Garderoba Gentlemana

Wyrok uchylony. Sprawa do ponownego rozpatrzenia

Sprawa posiadania nielegalnej broni przez radnego gminy Księżpol ma swój ciąg dalszy. Przypomnijmy. 28 października ubiegłego roku biłgorajski sąd umorzył według Jana K. postępowanie i stwierdził, że czyn ten ma znikomą szkodliwość. Chodziło o posiadanie przez niego amerykańskiego rewolweru Smith & Wesson kal. 38, 21 sztuk naboi różnych kalibrów, 4 sztuki naboi gazowych i jednego naboju bocznego zapłonu. Po spektakularnej akcji CBŚ, kiedy to funkcjonariusze wkroczyli równocześnie do dziewięciu posesji w powiecie biłgorajskim i po przeszukaniach odnaleźli w domach czterech mężczyzn 4 pistolety, 6 strzelb myśliwskich, 7 karabinków, strzelbę samoróbkę, 3 wiatrówki (na które wymagane jest zezwolenie), ponad 1400 sztuk różnego rodzaju amunicji, 3 pojemniki z prochem strzelniczym oraz kilka istotnych elementów składowych broni palnej. Trzem mężczyznom postawiono zarzuty z art. 262 par. 2 Kodeksu karnego.

Dwóch oskarżonych zostało uznanych za winnych i skazano na karę grzywny. Jeden z nich dobrowolnie poddał się karze. Drugi został uznany winnym na rozprawie 28 października ub. roku. Tylko wobec radnego gminy Księżpol sąd okazał się wyrozumiały. W przypadku Jana K. wymierzenie mu kary miałoby dla niego poważne konsekwencje. Musiałby on pożegnać się z mandatem radnego. Jest on także pracownikiem wydziału rolnictwa, ochrony środowiska i leśnictwa Starostwa Powiatowego w Biłgoraju. Tu także praca wiąże się z niekaralnością.

– Wyrokiem z dnia 9 marca 2016 roku jeden z oskarżonych, który dobrowolnie poddał się karze, został uznany winnym dokonania zarzucanego mu czynu i skazany na karę grzywny. Sprawy pozostałych dwóch oskarżonych, w tym Jana K. zostały włączone do odrębnego postępowania. Wyrokiem z dnia 28 października 2016 roku jeden z oskarżonych został uznany winnym dokonania zarzucanego mu czynu i skazany na karę grzywny. Sąd tym samym wyrokiem na podstawie art. 17 par. 1 pkt. 3 kk w związku z art. 1 par. 2 kk postępowanie wobec oskarżonego Jana K. umorzył – wyjaśnia prezes Sądu Okręgowego w Zamościu Jerzy Żurawicki.

Po tym bulwersującym wyroku sprawą samorządowca z gminy Księżpol zainteresowała się ogólnopolska telewizja. Reportaż Artura Borzęckiego „Radny ucieka traktorem, trudnych pytań unika też sąd” wyemitowano na antenie Polsatu 16 listopada w programie „Interwencja”. Pisaliśmy o tym na łamach NOWej. Niestety, przed kamerami nie chciał się wypowiedzieć nie tylko „bohater” reportażu, ale także prezes Sądu Rejonowego.

Po wyemitowaniu odcinka biłgorajski wymiar sprawiedliwości zmienił podejście do sprawy. Prokurator podważył wyrok sędziego Sądu Rejonowego w Biłgoraju i złożył apelację do sądu wyższej instancji.

– Sędzia referent w osobie SSR Zbigniewa Łupiny na wniosek prokuratora rejonowego w Biłgoraju sporządził uzasadnienie wyroku. W dniu 29 listopada 2016 roku prokurator złożył apelację od wyroku do Sądu Rejonowego w Biłgoraju na niekorzyść oskarżonego, wnosząc o uchylenie zaskarżonego wyroku do ponownego rozpoznania w zmienionym składzie – kontynuuje prezes Żurawicki.

19 stycznia br. Sąd Okręgowy w Zamościu uchylił zaskarżony wyrok i przekazał do ponownego rozpatrzenia. Sprawa wróci do biłgorajskiego sądu, ale rozpatrzy ją inny sędzia.

Postępowanie Jana K. i jego zachowanie wobec dziennikarzy Polsatu nie podoba się radnym z Księżpola. Temat ten został poruszony podczas jednej z sesji Rady Gminy, gdzie oskarżony nadal pełni swoją funkcję. Mało tego, co miesiąc pobiera za to niemałe wynagrodzenie. Z tytułu pełnienia funkcji publicznej zarabia miesięcznie blisko 1 400 zł. – To, co robi pan przewodniczący i to, jak się zachowuje publicznie, jest dla mnie niewiarygodne. Ja panu po prostu nie wierzę. Jako przewodniczący przestał być dla mnie wiarygodny – mówił radny Henryk Marczak. Przypomniał on, że jeszcze nie tak dawno Jan K. wzywał kolegę radnego w podobnej sytuacji do honorowego zrzeczenia się z mandatu. „Dla dobra Rady”, tak wtedy mówił. Teraz sam, będąc oskarżonym, nie kwapi się, aby postąpić honorowo.

Samorządowiec nie wstydzi się swojego zachowania, ani tego, jak uciekał przed dziennikarzami telewizji Polsat. – Nie ma się czego wstydzić z tego względu, że pracując w polu nie byłem osobą publiczną i byłem niestosownie ubrany – odniósł się „bohater” reportażu do słów radnego. – Panowie robiący reportaż nie umówili się ze mną w żaden sposób, nie przedzwonili. Na korytarzu w urzędzie gminy jest tabliczka, kiedy urzęduję, gdzie urzęduję, jest telefon. Mogli przedzwonić, mogli umówić się ze mną. Nie zrobili tego mówił dalej radny. – Ja w jakiś sposób zostałem napadnięty, gdyż jeden z panów wyskoczył w czasie pracy z jednej strony, drugi pan z drugiej strony. Nie wiedziałem, co się działo i zachowałem się tak, jak zachowałem, nie wiedząc, co to są za osoby – tłumaczył się Jan K.

Najbliższe miesiące pokażą, jak biłgorajski sąd ustosunkuje się do faktu posiadania przez radnego nielegalnej broni i amunicji. Na łamach NOWej Gazety Biłgorajskiej będziemy relacjonować tę sprawy.

Posłuchaj, jak oskarżony radny tłumaczy się ze swojego zachowania (NAGRANIE):

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.