Noclegi – Bździuch

Wspomnienia sitarzy

Lubomir Skrobański wspomina swoich przodków – biłgorajskich sitarzy. Tereny kupieckie biłgorajskich sitarzy sięgały po wschodnie tereny Rosji, Mołdawię, Węgry i inne kraje.

Zagroda Sitarska (1810 r.)

Drewniane zabudowania Zagrody Sitarskiej przy ul. Nadstawnej miały konstrukcję wegłową. Zbudowano je bez użycia nawet jednego gwoździa. Posiadały część mieszkalną i produkcyjną. Oprócz wyposażenia do życia, spania oraz do prowadzenia gospodarstwa rolnego znajdowały się tam warsztaty do tkania siatek i włosianki. Całość zagrody miała powierzchnię 2500 m2. Znajdowały się tam dwie stodoły oraz drewutnia, spichlerz, wozownia i pomieszczenie dla inwentarza. Wałęsały się w okolicy stada bydła. Na zapleczu zagrody wzdłuż rzeki Biała Łada były piękne, zielone, kwieciste łąki.

Decydującym czynnikiem o pomyślnym rozwoju Biłgoraja była wymiana handlowa. Miasto leży na szlaku handlowym z Lublina do Jarosławia. A także na trasie wodnej – Łada, Tanew, San, Wisła. Z Biłgoraja wywożono miód, mięso, wyroby kuśnierskie oraz sita. Dużym powodzeniem cieszyło się zielone, biłgorajskie piwo! Był to ulubiony napój królowej Marysieńki Sobieskiej. Wysyłano je do Wiednia i do zachodniej Europy.

Słynne sita docierały na Węgry, do Szwecji, Niemiec, Mołdawii. Dzięki dalekim podróżom sitarze mieli bardzo szeroką wiedzę.

Uroczystości weselne trwały 10 dni. Rozpoczynały się w czwartek od oświadczyn. Na ucztę pieczono słynne „korowoje” przystrojone figurkami i złotem.

Wiosną Biłgoraj wyludniał się. Pożegnanie sitarzy było bardzo uroczyste. W dzień wyjazdu ucztowano od samego rana. A potem około południa przenoszono się pod figurę św. Jana Nepomucena przy trakcie zamojskim. Gdy sitarze wracali, witano ich również na rogatkach Biłgoraja. „Radosne i Żałosne”, czyli powitanie i pożegnanie sitarzy to bardzo stara i uświęcona tradycja. Przez wiele lat odbywały się inscenizacje tych wydarzeń przy Zagrodzie Sitarskiej i pomniku ich patrona Jana Nepomucena w reżyserii Stefana Szmidta w obsadzie biłgorajskich artystów. Cieszyły się dużym zainteresowaniem licznej „widowni”, nie tylko biłgorajskiej. Sławne z urody i pracowitości biłgorajanki zajęte od rana do wieczora przy warsztatach sitarskich prowadziły też gospodarstwa rolne i domowe oraz wychowywały dzieci. W nocy nawet trzymały wartę. Mężowie długo przebywali poza domem, bywało że i kilka lat. Małżeństwa zwykle zawierane były w rodzinach sitarzy. Handlem w Biłgoraju zajmowały się trzy społeczności: Polacy, Żydzi i prawosławni.

Rodzina Grabińskich

Familia znana biłgorajakom. Na początku XIX w. przybył do Biłgoraja (Królestwo Polskie) Andrzej Grabiński, który tu zbudował drewniane obejście, składające się z domu mieszkalnego, budynku dla inwentarza, wozowni, spichlerza, stodoły, drewutni. Całość została ogrodzona płotem. Dzięki zabiegom włodarzy „Zagroda Sitarska” przetrwała do dzisiejszych czasów. Obecnie mieści się tu Muzeum Ziemi Biłgorajskiej. Jest to ostatnie świadectwo po słynnych biłgorajskich sitarzach. Ślady innych zagród oraz domów tatarskich już nie istnieją. Tamtego Biłgoraja już nie ma. Pozostały jedynie stare zdjęcia i wspomnienia. Miejsca naszych dziecinnych zabaw przeszły do historii. Na tych placach, ogrodach, sadach wybudowano nowe osiedle (J. Krasickiego). Do Goraja, miejsca, skąd pochodzi dawny właściciel Biłgoraja, został przeniesiony m.in. dom państwa Skrobańskich.

18 kwietnia 1791 r. postanowieniem Konstytucji 3 Maja wprowadzono w życie uchwałę dotyczącą Miast Królewskich w Rzeczypospolitej. Zastąpiła ona dawne „prawa miejskie” (które i tak nie były polskie). Spadkobiercy marszałka oraz wielkiego podskarbiego koronnego Dymitra Gorajskiego – Adam razem z synami Janem, Piotrem i Adamem postanowili założyć własne miasto w odziedziczonych dobrach rodzinnych, leżących na skraju woj. lubelskiego. Chodziło o nadanie swojemu ośrodkowi praw i przywilejów nazwanych z racji swych norm „prawem magderburskim”. Schemat ów dotyczył układu przestrzennego (rynek) oraz powołania władz miasta a zwłaszcza spraw karnych, uwolniono mieszczan od zależności feudalnej, co czyniło ich ludźmi wolnymi. Dawało czynne i bierne prawa wyborcze, pozwolenie na uprawianie rzemiosła i zrzeszanie się w „cechach”, także prowadzenie handlu oraz swobodę wyznania religii, ponadto na produkcję alkoholu – ale jedynie na własne potrzeby. Dotyczy to również powołania burmistrza, rady miasta. Rajcą był Wincenty Skrobański w latach 1921-1924 (zmarł w 1951 r.). Lubek miał wtedy dwa lata. Po babci Justynie ze Szczurkowskich Skrobańscy odziedziczyli spory majątek wraz z prawami do wspólnego lasu tzw. „serwitutów” (wspólnego pastwiska) przyznanego jeszcze ukazem carskim.

W Biłgoraju organizowano w soboty cotygodniowe targi i doroczne jarmarki, a w dni świąteczne grała orkiestra dęta 13 pułku Kozaków dońskich. Wolność handlu i terminy były ściśle przestrzegane z uwagi na sąsiednie miejscowości. Sobota została zamieniona na czwartek za względu na ciągłe protesty Żydów, którzy nie mogli handlować w szabat. Żydzi przybyli tu w końcu XVI w., a król Polski był tak wspaniałomyślny, że żyli jak na „ziemi obiecanej”. II wojna światowa doprowadziła do zagłady tej społeczności. W Biłgoraju istnieje cmentarz przy ul. Konopnickiej. Przypomina o byłej „mniejszości”, która stanowiła 60-70% ogółu ludności Biłgoraja.

 

Ród Skrobańskich

W 1928 r. Jan Skrobański bierze ślub z Barbarą Kiesz w cerkwi św. Jerzego Biłgoraju. Tam zostaje ochrzczony ich syn Mikołaj. W 1873 r. Mikołaj Skrobański (28 lat) żeni się z Józefą Wszelaka (19 lat). Marzeniem młodożeńców jest lepsze życie (taka „mieczta”). Zostawiają rodzinny dom i wyjeżdżają do Mogiliewa Podolskiego w Guberni Podolskiej. To piękne i urokliwe miejsce nad Dnieprem, a za rzeką jest już Mołdowia. Jest tam również ogromny rynek zbytu na sita. Zgromadzony majątek pozwala im w latach 1871-1873 na zbudowanie własnego murowanego domostwa (tam drewna nie stosowano). Ich dom był kopią tego, który zostawili w Biłgoraju. Składał się z dwóch części – mieszkalej i produkcyjnej. Były również stajnie. Mikołaj zatrudniał pracowników. Miał również furmana (podwodę). – Próbowałem nawet powozić – wspomina Lubek Skrobański, jak przyjeżdżał pan Welman, dwoma pięknymi końmi do prac polowych – to od razu była wielka radość. Jeździliśmy nad rzekę Białą Ładę, po drodze poiliśmy konie przy brodzie koło mostu na ul. Lubelskiej. Zwoziliśmy zboża, siano, ziemniaki, buraki. Mama zabrała nas kiedyś do dziadków, do Bystrzejowic koło Lublina. Do przystanku autobusowego było ok. 7 km, więc dziadek Kazimierz wyjechał po nas furmanką. Oczywiście ja, jako „doświadczony furman”, od razu chciałem powozić. Chwyciłem za lejce i bat, i tak okładałem tego biednego konia, że potem nie chciał wyjść ze stajni, gdy mieliśmy już wracać do Biłgoraja. Widocznie mnie dobrze zapamiętał.

Kiedyś na targi bogatsi sitarze jeździli furmankami. Konie były tak wyuczone, że same znały drogę do domu i woźnica mógł sobie spać spokojnie. Mikołaj Skrobański w Mogiliewie Podolskim sam musiał zajmować się zaopatrzeniem i organizacją produkcji. Pomagał mu Władysław. Syn od najmłodszych lat i później był jego prawą ręką. Ożenił się późno, bo w wieku 30 lat. Rodzinna opowieść głosi, że na targu przypadkowo spotkali rodaka Antoniego Okonia, sitarza z Biłgoraja. On też porzucił rodzinne strony i znalazł swoje miejsce do życia w Rosji (Bajłow). Towarzyszyła mu młoda, sympatyczna córka. Maria jeździła z tatą na jarmarki i pomagała handlować. „Wpadła mu w oko”, więc Władysław poprosił o rękę jej rodziców Antoniego Okonia i Julię (Marczuk), obiecując nosić na rękach młodą pannicę. Różnica wieku wynosiła 15 lat. Nie było to nic nadzwyczajnego.

Sitarze przebywali poza domem całymi latami. Zwykle tak było, że rody sitarskie łączyły się ze sobą, zachowując kapitał, wpływy i rynki zbytu.

Dawne czasy wspomina Lubek Skrobański, biłgorajanin od wielu lat.

 

Kazimierz Szubiak

 

- Reklama -

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.