Automax

Zamiast połajanek promujmy debaty

 Ale jak to hasło przekuć w czyny i co to są w ogóle połajanki w kontekście debaty? O tym można łatwo mówić w szkole na lekcjach wychowawczych i na lekcjach j. polskiego, kiedy pojęcie połajanka można frazeologicznie i semantycznie objaśniać, że to może być dezaprobata, nawet totalna, na wzór totalnej opozycji, ale może też oznaczać złośliwe docinki, a nawet potępienie z ochrzanem i opeerem, nie mówiąc już o delikatnej zniewadze czy afroncie. Później, w życie dorosłym umoralniać już nie ma komu, choć, według mnie, Kościołowi jest najbliżej. A może jeszcze tak rodzice dawaliby dobry przykład dla młodszego pokolenia? Przecież oni mogą świecić przykładem w rozmowach i zachowaniach przy stole. Z doświadczenia własnego wiem, że do pewnego wieku można trochę „sterować” wychowaniem, później już z reguły młodzież przechodzi na własne ideały, często skierowane na młodzieżowy slang i szpan. Dlatego też biłgorajskie debaty na wzór oxfordzki, jakie odbywają się tu już rok rocznie  – taki termin może się utrwali na chwałę miasta – nabierają szczególnej wagi i potrzeby promocji. Je po prostu trzeba tylko odpowiednio hołubić i popularyzować w szkołach. Niekoniecznie na super poważne tematy, bo to mocno spina dyskutantów, ale takie mniej naukowe, związane z życiem bieżącym, np. z modnym ubiorem czy grzechem mogą jeszcze dodatkowo uatrakcyjnić sztywną na pozór debatę. Jeśli popularyzować, to przede wszystkim poprzez atrakcyjność, i nie w małym pomieszczeniu BCK, ale w auli, w szkole i koniecznie z dużą widownią. To, moim zdaniem, jeden ze skrytych sposobów skutecznego oddziaływania na przyzwyczajanie młodzieży do kulturalnych wypowiedzi połączonych z ogładą i wiedzą. W wieku późniejszym z tym już bywa o wiele trudniej, zamiast sporów na argumenty dochodzi do przysłowiowych połajanek, bo mamy takie jakby wrodzone inklinacje do dokuczenia innym, do deprecjonowania innych argumentów i to jakże często łatwo samo przychodzi, tym bardziej że, oglądając obrady Sejmu, aż się „prosi”, żeby tak postępować na co dzień, np. w szkole. Mówiła o tym nasza poseł Genowefa Tokarska, obecna na ostatniej debacie, która po jej zakończeniu mówiła o tym z żalem i poniekąd z samokrytyką, ale w odniesieniu nie do siebie, lecz do życia politycznego, do zwyczajów w Sejmie. A tam, będąc z 50-osobową grupą z UTW miałem okazję słyszeć od jej kolegów z ław poselskich, jaką cieszy się opinią, o jej kulturze słowa i skrupulatności. To było miło słyszeć, wiedząc jeszcze, że Pani poseł była wcześnie gospodarzem Lubelszczyzny, piastując zaszczytną funkcję wojewody lubelskiego. A debat prawdziwych, czyli kulturalnych dyskusji jest jak na lekarstwo, a w Biłgoraju, moim zdaniem, nie ma ku temu wiele okazji, gdyż dyskusje radnych, choć są merytoryczne, to jednak rzadko skupiają się wokół jednego problemu, są tematycznie rozproszone. Debaty profesjonalne, oxfordzkie można oglądać tylko w Oxfordzie i… w Biłgoraju. Tak mniemam po tym, co widziałem 4 grudnia, oglądając finał już trzeciej edycji oxfordzkich debat dla szkół średnich z Zamościa, Zwierzyńca i Biłgoraja. Tym razem mistrzostwo zdobyli uczniowie z Biłgorajskiego ZSZiO przy ul. Przemysłowej. To zaszczyt dla naszych szkół, że mamy tak wybitnych i uzdolnionych uczniów, którzy potrafią kulturalnie i profesjonalnie debatować. To chcę podkreślić i przy okazji pogratulować przede wszystkim pedagogom za to, że potrafią skutecznie mobilizować i przygotowywać młodzież do konkursów. Przecież ostatnio znowu błysnął uczeń I LO im. ONZ w Biłgoraju, został laureatem ogólnopolskiej olimpiady noblowskiej aż w Gdańsku i odebrał gratulacje od prawdziwego noblisty Lecha Wałęsy. To Wojciech Rynn, a dwójka pozostałych biłgorajan niewiele była słabsza. To splendor dla miasta i powiatu, i z tego cieszy się autor.

Biłgorajczyk, naj-lawok@wp.pl

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.