Zamiast rzetelnego przeglądu, „zwykła partyzantka”

Temat związany z kolektorami słonecznymi wyszedł od radnego Henryka Marczaka. – Czy będą podejmowane przez gminę jakieś kroki odnośnie przetwornic, bo te przetwornice nie działają. One tylko pobierają prąd i cała ta fotowoltaika, która miała oszczędzać energię po prostu doprowadza do jej zużycia – mówił radny, dodając, że wielu mieszkańców skarży się na działanie tych urządzeń. U wielu przetwornice są powyłączane. Zdaniem radnego wykonawca musiał sporo zaoszczędzić przy wykonywaniu przetwornic, stąd te problemy. – Jak się zgłasza do nich, to tłumaczą się tym, że w ramach gwarancji nie można tego zrobić, bo kurz w środku jest. Chyba to jest jakieś nieporozumienie. To ma stać w kotłowni, a tam przecież jest kurz. Trzeba było tak zaprojektować, żeby te przetwornice były zabezpieczone od kurzu – twierdzi Marczak. 

Podniesiony przez radnego temat nie spodobał się poniektórym radnym. Przewodniczący Jan Ksiądz apelował aby nie powtarzać tematów z komisji Rady, na sesji. Radny Marczak stwierdził, że poruszył temat, ponieważ na komisjach nie są obecni sołtysi, a to oni wiele spraw przekazują mieszkańcom. 

Do spostrzeżeń radnego ustosunkował się wójt gminy. – Ja nie mówię, że przetwornice to szczyt techniki, sam mam uwagi do tego – mówił na wstępie Lech Rębacz. Informował, że w tym roku powinny być przeprowadzone przeglądy gwarancyjne wszystkich urządzeń. – Ponoć od poniedziałku (przyp. red. 22 lutego) ekipa na terenie gminy jest. Próbowałem dzwonić do nich, nie odpowiadają. Nie odpisują na wysyłane pisma. Ja się dziwię ludziom, którzy wpuszczają te osoby na swoje posesje – wskazywał wójt, który tłumaczył, że właścicielem solarów jest gmina, dlatego firma powinna w pierwszej kolejności zwrócić się właśnie do niej. – Powinno być upoważnienie z mojej strony na to żeby wykonywać jakiekolwiek naprawy czy przeglądy. Druga sprawa jest taka, że powinno to być w obecności pracownika wyznaczonego przez gminę – wyjaśniał włodarz, dodając, że tak jest też w innych gminach praktykowane. – To co się odbywa, to jest zwykła partyzantka, nie mają żadnego upoważnienia, żeby wejść do budynku mieszkańca – stwierdził. 

Radni i sołtysi podnosili, że faktycznie takie przeglądy się odbywają, a mieszkańcy podpisują się na liście. Zebrani wskazywali, że pierwsze słyszą takie rzeczy i że nikt o niczym nie wiedział. – Nie powinno się nic podpisywać. My będziemy chodzili wszędzie, z pracownikiem wyznaczonym przez mnie, po to żeby sprawdzić prawidłowość działania we wszystkich tych obiektach, gdzie zostały urządzenia zamontowane – mówił wójt.

Myślę, że dobrze, panie przewodniczący, poruszyłem ten temat, bo są sołtysi, niech powiedzą mieszkańcom, żeby nie podpisywali żadnych list. Jak pan wójt mówi, to oni bez pracownika gminy nie mają takiego prawa – skwitował na koniec radny Marczak. 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.