanie mniejsze. Najważniejszym elementem było pokazanie  mieszkańcom, że można w Miasteczku otworzyć biznes, który się rozwija. Nasz sklep jest dowodem na to, bo mamy już drugi punkt w Galerii Biłgorajskiej. Chcemy się rozwijać dalej. Mamy w naszym rejonie fantastycznych małych przedsiębiorców, którzy produkują lokalnie i zdrowo. Chciałam zebrać właśnie wszystko do jednego koszyka i zaproponować to mieszkańcom i turystom. Od wielu z nich słyszałam, że nie ma tutaj punktu, gdzie można byłoby kupić coś z tego regionu.

– Jakie produkty można znaleźć w sklepie „Spiżarnia Roztocza”?  

– Można znaleźć prawie wszystko, co jest potrzebne w takich codziennych spożywczych zakupach. Mamy świeże wędliny, sery i pieczywo. Są miody, przetwory warzywne, przetwory owocowe. Jest też alkohol, są słodycze. Staramy się czerpać z regionu jak najwięcej i szukać nowych coraz lepszych dostawców. Najlepiej przyjść i samemu się rozejrzeć. Ludzie, którzy do nas przychodzą, spędzają przeważnie kilka ładnych minut, żeby się najpierw rozejrzeć. Potem dopiero robią zakupy, bo mamy naprawdę spory wybór. Wiemy, że ten region ma do zaoferowania jeszcze więcej, ale musimy sobie też dać czas, żeby to wszystko móc zaprezentować, bo ten sklep jest mały po prostu i to nas ogranicza. Mamy produkty z okolicznych miejscowości powiatu biłgorajskiego, ale również z terenu województwa. Cały czas szukamy producentów, jednak mało odzywa się z terenu samego powiatu. Zawsze szukamy jak najbliżej, bo to jest naturalne. Jeśli ktoś ma fajny produkt i jeszcze robi go lokalnie tutaj obok nas, to tak naprawdę chcemy, żeby był u nas w sklepie, bo taka jest idea tego sklepu. Promujemy również lokalnych artystów. Sprzedajemy m.in. ręcznie malowane torby z wizerunkiem naszej synagogi.

– Mieszkańcy powiatu często odwiedzają sklep? Czy raczej klientami są turyści?

– W trakcie sezonu było naprawdę bardzo dużo turystów i sporo osób z Biłgoraja. Spoza regionu, spoza powiatu przyjeżdżają klienci po kosze prezentowe, których robienie wyszło naturalnie. Znajoma potrzebowała kosza na już. Złożyliśmy kilka produktów do jednego pudełka i to był strzał w dziesiątkę. Okazało się to naprawdę wielkim sukcesem, bo nie  tylko turyści biorą od nas takie kosze jako pamiątki z Roztocza, aby zawieźć do swojego regionu i poczęstować nim swoich bliskich, mamy też naszych lokalnych klientów. Mamy również lokalną kawę i lokalne herbaty bio. Do tego kosmetyki naturalne. To wszystko jest w naszym koszu. Kosze kupowane są na przeróżne okazje. Myślę, że sklepik znajdujący się w Miasteczku będzie się koncentrował właśnie na koszach prezentowych, a punkt w Galerii Biłgorajskiej będzie stawiał na świeże produkty. Mamy fantastyczne sery z regionu, zdrowe wędliny. Mamy paje, które będziemy chcieli mocno wypromować, bo nie tylko są przepyszne, ale są naszego własnego autorstwa. Piecze je dla nas nasza piekarenka regionalna specjalnie dla nas, na podstawie naszego przepisu, naszego pomysłu, nigdzie więcej ich nie można dostać.

– Chcecie rozwijać sklep na terenie województwa, bo raczej pewnie nie dalej?

– Myślę, że na to jest jeszcze za wcześnie. Dopiero otworzyliśmy drugi punkt. Dajmy sobie troszkę czasu, nie chcemy ugryźć więcej niż moglibyśmy przełknąć. Poza tym to też wymaga środków, czasu i naszego zaangażowania. Z pewnością chcemy się rozwijać. Jednak wszystko w miarę możliwości.

– Rozmawialiśmy o mieszkańcach, o ich podejściu do Miasteczka. A jak podchodzi  do was samorząd? Promuje was, wspiera? Czy może podkłada kłody?

– Mamy zdecydowane poparcie władz samorządowych. Kiedy oprowadzam turystów i pytam, gdzie o nas usłyszeli, to bardzo często słyszę, że dzwonili czy do Urzędu Miasta, czy do Urzędu Gminy, czy do osób z naszych lokalnych samorządów. Wszyscy odsyłają ich do Miasteczka. Z pewnością promują Miasteczko i myślę, że czekają na nas z kolejnymi etapami budowy, żeby może wejść z nami w jakąś współpracę, aby razem promować nie tylko nasze Miasteczko, ale Biłgoraj jako miasto.

– Jakie są plany na przyszłość? Czego można się spodziewać na kolejny rok?

– Naszym największym celem na rok 2022 jest wykończenie rynku brukiem i zakończenie pierzei południowej. Kolejny rok będzie intensywnym rokiem prac budowlanych, aby zakończyć pierwszy etap, doszlifować go, dopracować i otworzyć go dla mieszkańców i dla inwestorów. Nasz główny cel to zakończenie rynku żydowskiego.

– Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę zrealizowania wszystkich planów.

– Dziękuję.

 

- Reklama -

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.