- Reklama -

- Reklama -

- Reklama -

Z Biłgoraja po tytuł mistrza świata (rozmowa)

Człowiek z Ziemi Biłgorajskiej mistrzem świata? I to w czymkolwiek? To się jednak praktycznie nie zdarza. A on nim został i to trzy razy: - Biłgorajanin też może być w czymś najlepszy na świecie, to nie jest żaden problem, tylko trzeba mieć serce, zaangażowanie i traktować to poważnie - mówi nam karateka Daniel Iwanek. Długa rozmowa z utytułowanym rodowitym biłgorajaninem tylko w Nowej Gazecie Biłgorajskiej.

- Reklama -

Szukam mistrza świata pochodzącego z Biłgoraja w jakiejkolwiek dyscyplinie sportu. Przyznasz, że problem jest.

To trzeba było od razu skierować się do nas, bez problemu pomożemy znaleźć. Maciejewski Andrzej, czyli mój trener – to po pierwsze i wydaje mi się, że ja też byłem mistrzem świata. Skromnie, bo trzy razy.

Mulawa podziękowania

Spodziewałem się, że biłgorajscy karatecy pomogą mi w poszukiwaniach.

Oczywiście. Biłgorajanin też może być w czymś najlepszy na świecie, to nie jest żaden problem, tylko trzeba mieć serce, zaangażowanie i  traktować to poważnie. Pamiętam, jak w 1992 roku w kanadyjskim Montrealu Andrzej Maciejewski wraz z polską drużyną zostawał pierwszym mistrzem świata z Biłgoraja. Ludzie nie dowierzali, że to możliwe, że to się stało naprawdę, bo to było jakimś ewenementem jak na tamte czasy dla Biłgoraja. I niektórym wydawało się, że to incydent, że to przypadek i przez wieki kolejnego mistrzostwa świata dla sportowca z Biłgoraja nie będzie. Ja w 2008 roku, czyli dopiero po szesnastu latach, ale jednak jest to możliwe.

I znów karate. Skąd w ogóle ten fenomen i taka popularność karate w Biłgoraju?

Dodaj szybkie ogłoszenie drobne na naszym portalu:

Żeby to zrozumieć, trzeba przede wszystkim złapać klimat Biłgoraja. A Biłgoraj ma taki klimat, że wiele osób wyjeżdża za granicę w poszukiwaniu pracy, bo na miejscu zbyt wielu firm i zakładów pracy nie ma. Niektórzy wracają po latach z kapitałem i gdzieś ten kapitał lokują. Jest na miejscu Black Red White, jest trochę inny firm, czyli wbrew trudnościom i problemom ci ludzie są jednak przedsiębiorczy. Jeżeli chodzi o sport, jest podobnie. Na miarę takiego miasteczka jak Biłgoraj ta infrastruktura sportowa nie wygląda aż tak źle. Z tym że, jak każde małe miasteczko, są jakieś ograniczenia i pewnie nie jest tak łatwo wybić się gdzieś wyżej, jak z większego ośrodka. Ale to też zależy od dyscypliny sportowej. I tak, jak wiesz, pewnie w piłce nożnej Biłgoraj pewnego progu nie przeskoczy, bo trzeba mierzyć siły na zamiary. Może maksymalnie trzecia liga i więcej nie da się z tego wycisnąć. Przez moment była ręczna, czy siatkówka kobiet. Ale najwięcej możliwości i szans daje sport indywidualny. I takim sportem jest właśnie karate, czy podnoszenie ciężarów, gdzie Biłgoraj też odnosi sukcesy. Ciężary mają dodatkowe lepsze finansowanie, bo jeszcze środki z ministerstwa i tak ta lokalna mapa sportowa wygląda i tu właśnie są największe sukcesy.

Tylko widzisz, od twoich sukcesów mistrza świata z Biłgoraja nie ma. Co jest nie tak? Nie ma zainteresowania? Nie ma aż takich talentów?

Mistrza świata nie robi się od ręki. Mistrz świata się kształtuje, bo rywalizuje cały świat i każdy chce sięgnąć po złoto. Ja sam czekałem i trenowałem ciężko szesnaście lat, żeby do tego dojść. I to nie tak z doskoku, ale pracowałem codziennie. Nie każdy się rodzi, żeby tak podejść. Teraz jest o tyle trudniej, że dzieciaki i młodzież mają więcej pokus, które odciągają od sportu. Jest internet, są smartfony, konsole i wiele innych możliwości spędzania czasu. Ja w wieku 11 lat uprawiałem w Biłgoraju już praktycznie wszystkie sporty. Piłkę nożną, ręczną, grałem w siatkówkę, koszykówkę i trenowałem karate. Nikt mnie nie zmuszał, nikt mnie nie woził, tylko taki był mój wybór. Chodziłem piechotą, a do szkoły średniej miałem z domu pięć kilometrów. I codziennie chodziłem pięć w jedną i pięć w drugą, co też w jakiś sposób kształtuje charakter. A na treningu musiałem być o godzinie 6 rano. Jeżeli robisz to codziennie, plus widzisz, że sport daje ci możliwość, żeby jeździć po całej Polsce i są jakieś efekty, to wtedy idziesz do przodu. Ja w latach 90. mogłem już rywalizować na świecie, a sam wiesz, jakie to były czasy. Poprzez zaangażowanie w sport i kulturę człowiek mógł się wyrwać z Biłgoraja i zobaczyć, jak wygląda świat.

Biłgoraj to jest dzisiaj dla ciebie tylko miejsce urodzenia, czy coś więcej?

Ale Biłgoraj to jest mój dom. Ja tutaj także mieszkam. Mam dom w podlubelskim Marysinie, ale też mam drewniany stuletni dom z Biłgoraja. Jako student mieszkałem zresztą w tym stuletnim domu przeniesionym z Biłgoraja. Biłgoraj to jest moja rodzina, tu są moje korzenie i ten Biłgoraj mam nie tylko w dowodzie, ale też w sercu. Ale dzielę to z Lublinem. Na pewno przynajmniej raz w tygodniu jestem w Biłgoraju i myślę, że jestem częścią tego miasta. I mieszkańcom Biłgoraja chciałem powiedzieć takie jedno zdanie: wychowując jednego prawego człowieka, wychowujemy wielu; staje się on zaczynem dobra, które pomnażane będzie w następnych pokoleniach. To jest taka wartość, którą ja się kieruję i którą mam. I to jest wartość, którą trzeba promować i wdrażać w Biłgoraju. Po to właśnie tu wracam, po to tu przyjeżdżam, żeby się dzielić swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi.

Sprawdzasz czasem wyniki biłgorajskich drużyn, czy to już raczej science fiction?

(…)

 

Cała rozmowa z Danielem Iwankiem w najnowszym papierowym wydaniu Nowej Gazety Biłgorajskiej. Szukajcie w kioskach, sklepach i punktach kolportażu w całym powiecie biłgorajskim.

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.