- Reklama -

Wspomnienia o Krzysztofie Gizie

"Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego utkwiły mi w pamięci dziecinne marzenia Krzyśka, mówiącego: – Wiesz, jak ja bym chciał być popularnym, tak żeby o mnie mówili i pisali... Niesamowite, tak, Krzysiu, Bóg sprawił, że mówią i piszą o Tobie, ale czy tak to sobie wyobrażałeś..." – to fragment wspomnień Stanisława Dołomisiewicza, kolegi zabitego przez MO i ORMO w kopalni "Wujek" Krzysztofa Gizy.

Co roku wspominamy losy Krzysztofa Gizy, pochodzącego z Tarnogrodu pracownika Kopalni Węgla Kamiennego „Wujek”. Giza zginął 16 grudnia 1981 roku podczas pacyfikacji kopalni. Szukając jego życiorysu znajdujemy skromny opis:

Józef Krzysztof Giza (ur. 13 marca 1957 w Tarnogrodzie, zm. 16 grudnia 1981 w Katowicach) – cieśla, pracownik Kopalni Węgla Kamiennego „Wujek” od 1978, ofiara pacyfikacji kopalni „Wujek” w grudniu 1981 r.W 1975 r. ukończył Zasadniczą Szkołę Zawodową w Tarnogrodzie, gdzie uzyskał zawód piekarza i ciastkarza. W 1977 r. przyjechał do Katowic. Bezpartyjny, członek NSZZ „Solidarność”. W dniach 14-16 grudnia 1981 r. na terenie kopalni brał udział w strajku okupacyjnym, który wybuchł na znak sprzeciwu wobec wprowadzenia stanu wojennego. 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji KWK „Wujek” przez oddziały MO i ZOMO został śmiertelnie ranny. Postrzelony z broni maszynowej. Jeden pocisk trafił go w lewą rękę, a drugi w szyję. Pogrzeb odbył się 20 grudnia 1981 w Tarnogrodzie. W 34. rocznicę pacyfikacji kopalni „Wujek” został 16 grudnia 2015 r. pośmiertnie odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności.

A tak kolegę z dzieciństwa Krzysztofa Gizę oraz okoliczności jego pogrzebu w Tarnogrodzie wspomina Stanisław Dołomisiewicz:

„Nareszcie po tylu latach dowiedziałem się, jak faktycznie wyglądała sytuacja na terenie kopalni „Wujek” przed i w trakcie pacyfikacji. Film „Śmierć jak kromka chleba” przedstawia sytuację trochę inaczej, niż relacjonował mi Krzysztof Giza, uczestnik i ofiara tych wydarzeń. Tutaj pozwolę sobie na krótkie wspomnienia o moim koledze. Nasze dzieciństwo toczyło się w innych realiach, niż są obecnie. Nie było Internetu, a telewizor też nie był w każdym domu, więc rozrywkę organizowaliśmy według własnego pomysłu. Krzysiek był to chłopak niewysokiego wzrostu, krępej budowy, taki siłacz, zrobił sobie minisiłownię, m.in. hantle z puszek wypełnionych betonem, i tak się ćwiczyło. Pamiętam, a było to po niedługim czasie, jak załoga Apollo wylądowała na księżycu, Krzysiek napisał do rozgłośni BBC, (a wtedy tej rozgłośni nie wolno było słuchać) list i o dziwo rozgłośnia przysłała mu piękne kolorowe zdjęcie astronautów Apollo z ich autografami. Radość była wielka i krótka. Krzysio pochwalił się pani nauczycielce i kartki już nie odzyskał. Tak to było.

W latach 80. Krzysiek wyjechał na Śląsk, tak jak wielu chłopaków w poszukiwaniu lepszego życia. Oczywiście większość z nich zatrudniała się w kopalniach węgla, bo górnictwo wówczas było bardzo cenione przez panujący system, a zarobki i apanaże z tym związane były bardzo atrakcyjne. Tydzień przed tragedią w „Wujku” Krzysiek przyjechał do Tarnogrodu. Był to czas przedświąteczny, targany niepokojem, brakiem towarów konsumpcyjnych. Na półkach sklepowych w przeważającej większości był tyko ocet. Bunt i strajki były codziennością. Istniała realna obawa ingerencji wojsk rosyjskich na Polskę wzorem Węgier czy Czechosłowacji. Oczywiste było pytanie: Krzysiu jak tam solidarność u was w kopalni? Powiedział, że są zdecydowani i wtedy wspominał mi, że ostrzą już stalowe pręty. Wiele z tego nie rozumiałem, ale wydaje mi się, że górnicy przeczuwali, że może dojść do tego, do czego doszło.

O tragedii na „Wujku” dowiedziałem się z radia. Była to złagodzona informacja o śmierci górników. Nie wiem czy to przeczucie, czy jakaś intuicja, ale będąc w grupie znajomych, wybuchnąłem płaczem, że zabili Krzyśka. Sugerowano mi, że w kopalni jest wielu ludzi, a moje przeczucia są przesadne. Okrutna prawda ziściła się następnego dnia. Tarnogród w czasie stanu wojennego, tak jak każde miasto, miał punkt kontrolny w postaci szlabanu i barakowozu, który ulokowany był na wysokości obecnego przystanku PKS. Poza tym nic szczególnego tu się nie działo. Oczywisty był zakaz poruszania się z miasta do miasta, na podróżowanie wymagana była przepustka wydawana przez tutejszy komisariat MO.

Strajk w kopalni „Wujek”. Zdjęcie archiwlane

Po paru dniach ciało Krzyśka przywieziono nie do rodzinnego domu, ale do kościoła. Mówiąc najprościej ukryto trumnę z ciałem w bocznej nawie, tzw. babińcu. Razem z kolegą Henrykiem Sz. poszliśmy na plebanię do ks.dziekana Ludwickiego z prośbą o wystawienie trumny przed głównym ołtarzem. Chodziło nam tylko o modlitwę, Różaniec, tak jak jest to w zwyczaju. Niestety, klucze od pomieszczenia, gdzie ukryto ciało, były w posiadaniu osób, które obawiały się zamieszek w związku z zaistniałą sytuacją. Cóż mogliśmy zrobić. W przeddzień pogrzebu uszyliśmy biało-czerwony sztandar, chcieliśmy nakryć nim trumnę. Oczywiście był wieniec od kolegów z biało-czerwoną szarfą. Pod presją osób starszych, bo my byliśmy wtedy 20-latkami, w obawie przed aresztowaniem zrezygnowaliśmy ze sztandaru. Nałożyliśmy w trakcie nabożeństwa żałobnego wieniec z biało-czerwoną szarfą na wierzch trumny. Oczywiście nie było to takie proste, bo pomiędzy żałobnikami w kościele byli obecni ludzie, którzy musieli złożyć dokładną relację odpowiednim władzom tzw. ORMO, a wbić szybko pinezkę w lakierowaną trumnę, by przytwierdzić białą-czerwoną szarfę, nie było takie proste. Ale się udało. Zgodnie z planem przy wynoszeniu trumny z kościoła wieniec odpadł, na trumnie została tylko biało-czerwona szarfa. I o to nam chodziło.

We Mszy św., mimo mroźnego zimowego dnia, uczestniczyło bardzo dużo ludzi. Niektórzy być może nie znali Krzyśka, ale przyszli, aby zamanifestować bunt przeciwko obecnemu systemowi i wyrazić poparcie nowemu, niosącemu nadzieję wolności ruchowi, jakim była nowo powstała „Solidarność”. Trumnę z bocznej nawy wynoszono na kościół na chwilę przed rozpoczęciem Mszy św. Wiadomo, że najbliżsi chcieli zobaczyć ciało, a to było zabronione przez władzę. Mimo tego z pomocą organisty pana Korniaka otworzyliśmy wieko trumny, ale to była króciutka chwila. Każdy chciał zobaczyć pokaleczone ciało Krzyśka. W rezultacie zrobiło się duże zamieszanie. Utkwiły mi w pamięci tylko zaklejone przylepcem lekarskim rany postrzałowe na twarzy mego Kolegi. Aby zapobiec dokumentacji fotograficznej wydarzenia, kondukt żałobny prowadzony przez ks. Grzegorza wychodził z kościoła o zmroku.W latach 80. nie było karawanów. Trumnę wkładało się na wózek akumulatorowy, który był wypożyczany od tutejszego zakładu metalowego. Mimo bardzo złej pogody, było bardzo zimno, trasa konduktu spowita była lodem, do tego panował już mrok, postanowiliśmy, że na własnych ramionach przeniesiemy trumnę na miejscowy cmentarz. Kondukt żałobny miał charakter patriotyczny, mijając budynek posterunku milicji, organista pan Korniak zaintonował pieśń „Boże, coś Polskę”. Muszę przyznać, że pierwszy raz słyszałem tę pieśń śpiewaną z taką szczerością i patriotyzmem.

Pogrzeb Krzysztofa Gizy. Zdjęcie z archiwum rodzinnego

Kiedy byliśmy z Krzyśkiem małymi chłopcami, jak to dzieci opowiadaliśmy sobie własne marzenia. Pewnych sytuacji nie jestem w stanie zrozumieć, choćby tego, dlaczego utkwiły mi w pamięci dziecinne marzenia Krzyśka mówiącego: – Wiesz, jak ja bym chciał być popularnym, tak żeby o mnie mówili i pisali.Niesamowite, tak, Krzysiu, Bóg sprawił, że mówią i piszą o Tobie, ale czy tak to sobie wyobrażałeś…

Powyższy tekst pisałem równo rok temu i uznałem, że co nieco można jeszcze dodać, dlatego że pogrzeb Krzyśka nie zakończył wydarzeń z tym związanych. Jak wiadomo, był to bardzo niespokojny i burzliwy czas. Opiekę nad grobem przyjęli górnicy z kopalni „Bogdanka”. Kopalnia ufundowała kamienny nagrobek z mosiężną płytą informującą o miejscu i przyczynie śmierci Krzyśka. Wiadomo, że aby osadzić pomnik, należało przygotować fundament, a więc mama śp. Krzyśka zwróciła się z prośbą do Jego kolegów o pomoc. W tym czasie prowadziłem budowę domu i posiadałem niezbędne materiały. Razem z kolegami pod osłoną nocy w pełnej konspiracji przygotowaliśmy podstawę do osadzenia nagrobka. I faktycznie, po paru dniach pomnik już został postawiony. Ale po co było robić to w nocy, kiedy najmłodszy, a robiliśmy to tylko we czterech, jeszcze przed rozpoczęciem prac zdał dokładny raport do MO. Robił to za pieniądze, do czego po jakimś czasie w załamaniu nerwowym śmiał nam się przyznać. Trudne jest do zrozumienia to, że mosiężne napisy na nagrobku były oblewane żrącym kwasem. W każdą rocznicę tragedii w kopalni „Wujek” organizowana jest Msza św. i uroczysty przemarsz górników i mieszkańców, by oddać hołd i wyrazić patriotyzm.

Z pogrzebu Krzyśka pamiątką jest jedno czarno-białe zdjęcie. Z szacunku dla mego Kolegi uznałem za stosowne podzielić się wspomnieniami, by młodzież przechodząca obok mogiły zamordowanego górnika miała świadomość, że tu leży ich rówieśnik, który też miał swoje plany i marzenia, który dla dobra nas wszystkich nie zawahał się oddać tego, co miał najważniejsze – życie…”

 

Dziękujemy za podzielenie się z Czytelnikami osobistymi wspomnieniami.

Cześć i chwała bohaterom!

 

- Reklama -

1 komentarz
  1. Mateusz mówi

    Dajxie ulice Kiszczaka czy Jaruzelskiego. To sa prawdziwi bohaterowie wg. Boleslawa oraz prezydenta Wawy

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Nowa Gazeta Biłgorajska nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy.